15 lipca 2016

Rozdział XX - część II


„Długa droga do domu”
– rozdział XX–

Szkarłatny księżyc świecił nad jej głową. Otaczały go strzępy chmur, przyjmując na siebie część jego niepokojącej poświaty i przybierając pomarańczowo-rubinowe barwy. Biegła przez błonia, raz po raz oglądając się za siebie i ledwo utrzymując równowagę. Powietrze było gorące i mętne, razem z lodowatym strachem w piersiach zapierało jej dech. Nagle na skraju lasu zobaczyła Guillaume, który zaśmiał się wesoło i pomachał jej. Krzyknęła do niego, żeby uciekał, że przecież nie powinno go tu nigdy być i zaczęła biec w jego kierunku. Wtedy twarz Guille’a zmniejszyła się i wydłużyła, a on sam zamienił się w olbrzymiego węża, który owinął się wokół pnia drzewa. Zakryła twarz rękami i zadygotała, czując strach i obrzydzenie na widok niezwykłego gada. Gdy otworzyła oczy, znajdowała się na jakimś pustkowiu, a o jej nogi ocierały się czarne koty. Cofnęła się odruchowo; koty zamiast oczu miały zegarki, których wskazówki miarowo odmierzały czas. Otoczenie zawirowało szaleńczo, a po chwili znów biegła, tym razem w miejscu, które już widziała. To było Hogsmeade, poznała zaniedbane szpalery drzew i dziki gaj, przez który przechodziła z Syriuszem, wszystko było takie samo, tylko ten głóg… Wrzasnęła, owładnięta przerażeniem, którego nie czuła nigdy wcześniej.
Odruchowo otworzyła oczy, chociaż gdyby mogła, zacisnęłaby je ze strachu o to, co znowu się przed nimi pojawi. Zdziwiło ją, że siedzi zdyszana na własnym łóżku w hogwarckim dormitorium, zza okiennych kotar wygląda już słońce, a z łóżka obok wychyla się rozczochrana głowa Lily.
— Dominika, co się stało? — zapytała z niepokojem, trąc oczy i prostując się.
Moon pokręciła głową, wciąż mając przed oczami ten koszmar. Najwyraźniej wrażenie było tak silne, że krzyczała na głos.
— Zły sen — powiedziała cicho, ze ściśniętym gardłem i zeskoczyła z łóżka, czując ciarki przebiegające po całym jej ciele. Nie myślała już logicznie, musiała działać instynktownie. Wciąż towarzyszyła jej niesamowita intuicja, skutek uboczny tajemniczego proszku.
— Nie martw się — odezwała się przez ramię do Evans i otworzywszy szafę, wyjęła z niej płaszcz i narzuciła go na piżamę. — Muszę tylko trochę odetchnąć.
Jednak kiedy drżącymi dłońmi zamknęła za sobą drzwi, nie poszła prosto na błonia, ale do dormitorium chłopców z szóstego roku. Wsunęła się tam bez pukania i wzrokiem odszukała łóżko Syriusza. Chłopak spał, prawą ręką dotykając bordowego dywanu i oddychając przez uchylone usta. Dominika podeszła do niego szybko i przykucnęła przy łóżku.
— Syriuszu — szepnęła błagalnie, potrząsając ramieniem Gryfona. — Syriuszu, proszę obudź się!
Po kilku kolejnych szarpnięciach chłopak wolno rozchylił powieki i przeciągnął się. Kiedy jednak dotarło do niego, kto klęczy przed jego łóżkiem, jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia.
— Moon? — mruknął, siadając gwałtownie i podciągając kołdrę pod szyję. — Co ty tu robisz?
— Syriuszu, potrzebuję twojej pomocy — powiedziała rozedrganym od emocji głosem. — Proszę, po prostu chodź ze mną.
Black pocierał czoło, nadal patrząc na nią z niedowierzaniem jakby nie był pewien czy nie jest tylko snem. Dziewczyna była wyraźnie roztrzęsiona, chyba nawet wystraszona. Niepokój wolno rozbudzał go jak poranny prysznic.
— Błagam cię, o nic nie pytaj, tylko chodź. — Moon rzuciła mu płomienne spojrzenie. Chłopak wstał z łóżka i w milczeniu sięgnął po spodnie. Ubrał się w ekspresowym tempie i spojrzał na nią pytająco.
— Lepiej weź płaszcz. — Gryfonka przełknęła ślinę. — Pada.
Po chwili biegli już truchtem przez Pokój Wspólny, przekroczyli dziurę po portretem i znaleźli się na opustoszałym korytarzu. Już dziś po uczniów miał przyjechać Ekspres Hogwart-Londyn, więc wszyscy korzystali z ostatnich chwil lenistwa. Było wcześnie rano i organizm Syriusza dobitnie przypominał o tym swojemu właścicielowi. Potarł zaspane oczy i przystanął, wstrzymany ramieniem dziewczyny.
— Znasz jakieś nieoficjalne wyjście z zamku? — Zielone tęczówki wbijały w jego twarz uważne spojrzenie, nawołując go do przebudzenia i procesu myślowego. Black wytężył mózg i powiedział triumfalnie:
— No jasne, że znam!
Pociągnął ją za rękę i zszedł po schodach. Zatrzymał się trzy piętra niżej i pewnie ruszył przed siebie. Moon biegła za nim lekkim krokiem, całkowicie ufając jego osądowi i zastanawiając się rozpaczliwie, czy uda im się zdążyć na czas. Ostatecznie Black stanął przed wysokim lustrem w metalowej oprawie, którą otaczały granatowe aksamitne draperie. Przez chwilę przyglądał się masywnej ramie, na której wytłoczone były miniaturowe słońca i ptaki, po czym wcisnął jedną z ozdób. Lustro przesunęło się z metalicznym zgrzytem, odsłaniając szeroki, jasno oświetlony korytarz. Syriusz obejrzał się na nią triumfalnie, a ona odetchnęła z wdzięcznością i trzymając się jego przedramienia, przekroczyła próg przejścia.
Pochodnie zalewały żółtym światłem ściany korytarza, były też jedynym elementem dekoracyjnym w tym surowym miejscu. Chłopak upewnił się, że przejście zamknęło się za nimi dokładnie, a ona już biegła przed siebie, przecież teraz każda minuta mogła mieć ogromne znaczenie… Syriusz dogonił ją i dotknął jej ramienia, porozumiewając się z nią spojrzeniem. Skinął głową.
Po jakichś dziesięciu minutach ich oczom ukazał się koniec korytarza, a w nim proste drewniane drzwi zastawione stosami kartonów. Black wycelował w nie różdżką i kolejno unosił w powietrze, uwalniając przejście.
— Popisujesz się. — Uśmiechnęła się blado Dominika, a Gryfon położył rękę na klamce i skinął ku niej głową. Kiedy przeszli przez drzwi, znaleźli się w małym, ciemnym pomieszczeniu mocno pachnącym lawendą. Moon uderzyła ramieniem w coś dużego i z powrotem cofnęła się do Syriusza, chwytając go za ramię.
— Gdzie jesteśmy? — szepnęła wytężając wzrok.
— To zaplecze sklepu „Twillfitt & Tatting” — odszepnął jej Black, wolno brnąc przed siebie. — Taki odzieżowy, konkurencyjna sieć dla Madame Malkin. Musimy uważać, lepiej, żeby nikt nie zauważył, że te drzwi jednak się otwierają.
Szli przed siebie, nieco zbyt mocno trzymając się ręce. Syriusz posuwał się pół kroku przed nią, ramieniem unikając kolejnych krawędzi i przeszkód niewidocznych w ciemnościach. W końcu coś zgrzytnęło i magazyn został zalany chłodnym światłem. Ledwie zdążyła rzucić okiem na wysokie regały, stosy kartonów i porozrzucane kawałki folii, kiedy chłopak pociągnął ją za rękę i zatrzasnął drzwi. Moon zmrużyła oczy w boleśnie jasnym świetle i rozejrzała się zdezorientowana. Przed sobą widziała niezbyt charakterystyczny rząd domów skąpany w chłodnej poświacie deszczowego poranka, ale kiedy przyjrzała się otoczeniu dokładniej, zauważyła w oddali kawiarnię i Miodowe Królestwo.
— Gdzie teraz? — zapytał Syriusz rzeczowo, badawczo patrząc w niebo zasnute burymi chmurami.
Moon musiała odchrząknąć, żeby wydobyć głos ze ściśniętego gardła.
— Do tego gaju, w którym byliśmy ostatnio — powiedziała, czując jak zimno przeszywa jej ciało, chociaż niewiele to miało wspólnego z faktem, że zaczęło mżyć. — Do tego, który pokazałeś mi po jeziorze, pamiętasz?
Gryfon przez chwilę w milczeniu patrzył przed siebie, po czym skinął głową i zerknął na nią uważnie. Dziewczyna jednak zupełnie tego nie zauważyła, zajęta mimowolnym pocieraniem ramion i niespokojnym przestępowaniem z nogi na nogę.
— Chodźmy — mruknął i szybkim krokiem ruszył w znanym sobie kierunku, nie oglądając się na nią.
Po niespełna kwadransie szybkiego marszu zobaczyli skraj niewielkiego dzikiego gaju, w którym gatunki oraz położenie drzew zdawały się być zupełnie chaotyczne i przypadkowe. Black drgnął, kiedy palce Dominiki mocno zacisnęły się na jego ramieniu, a jej usta pobladły gwałtownie. Poczuł jak mimowolny dreszcz przebiegł mu po plecach. Jego ręka powędrowała do kieszeni spodni, gdzie spoczywała różdżka, a spojrzenie zatopiło się między drzewami, które nagle wydawały się kryć jakieś niebezpieczeństwo. Czego tak bała się Moon?
Nagle Dominika puściła się biegiem przed siebie, znikając na moment za rozłożystym orzechem, którego gałęzie lśniły od deszczu. Black zamarł, ale pobiegł za nią, porzucając wszelkie obawy i wątpliwości, jak to robił podczas nielegalnych wypadów z przyjaciółmi. Przez moment bieg z wiatrem i kroplami deszczu we włosach przyspieszył krew w jego żyłach i wycisnął uśmiech na twarzy, ale entuzjazm znikł niemal zupełnie, kiedy zobaczył wpatrzone w siebie szeroko otwarte oczy Moon. Lubił w nie spoglądać, lubił nazywać w myślach kolory, które składały się na nieoczywistą barwę jej tęczówek, ale tym razem nawet nie przyszło mu do głowy, żeby zatapiać się w nich na dłużej, jego spojrzenie automatycznie zogniskowało się na przerośniętym głogu.
Drzewo wyglądało nienaturalnie. Wprawdzie cienkie gałązki obsypane ciemnoróżowymi kwiatkami wyglądały tak jak zwykle, jednak to nie one skupiły uwagę Syriusza, to pień, monstrualnie napęczniały i wykrzywiony pień przyciągał jego wzrok jak zapowiedź czegoś strasznego, jak coś, od czego nie możesz odwrócić się i odejść, bo pójdzie za tobą, złapie cię za kostkę u nogi i…
— Syriuszu? — Moon potrząsnęła mocno jego ramieniem, wyrywając go z napływu niezbyt przyjemnych rozmyślań. Wzdrygnął się i z wysiłkiem oderwał wzrok od pnia. — Wszystko dobrze?
— Co… — zaczął ochryple i odchrząknął. — Co to jest?
Moon bez słowa chwyciła jego dłoń i powoli podprowadziła go bliżej drzewa. Pień przecinała gruba, poszarpana linia opływająca jakąś czerwono-brunatną mazią… Dominika dotknęła jej końcem palca, zanim pełen obrzydzenia Black zdołał ją powstrzymać, i podniosła do twarzy. Napotkała jego niedowierzające spojrzenie.
— To nie krew — powiedziała cicho i uważnie popatrzyła na drzewo.
— Moon, powiedz mi wreszcie o co tu chodzi, po co mnie tu zawołałaś, co to jest? — Black cofnął się o krok, czując narastającą niepewność i irytację. Dziwaczne drzewo, oślizła maź napełniały go odrazą, a Dominika… Skąd ona właściwie wiedziała, co tu znajdą? Kto jej o tym powiedział? Czy ona maczała palce w czymś znacznie brudniejszym i groźniejszym niż zwykłe utarczki ze Ślizgonami? Te i inne pytania nie dawały mu spokoju, kiedy blondynka wolno odwróciła się ku niemu i podniosła głowę, by spojrzeć mu prosto w oczy. Jej spojrzenie nie było już tak przestraszone, pojaśniało i zdawało się wiercić dziurę w jego głowie.
— To ten mały Gryfon, który zaginął — odezwała się cichym, lecz zadziwiająco spokojnym głosem, pod wpływem którego nowa fala dreszczy przebiegła przez jego ciało. — Jest w drzewie.
— Jak to… w drzewie?! — zapytał z niedowierzaniem i grozą, kiedy dziewczyna nachyliła się, żeby przyjrzeć się napuchniętemu pniowi, z którego odpadały płatki zielonkawej kory. — I… I skąd o tym wiesz?
— Widziałam — mruknęła i wyciągnęła różdżkę. Ku jego osłupieniu wycelowała ją prosto w drzewo i mruknęła: — Diffindo.
Kora pękła z głuchym trzaskiem. Teraz niemal przez całą długość pnia biegła długa, poszarpana szczelina opływająca gęstym, brunatnym płynem.
— Pomóż mi. — Moon spojrzała na niego przez ramię. — Musisz ją rozszerzyć.
Grymas obrzydzenia wykrzywił jego usta, kiedy niemal bezwolnie podszedł do głogu. Wyciągnął rękę i zawahał się. Maź wyglądała na lepką i oślizłą, a poza tym wcale nie był pewien, czy chce zobaczyć, co jest w środku.
— Black, ten chłopiec zaginął kilka dni temu — odezwała się ostro Dominika. — Bądź mężczyzną i zrób to.
Syriusz zacisnął usta i naparł dłońmi na krawędzi szczeliny w dwie przeciwne strony. Rozchyliły się znacznie łatwiej niż się spodziewał, a z pnia osypało się kilka pokruszonych kawałków kory. Naparł jeszcze raz i drzewo otworzyło się szerzej, trzeszcząc przeraźliwie. Zaryzykował szybkie spojrzenie wewnątrz pnia.
W środku drzewo było wydrążone i puste jak baobab. A raczej byłoby puste, gdyby nie mała, skulona i powalana ziemią postać.
— Jest! — odetchnęła Dominika i podeszła, żeby pomóc wyciągnąć chłopaka. Skóra na jego twarzy była szara i zapadnięta, a we włosach tkwiły żylaste włókna, których pełne było wnętrze pnia. Ostrożnie położyli go na ziemi, a Moon z wyraźnym ociąganiem dotknęła drżącymi palcami punktu na jego szyi.
— Żyje. — Skinęła głową i westchnęła ciężko. — Teraz musimy tylko dostarczyć go pannie Calahan i znaleźć dyrektora.
Mobilicorpus — mruknął Black, a ciało chłopca wolno uniosło się w powietrze. — No, to dopiero komuś się oberwie…
Oberwie? — zapytała z niedowierzaniem Dominika, podnosząc na niego wzrok. — Black, czy ty wiesz, co się stało?
— No… — Syriusz potarł skórę za uchem i zawahał się. — Ktoś porwał dzieciaka i próbował go zabić, czy to nie oczywiste?
— Nie. — Moon podeszła do niego wolno i z irytacją pokręciła głową. — To nie jest oczywiste. Żeby kogoś zabić, można użyć zaklęcia, zwalić go ze schodów, zostawić w Zakazanym Lesie, otruć i  tak dalej. Zamykanie w drzewie to prastara i niesamowicie groźna magia. Czarna magia*, rozumiesz?
Chłopak ze zdumieniem spojrzał na małego Gryfona, wciąż ubranego w codzienną szatę Gryffindoru, jakby zamierzał znaleźć na jego ciele jakieś ślady potwierdzające słowa Dominiki. Dzieciak wyglądał jednak jakby śnił jakiś wyjątkowo nieprzyjemny sen – czoło pokrywały mu krople potu, a klatka piersiowo podnosiła się ledwo dostrzegalnie.
— Naprawdę nie mam pojęcia, kto mógłby coś takiego zrobić. — Dziewczyna pokręciła głową i z powrotem podeszła do chłopca, odgarniając mu włosy z czoła. — Kto w ogóle by potrafił
— Masz rację, wygląda to paskudnie i w ogóle. — Syriusz machnął różdżką, a ciało zaczęło wolno lewitować w kierunku zamku. — Ale przecież nie my jesteśmy za to odpowiedzialni, prawda? Znaleźliśmy małego, cud, że żyje i tu się kończy nasze zadanie.
Moon w milczeniu szła przy jego boku. Nie odzywali się do siebie niemal przez całą drogę do tajemnego korytarza w sklepowym magazynie. Jednak w pewnym momencie blondynka odetchnęła ciężko świeżym, deszczowym powietrzem i patrząc w zasnute szarymi, przypominającymi kłębki kurzu chmurami niebo, powiedziała:
— Jesteśmy odpowiedzialni. Teraz już jesteśmy.

* * * * *  

Później, już po śniadaniu, które Dominika i Syriusz zamiast spędzić w Wielkiej Sali, przesiedzieli w gabinecie Albusa Dumbledore’a, wszyscy uczniowie zebrali się na stacji Hogsmeade w oczekiwaniu na pociąg powrotny do Londynu. Atmosfera nie była oczywista, właściwie ponury nastrój zdawał się dominować wśród wyrazów twarzy. Niewątpliwie miał na to wpływ chłodny deszcz, obficie wysypujący się z ciężkich, grafitowo szarych chmur, które niespodziewanie pojawiły się nad zamkiem. Hogwartczycy niechętnie mamrotali pod nosami, kryjąc się pod kapturami lub parasolami i zerkając na pociemniałe niebo, które przecież jeszcze wczoraj było lazurowe i bezchmurne. Inni mimo pogody uśmiechali się i szczebiotali radośnie, szczegółowo i rozrywkowo planując wakacje, które właśnie się zaczęły. Niektórzy snuli poważne plany dalekich podróży, inni umawiali się z przyjaciółmi na wspólne wycieczki, Ragnarok ze znajomymi stał na uboczu i znad papierosa mruczał ukradkowe odpowiedzi. Dominika zauważyła to i odwróciła się z niesmakiem, tkwiąc pod wielkim parasolem razem z Jamesem i Syriuszem.
— No niesamowita historia, niesamowita — powtarzał wciąż Potter, kiwając z uznaniem głową. Nie krył się zupełnie ze swoimi komentarzami na temat porannego odkrycia i mimo niechęci, jaką to w niej wzbudzało, Dominika musiała przyznać, że robiło to niewielką różnicę – cały Hogwart szeptał już o odnalezieniu chłopca, o którym nikt nie wiedział, że zaginął. Oczywiście okoliczności, w których dzieciak został uratowany zmieniały się już co najmniej kilkakrotnie, ale nie przeszkadzało jej to. Przynajmniej nie zawsze pojawiało się w nich jej nazwisko.
Niestety, aktualnie znajdowała się w bezpośrednim otoczeniu Syriusza Blacka, który niezależnie od dokonań zawsze był w centrum zainteresowania. Zaraz po opuszczeniu gabinetu dyrektora próbowała pozbyć się go gdzieś po drodze i dołączyć do przyjaciółek, wykorzystując rozgardiasz, który towarzyszył uczniom opuszczającym zamek, jednak chłopak w wyjątkowo irytujący sposób nie odstępował jej na krok. Nie wydawał się specjalnie przejęty smutnym losem małego Gryfona, więc nie mogła zrozumieć, dlaczego właściwie nie dał jej spokoju i nie popędził do reszty żądnych przygód Huncwotów. Ostatecznie jednak zrobił to, tyle że pociągnął ją za sobą, wykorzystując żelazną perswazję, prawdopodobnie wytrenowaną na pełnym przemocy stanowisku pałkarza. Teraz musiała tkwić u jego boku, wysłuchiwać idiotycznej rozmowy pomiędzy nim a Jamesem, która brzmiała, jakby rozmawiali o abstrakcyjnym i niezbyt pasjonującym wydarzeniu. Moon wciąż była wstrząśnięta porannym odkryciem, które mimo wyraźnego lekceważenia Syriusza wydawało jej się makabryczne. Zamknąć kogoś w drzewie. Otworzyć pień, umieścić kogoś wewnątrz, sprawić, żeby drzewo rosło i skazać kogoś na śmierć głodową… Komu ten dzieciak zawinił do tego stopnia? Kto potrafił posłużyć się do tego typu magią? To właśnie były pytania, które należało sobie zadawać, a nie takie błahe pogawędki, które praktykowali Huncwoci. Black okazywał całkowitą niefrasobliwość w tej sprawie, ba, ignorował ją bezczelnie i nie zaszczycił nawet spojrzeniem, odkąd zmusił ją do swego niezbyt emocjonującego towarzystwa. W końcu, kiedy właśnie zaczęła rozglądać się wokół w poszukiwaniu Lily i Patricii, Syriusz zerknął na nią łaskawie i zapytał z największą obojętnością, na jaką było go stać:
— Jak spędzasz wakacje?
Dominika obrzuciła go spojrzeniem adekwatnym do zainteresowania w jego głosie i wzruszyła ramionami, nonszalanckim ruchem odgarniając włosy z ramienia.
— Och, jeszcze nie wiem. Zamierzam spędzić trzy tygodnie w Marsylii, a później pewnie wrócę do Bedworth.
Z premedytacją pominęła grzecznościowe pytanie zwrotne i demonstracyjnie wyciągnęła szyję, kontynuując swe poszukiwania. Black przez chwilę patrzył na nią w milczeniu zanim odezwał się ponownie.
— Wyślij mi parę sów.
Spojrzenie Dominiki znieruchomiało na moment, po czym przeniosło się na jego twarz o iście pokerowym wyrazie. A jednak udało mu się ją zaskoczyć. Kolejnym przykrym faktem dnia dzisiejszego było odkrycie, że nie potrafi już po prostu wiedzieć o czymś, przydatna umiejętność minęła wraz z jej przewagą nad rozmówcami.
— Sów? — spytała głupio, nie od razu rozumiejąc, co ma na myśli. — Ale, eee, ja nie znam twojego adresu i właściwie nie wiem, gdzie są…
— Teraz już znasz. — Black szybko sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej niewielki kawałek pergaminu. Moon ze zdumieniem popatrzyła na elegancko wypisane linijki. Zestawienie tej skrupulatnie przygotowanej karteczki z pozorną obojętnością tej rozmowy wydawało się dziwaczne. No, trochę rozczulające może też. W końcu co kobiety lubią bardziej niż rozgryzanie nieporadności mężczyzn?
— Och, no dzięki — powiedziała z lekkim uśmieszkiem satysfakcji i włożyła pergamin do torby. Odwróciła głowę w kierunku, którego jeszcze nie patrolowała, uznając rozmowę za skończoną, kiedy Syriusz odchrząknął, ponownie zwracając na siebie jej uwagę.
Spojrzała na niego, teraz już ze zniecierpliwieniem.
— Daj mi swój — zażądał tym samym opanowanym tonem, wciskając jej do ręki kolejny zwitek pergaminu. Syriuszowa bezpośredniość bywała cechą, która naprawdę utrudniała jej polubienie go do tego stopnia, do którego zachęcały ją jego czarne oczy, i tym razem nie było inaczej. Wargi Blacka drgnęły jednak w delikatnym uśmiechu, a jej dłoń automatycznie chwyciła karteczkę, następnie pióro i dokładnie wypisała adres nowego domu państwa Moon w Warwickshire.
— No, to teraz ty też możesz coś do mnie napisać — odezwała się, wręczając mu z powrotem pergamin i uśmiechając się lekko. Black skinął głową i odwrócił się do Jamesa. Moon skorzystała z okazji i wymknęła się spod jego parasola, bo gdzieś w oddali mignęła jej ruda czupryna Lily. Patricia pomachała do niej, a Dominika wyszczerzyła zęby, patrząc jak zza jej pleców na stację wjeżdża duży, czerwony pociąg. Wmieszały się w tłum uczniów, który rozdzielił je na moment, by później przerzedzić się, gdy wszyscy zaczęli znikać w przedziałach.
— No nie, wszystko zajęte — jęknęła Pat, zerkając przez małe okienka w drzwiach.
— Ciekawe, czy nauczyciele dojdą do tego, kto porwał tego chłopca — mruknęła Lily, ze zmarszczonym czołem przyglądając się drewnianym ścianom. — Co sobie musieli pomyśleć jego rodzice…
Nagle drzwi jednego z przedziałów rozsunęły się z trzaskiem i stanął w nich James.
— O kurczę, Evans — powiedział, a jego orzechowe oczy roziskrzyły się za okularami. — Poczekaj na mnie, zaraz wracam. Zarezerwowałem ci miejsce obok mnie.
Ruda przewróciła oczami i już miała odpowiedzieć coś złośliwie, kiedy Patricia krótko i stanowczo wtrąciła się do rozmowy.
— Bosko. — Uśmiechnęła się wdzięcznie i bez wahania wkroczyła do przedziału. Moon wzruszyła ramionami i wyszczerzyła zęby do zdezorientowanej przyjaciółki.
— Przynajmniej są wolne miejsca — powiedziała i poszła w ślady Macmillan. Huncwoci przywitali je entuzjastycznie wśród bałaganu, który w zadziwiający sposób udało im się przenieść do przedziału. Lily ostentacyjnie usiadła obok Remusa i poprawiła włosy.
— Co u ciebie, Macmillan? — zagadnął brunetkę Syriusz, który niemal leżał na swoim siedzeniu. — Rodzinka nadal serdeczna i urocza jak zwykle?
— Prawie tak jak u ciebie. — Kwaśno uśmiechnęła się dziewczyna. — Wprawdzie jeszcze nie zaczęli pisać do moich znajomych, ale też nie jest zbyt wesoło.
Peter gwizdnął na widok grymasu, który jak cień przebiegł przez twarz Blacka, i zapadła cisza.
— Co będziecie robić w wakacje? — odezwała się znowu Patricia. — Jakieś konkretne plany?
— Jak zwykle liczę na gościnność rodziców Jima. — Syriusz zniknął za Prorokiem Codziennym, ale  wyraźnie było słychać jak w jego głosie pobrzmiewa gorzka ironia. — Innych opcji nie rozważam.
— Ja też chętnie bym przyjechał, ale wyjeżdżam do ciotki, która mieszka w Walii — odezwał się Peter niespodziewanie, nerwowo skubiąc paznokcie. — J-jakbyście chcieli, to zapraszam, dom jest duży i w ogóle…
— Taa, bosko, bez przerwy pada — zakpił Syriusz, zerkając znad gazety na twarz Pettigrew, która poczerwieniała z zażenowania. — Wymarzone wakacje. Chyba na pontonie.
Chłopak wymamrotał coś niewyraźnie o wyjątkowych krajobrazach, ale na ratunek wyruszył Remus.
— W dzieciństwie często bywałem w Walii na obozach wędrownych, zdecydowanie przesadzasz, Syriuszu. Może pogoda nie zawsze dopisuje, ale nie to jest najważniejsze. Chyba wszyscy wiemy, że Walia to kraina historyczna i oprócz średniowiecznych ruin są tam też celtyckie zabytki…
— Sam jesteś zabytek — prychnął Black, odrzucając Proroka na półkę.
— Cięta riposta — sarknęła Dominika spod zmrużonych rzęs, rozpierając się na miejscu naprzeciwko Syriusza. — Ja bym chętnie odwiedziła Walię, Pete, jeszcze nigdy tam nie byłam.
— Ktoś tu mówi o walijskich wyprawach bez Jamesa Walecznego?! — zagrzmiał Potter, stając w przejściu. Miał podołek pełen pociągowych smakołyków, który natychmiast przyciągnął uwagę chłopców.
— Lily, mamy dwa miesiące wolnego. — Okularnik zamlaskał karmelowym batonikiem. — Co ty na to, żebyśmy umówili się na lody u Fortesque?
— Chyba śnisz.
— Mam przywileje stałego klienta — ciągnął James, zupełnie niezrażony odpowiedzią dziewczyny. — Nie pożałujesz. Wiesz co, napiszę do ciebie.
— Potter, wypisujesz do mnie od trzeciej klasy, czy to zmienia cokolwiek? — Lily obrzuciła go taksującym spojrzeniem.
— Noo… — Chłopak ugryzł batonika, a karmelowe nadzienie wyciekło mu na usta. — Teraz jestem słodki.
Zachichotał z własnego dowcipu, a ku zdziwieniu Dominiki usta Lily zadygotały niebezpiecznie. Syriusz uchwycił jej spojrzenie i przytrzymał je tęczówkami, które na moment znowu zaczęły przypominać rozpalone węgle. Drgnęła lekko i udała, że szuka czegoś w torbie, kiedy coś zastukało w szybę.
— Sowa. — Peter zerwał się z miejsca i podbiegł do okna. Nacisnął klamkę i ptak wleciał do przedziału. Zatrzepotał wielkimi, brunatnymi skrzydłami i przysiadł na ostatnim wolnym miejscu, sugestywnie prostując prawą nóżkę.
— Jaka piękna — westchnęła Moon, na której sowia poczta wciąż robiła wrażenie. Istotnie, sowa była duża i sprawiała szlachetne wrażenie, jej pióra i złociste oczy połyskiwały łagodnie w świetle żarówki. Pettigrew odwiązał od jej nóżki pokaźną, beżową kopertę, a ptak natychmiast zatrzepotał wielkimi skrzydłami i wyleciał przez otwarte okno. Chłopak zerknął na odwrotną stronę sztywnego, szorstkiego pergaminu i ku zaskoczeniu wszystkich obecnych, wyciągnął rękę ku Dominice.
— To do ciebie — powiedział.
Blondynka spojrzała na niego ze zdumieniem i przyjęła kopertę. Spodziewając się w tym niewątpliwej pomyłki, spojrzała na adres – identyczny jak ten, który niedawno sama napisała Syriuszowi.
— To z Gringotta — oświadczył natychmiast Black, ledwie rzuciwszy okiem na pieczęć. Widząc niepewność na jej twarzy, dodał: — Banku czarodziejów.
— Ale ja nie mam konta w Anglii! — zaprotestowała Moon, obracając kopertę w dłoniach, jakby nagle adres miał zmienić się na jakiś bardziej wiarygodny. — Dlaczego mieliby wysyłać mi listy?
Nikt jej nie odpowiedział, więc z wahaniem odpieczętowała kopertę. Spodziewała się, że coś się wydarzy, zwłaszcza po wyjcu od pani Black, ale wyglądało na to, że to zwykły list. Kartka była złożona na trzy, chociaż tekstu nie było wiele.

Pani Moon,
Uprzejmie informujemy, że termin przetrzymywania Pani depozytu przez Bank Gringott mija dnia 28 lipca br. Zapraszamy do naszej siedziby przy ulicy Pokątnej 18, gdzie może Pani przedłużyć termin przechowywania depozytu lub odebrać go osobiście.
Z poważaniem,
Bank Gringott

Podniosła wzrok znad pergaminu.
— Napisali, że mam odebrać jakiś depozyt. — Ponownie wróciła wzrokiem do tekstu. — Jak to możliwe?
— Nie mam pojęcia. — Remus pokręcił głową. — Ale chyba najlepiej sprawdzić to osobiście, prawda?
— Tak zrobię — mruknęła i ostrożnie wsunęła list do torby. Zupełnie się czegoś takiego nie spodziewała, chyba powinna porozmawiać z rodzicami. Ale jak mogli dostać się do „stefy czarodziejów” jako mugole i założyć konto w banku? Brzmiało to co najmniej podejrzanie…
— Ej, a propos tajemniczych depozytów, gdzie jest mapa, Glizdogonie? — zapytał nagle Potter, przerywając ciszę. Wodniste oczy Petera zaokrągliły się, wyrażając ewidentny niepokój i wyrzuty sumienia, ale Huncwoci nie skomentowali tego, bo chłopak szybko wyciągnął pergamin z plecaka. Wymienili z Remusem znaczące spojrzenia, gdy mapa trafiła do ręki Jamesa.
— No — rzekł okularnik, wygładzając pergamin. — Już myślałem, że gdzieś ją zgubiłeś.
— Coś ty, Rogaczu! — Pettigrew zaśmiał się nerwowo. — Nigdy w życiu.
Koła pociągu głucho zahuczały o metalowe szyny, kiedy w przedziale zapadła cisza.

* * * * *

Kiedy opuściła przedział pod pretekstem skorzystania z toalety, jej myśli wciąż zaprzątał tajemniczy list. Najchętniej od razu pojechałaby na Pokątną i przekonała się, w czym rzecz, ale kiedy dojadą Londynu, pewnie będzie już późno, a jutro z samego rana czekał ją upragniony wyjazd do Marsylii. To oznaczało, że Gringotta odwiedzi najwcześniej za jakieś trzy tygodnie, oczywiście o ile do tego czasu nie umrze z ciekawości. Starała się nie bujać w obłokach i przygotowywać na najbardziej prawdopodobne wyjaśnienie tajemnicy, czyli najzwyklejszą w świecie pomyłkę. Już wyobrażała sobie jak przekracza próg banku, pyta o depozyt, a jakiś goblin patrzy na nią zza kontuaru jak na idiotkę i mówi, że chyba coś jej się pomieszało. Typowe. W końcu ile dziwacznych zbiegów okoliczności może przypadać na jedną osobę? Miała wrażenie, że w tym roku szkolnym wyczerpała cały limit.
Mimowolnie przystanęła przy wąskim, zamykanym na zasuwkę oknie. Przed jej oczami przemykały domki jednorodzinne na zmianę z zielonymi jeszcze prostokątami pól. Niebo na wschodzie zasnuwały ołowianoszare chmury, sprawiając, że jutrzejszy wyjazd do słonecznej Marsylii wydał jej się szczególnie kuszący.
Kątem oka zarejestrowała jakiś błysk po prawej stronie. Zanim zdążyła się obejrzeć, drzwi wagonu rozsunęły się, a każdy cal jej ciała został unieruchomiony. W oszołomieniu patrzyła jak Ragnarok zbliża się do niej niespiesznym krokiem, wsuwając różdżkę do wewnętrznej kieszeni kurtki. Odruchowo spróbowała poruszyć ręką, ale jej mięśnie były porażone zaklęciem.
— Cześć — powiedział głębokim, przyjemnym głosem, który całkowicie nie pasował do drapieżnego, jakby urwanego w połowie uśmiechu. Moon rzuciła spłoszone spojrzenie na drzwi za jego plecami, ale poza nimi na korytarzu nie było nikogo. Zza zamkniętych drzwi przedziałów dobiegały śmiech i głosy uczniów, beztrosko spędzających czas we własnym gronie. — Nie myślałaś chyba, że się nie pożegnam?
Dominika odetchnęła głęboko i spróbowała się uspokoić. Ragnarok unieruchomił ją i mógł jej grozić, ile chciał, ale prawda była taka, że znajdowali się w pociągu pełnym uczniów i nauczycieli, więc nie mógł zdobyć się na nic naprawdę groźnego. W końcu jakimś cudem udało mu się ukończyć Hogwart, nie był więc aż tak zdesperowany, żeby podjąć ryzyko. Wszystko to było logiczne i zgodne z rozsądkiem, ale kompletnie straciło sens, kiedy chłopak zbliżył się na odległość kilku cali i zaczął obchodzić ją tym samym leniwym krokiem. Moon resztką sił zignorowała gęsią skórkę, która pokryła jej przedramiona, gdy w jej nozdrza wdarł się boleśnie znajomy zmieszany zapach papierosowego dymu i wody kolońskiej.
— Zastanawiasz się pewnie, co teraz robię? — Zrobił efektowną pauzę, jakby spodziewał się, że odpowie mimo rzuconego zaklęcia. Przystanął przed nią i pochylił się, żeby spojrzeć jej prosto w twarz. Moon zmrużyła oczy, usiłując przebić wzrokiem osłonę jego przydymionych okularów, gdy uśmiech spełzł z jego twarzy. — Zapamiętuję cię. Na twoje nieszczęście nie toleruję donosicieli.
Dominika miała wielką ochotę odparować, że i ona nie akceptuje pewnych rzeczy, a na szczycie ich listy znajduje się oszustwo i kradzież, ale Gordon najwyraźniej nie zamierzał dać jej okazji do rewanżu. Zamiast tego wznowił swoją wędrówkę dookoła niej, przez co czuła się jak sparaliżowana ze strachu ofiara, otaczana przez drapieżnika wolno, ale systematycznie.
— Co prawda, masz też trochę szczęścia. Te wszystkie gierki i idiotyczne, dziecinne zemsty są dobre dla uczniaków, więc nie zamierzam nawet próbować. Możesz być jednak pewna... — Zawiesił głos, a jej mięśnie niemal krzyczały z bólu w rozpaczliwej próbie uwolnienia się spod działa uroku — Możesz być absolutnie pewna, że kiedy spotkamy się następnym razem, a wiem, że tak się stanie, będę pamiętał, kim jesteś i co zrobiłaś.
W wagonie obok rozległy się głośne kroki niezawodnie zwiastujące, że ktoś zbliża w ich kierunku. Ragnarok tak czy inaczej nie przejawiał większego zainteresowania dalszym monologiem, bo zdjął z niej zaklęcie i odszedł o kilka kroków wzdłuż ściany korytarza.
— Uciekaj do swoich małych przyjaciół. — Rzucił kpiąco przez ramię. — W tym pociągu znajduje się znacznie więcej osób, które chętnie spotkałyby cię w nieco mniej komfortowych dla ciebie okolicznościach.
Krótkim ruchem rozsunął drzwi do kolejnego wagonu i zniknął za nimi, pozostawiając po sobie ciężki zapach papierosów. Za plecami Dominiki na korytarzu pojawił się jeden z prefektów naczelnych, który rzucił pytające spojrzenie na jej oszołomioną minę i poszedł dalej bez słowa.
Sama Moon stała tak jeszcze przez dłuższą chwilę, zupełnie jakby zaklęcie Gordona wciąż nie pozwalało jej się poruszyć. Nie miała nawet siły, żeby złościć się na jego arogancję, która pozwalała mu traktować wszystkich dookoła jak małolatów. Była na to zbyt zdumiona – zupełnie nie spodziewała się czegoś takiego z jego strony. Co prawda Ragnarok już wcześniej jej groził, ale naprawdę łudziła się, że unikanie go, a raczej nie pojawianie się w jego towarzystwie w pojedynkę do końca roku szkolnego załatwi sprawę. Wprawdzie nawet przez chwilę nie żałowała, że opowiedziała o wszystkim profesor McGonagall, ale dopiero teraz zorientowała się, jak groźnego wroga zyskała na własne życzenie.


* Pomysł z czarnomagicznym zamykaniem ludzi w drzewach zaczerpnęłam z rzeczywistości – dawniej czarownice naprawdę były oskarżane o podobne praktyki.


Koniec Części Drugiej

21 komentarzy:

  1. Uwielbiam fakt, że dodajesz rozdziały tak wcześnie, że przed wyjściem do pracy mogę je jeszcze przeczytać :)
    Syriusz zignorował sytuacje? Nie chciał jej omówić? Hmm... dziwne, bardzo dziwne. I ta skrytka w banku, jakie tajemnice skrywa? Oj zbudowałaś napięcie :) I jeszcze na koniec groźby Gordona. Spodziewam się go spotkać w kolejnych księgach, w mało przyjemnych okolicznościach.
    Ah i mam nadzieję, że Syriusz na tyle zatęskni za Niką, że w końcu coś z tego będzie :)
    Luella

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wobec tego - dzień dobry! :) Miło mi widzieć, że ktoś może nie tylko jakoś funkcjonować o tak wczesnej porze, ale jeszcze czytać moją historię... Bardzo miło :)
      Huncwoci są jeszcze dość beztroscy i zbyt przyzwyczajeni to niekończących się utarczek między Gryfonami i Ślizgonami, żeby dostrzec w tej sytuacji jakieś realne zagrożenie. Z zewnątrz Hogwartu też nie napływają jeszcze konkretne informacje, przynajmniej nie do wiadomości publicznej, ale to się wkrótce zmieni i nasi Huncwoci będą musieli bardzo szybko dorosnąć.
      Rzeczywiście będzie czas do zatęsknienia, ale z drugiej strony oboje będą mieli dość dużo na głowie, więc nie wiem co z tego będzie :))
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie,
      Eskaryna

      Usuń
  2. Hym... Co też tam się stało? Jak to? Dominika miała jakąś wizję? Co to było? Czy ten proszek jeszcze wtedy działał? Cholerka. No i czy ten biedny chłopiec wyjdzie z tego? Wszystko z nim w porządku? Kto go tam zamknął? Kto bawi się czarną magią w Hogwarcie? Tyle pytań, tyle pytań...
    Syriusz zachowywał się dziwnie, nawet jak na niego. Niby udaje obojętność, ale chciałby dostawać listy od Moon i upomina się o jej adres. Same w nim sprzeczności.
    Lily chyba powoli zaczyna się przekonywać do Jamesa. Miło jest tak czasami popatrzeć na nich z boku i widzieć jak ta więź między nimi się rozwija.
    Ragnarok jest okropnym chamem. Nie dość, że grozi Dominice, to jeszcze ma czelność rzucać na nią zaklęcie unieruchamiające, by nie mogła mu czymś odparować, może jakimś niezbyt miłym zaklęciem? Głupi głupek, o.
    Najbardziej podobał mi się ten fragment:

    "— No — rzekł okularnik, wygładzając pergamin. — Już myślałem, że gdzieś ją zgubiłeś.
    — Coś ty, Rogaczu! — Pettigrew zaśmiał się nerwowo. — Nigdy w życiu."

    Uśmiałam się. Peter mimo swojej nieśmiałości starał się zaprosić wszystkich do siebie na wakacje, ale jak zwykle został zignorowany przez swoich przyjaciół. Szkoda, że tak go traktują.

    No i koniec części drugiej. Z tego co mówiłaś, część trzecia będzie jeszcze ciekawsza, więc już się nie mogę doczekać ;-)

    Pozdrawiam, Cath.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, no, proszek działał w ten sposób, że Dominika zaczęła zdawać sobie sprawę z różnych przypadkowych faktów - w tym tego, nad myślała przez ostatnie kilka dni, czyli co stało się z zaginionym Gryfonem. Na szczęście zdążyli na czas, jednak kto i po co zrobił to byle pierwszakowi? Na razie nic nie powiem :)
      Syriusz jest okropny, to prawda :p Z wewnętrznych sprzeczności raczej się nie wyleczy.
      Trzecia część oznacza między innymi, że czas na Jily! Coś pojawi się na pewno już w kolejnym rozdziale i stopniowo będę rozwijać ten wątek. Wiadomo - w siódmej klasie Lily i James mają się zejść!
      Ogólnie trzecia część będzie znacznie mroczniejsza i znacznie bardziej niepokojąca niż dwie poprzednie. Mimo to, będą też oczywiście wesołe i romantyczne wątki, ale ogólnie równia pochyła, haha :p Nie mogę się już doczekać, bo mam całe mnóstwo swoich własnych, zupełnie nowych pomysłów i jestem ciekawa, co o nich powiecie.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam,
      Eskaryna

      Usuń
  3. Hej, hej!
    Przepraszam, że nie skomentowałam poprzedniego rozdziału, ale nie było mnie w domu, bo wyjechałam i nie zdążyłam po prostu.
    Ale odniosę się troszkę także do tamtego rozdziału i będzie super xd
    Syriusz taki skomplikowany Xd i wlasnie takiego go uwielbiam! Niebieski proszek bardzo mnie zaciekawił, ale nie musiałam dkugo czekać na małe wyjaśnienia :)
    A w tym rozdziale to po prostu tyle tajemnic wprowadziłaś... Tyle pytań tak na koniec części drugiej... Dlaczego ten chłopak, którego imienia zapomniałam ( :( ) został zamknięty w drzewie?! Co tu się podziało?! Kto to zrobił?!
    I znowu mamy skomplikowany charakter Syriusza, który zdaje się to wszyatko oleqać. A to jego bezpośrednie daj mi swój adres czy jakos tak po prostu mnie rozwaliło XD ja go właśnie za to kocham!
    List z Gringotta niepokojący, już mnie ciekawi, co może być w skrytce... Ale nie dowiemy się szybko, prawda? Domdom w końcu musi wrócić z Marsylii, a to aż trzy tygodnie... Ehhhh... Bedziesz nas trzymala w niepewnosci?
    I na koniec Ragnarok... Nie chcę wiedzieć, co się stanie jesli spotka go w mniej bezpiecznym miejscu. Nie chcę żeby go spotkała. Od początku mówiłam że on nie bd taki dobry jaki sie wydawal, a tu co? Nikt mnie nie skuchał. Dominika nie zwracala uwagi na moje rady i teraz ma za swoje, no. Żal mi jej.... Nie chciałabym mieć takiej osoby na karku.
    Biedny Pete. Chciał zaprosić seoich znajomych a tu nic nie wyszlo... Przez jedną krotka chwile nawet mi sie go zal zrobilo. A potem przypomnialam sobie wszystko co zrobil i zrobilam sie na nigo jeszcze bardziej zla niz kiedykolwiek. Tak.
    Jily nam się rozwija! Lily nie mogła powstrzymać uśmiechu :) to w sumie miłe :) chcę ich więcej! teraz nie mam jak narzekać na małą ilość dom dom i syriusza, bo jest ich mnostwo, to sobie ponarzekam na malo Jily!
    Dobrze będę kończyć!
    Zyczę weny, pomysłów i czasu!
    Pozdrowionka,
    Bianka!
    zakrecone-zycie-huncwotow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, kochana!
      Będziemy musieli chwilę poczekać na wyjaśnienie tajemnicy depozytu, bo Moon wybiera się do Marsylii i... będzie miała zupełnie inne rzeczy na głowie.
      Masz niezawodną intuicję, przejrzałaś Ragnaroka od samego początku :) Na razie na szczęście skończył Hogwart, ale fakt, nikt by chyba nie chciał mieć kogoś takiego na karku.
      Peter będzie miał jeszcze swoje momenty glorii w części trzeciej. Mnie jest go permanentnie szkoda - ja wiem, zdradził najlepszych przyjaciół i ustawiał się tak jak wiatr wieje, ale z drugiej strony jego słaby charakter i wieczne życie w cieniu silniejszych niejako zmusiły go, żeby postąpił tak, a nie inaczej. Tak to już bywa - zanim ktoś zauważy drobne sygnały, jest już za późno.
      Jily w tym rozdziale była tylko odrobina, ale będzie więcej w kolejnym, obiecuję :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam,
      Eskaryna

      Usuń
  4. Mnie sie wydawało, ze ten proszek działa tak, ze przekazuje informacje o rozmówcach w danej chwili, a nie ze tez przez sen czy cos :p troche to niejasne :D
    Teraz to nie rozumiem do konca ani Dominiki, ani Syriusza. Dzidwczyna poszła do niego w środku nocy po pomoc, a kiedy wrócili do zamku i pfzejazali chłopca dorosłym, od razu chciała uciekać :/ nke rozumiem. Moze i Black zachowuje sie mocno dziwacznie, ale podziękować za pomoc by mogła. Rownocześnie rugając go za milion innych rzeczy.
    Chciałabym poczytac wiecej o jego emocjach. Bo totalnie go nie ogarniam. Turaj mnie wkurzył, ale z innego powodu niz wczesniej: ze twierdził, iż los tego Gryfona to nie ich sprawa. Podejrzewam, ze mógł w taki sposob zadziałać mechanizm obronny Syriusza, ale było to bardzo mało empatyczne. Troche zdziwiło mnie tez, ze Dominika dość szybko przestała o tym myślec. Miałam wrażenie, ze dziewczyny beda ja pytać, o ci chodziło, a tu nic z tego. Jedna uwaga: Dominika poprosiła o nielegalne wyjście z zamku, a nie z terenu całej szkoły; nie miałam pojęcia, ze jej chodziło o hogsmeade; nie było to jasne.
    Licze na to, ze przyjaciele spotkają sie w walii albo gdzieś indziej. zafascynował mnie tajemniczy list z banku Gringotta... James był absolutnie słodki, jak powiedział, ze jest slpdki; tekst godny 10-latka, ale so sweet :p
    A Charlie... Coz, gdybym nie wiedziała, do czego jest zdolny, pomyślałabym, ze tylko tak sobie gada, ale niestety czuje, ze te pogróżki maja szanse sie spełnić...
    Brakowało mi tez jakiejś ostatniej rozmowy miedzy dziewczynami, No, ale moze przedstawiasz jakas niedługo :).
    Zapraszam na nowosc do mnie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nic takiego nie powiedziałam ^^ W poprzednim rozdziale wspomniane było, że proszek sprawił, że Moon nagle zaczęła zdawać sobie sprawę z róznych przypadkowych informacji - np. że wyjek Petera ma na imię Timothy, Syriusz ma oczy swojej matki, a jutro będzie padało. Nie było mowy o rozmówcach.
      No cóż, lekceważący stosunek Syriusza poważnie ostudził jej zapał i poczucie wdzięczności :)
      Masz rację z tym wyjściem, coś sobie założyłam, ale źle to określiłam - poprawię w wolnej chwili!
      E, wakacyjne pożegnania są nudne - niby szkoda, ale wszystkim spieszy się do słodkiego lenistwa. Nic odkrywczego nie miałam tu do napisania, ale oczywiście, spotkania wakacyjne będą, w bardzo różnych konfiguracjach.
      Dziękuję i pozdrawiam,
      Eskaryna

      Usuń
    2. My bad w takim razie, przepraszam, pamiętałm, że moon dowiedziała się o wujku Petera w trakcie rozmowy i stąd jakoś tak mnie natchnęło, sorry :*
      eh, bo ten Syriusz to nie do końca wie, jak się zachować. ale ja na miejscu Moon chyba bym nie wytrzymała i próbowała go przycisnąć. tylko że z drugiej strony mógłby się biedaczek spłoszyć wtedy i byłoby po ptokach xD choć jak na mój gust on ją trochę zbyt lubi, żeby się dać spłoszyć tak definitywnie.
      Ale podoba mi się jedno, że stopniowo widać, że ona tez nie wie, jak się przy nim zachować tak jak na początku przy Charliem.To Super zajebiście, bo to może oznaczac, że Domi zaczyna się na serio podobać Syri :*. Oni muszą być razem, inaczej się obrażę.
      Nie no, żartuję. to byłaby hipokryzja, bo jestem prawe pewna, że nie nie dogodzę we wszystkim czytelnikom NIezależności xD więc... ale wiesz, możesz i tak pamiętac, że ja chcę ich razem xD

      Usuń
    3. Wyjek <3
      Wiesz, przyciskanie Syriusza Blacka w sprawach sercowych nawet dla mnie wydaje się abstrakcją, co dopiero dla biednej, zakompleksionej Moon xD Ale przyjdzie czas i na męskie decyzje, no problemo.
      Jeju, mam nadzieję, że tylko żartujesz, boo... No no nie chcę się całkowicie zdradzać, ale obawiam się, że wcale nie wyjdzie tak jak wszyscy się spodziewają (co jest w pewnym sensie satysfakcjonujące), ale mam coś w zamian, no :D W każdym razie mam nadzieję, że sama fabuła okaże się na tyle ciekawa, że jakimś cudem relacje damsko-męskie zejdą na dalszy plan.

      Usuń
  5. Hej,
    Miałam małe problemy z internetem i dopiero teraz skończyłam czytać ten rozdział, więc od razu biorę się za komentowanie :)
    Bardzo podobał mi się ten sen, wizja, jakkolwiek tego nie nazwać. Jestem ciekawa działania tego magicznego proszku. Na razie wydaje się pozytywny, bo przyczynił się do znalezienia tego chłopca. O ile ten sen był wywołany przez niego. OK. Ale to się jeszcze może zmienić.
    Podobało mi się też to, że Moon poszła po Syriusza. Ogólnie najpierw mi się wydawało, że to noc, a potem się okazało, że nie.
    Fajnie, że opisałaś to przejście za lustrem i wybrałaś właśnie je.
    I najważniejszy moment: to drzewo z chłopcem. Muszę przyznać, że mnie zaskoczyłaś, bo zdążyłam już o nim zapomnieć, a tu miał swoje wielkie wejście. Jestem ciekawa, kto za tym stoi i co mógł zrobić, że ktoś postanowił tak się go pozbyć. Może usłyszał coś, czego nie powinien był słyszeć. A może coś całkiem innego.
    Dziwię się, że Syriusza nie do końca poruszyła ta sprawa. W końcu znalazł dziecko zamknięte w drzewie, to coś naprawdę okropnego, o czym nie powinno się rozmawiać tak zwyczajnie, więc cieszę się, że Moon zwróciła na to uwagę. Ona wyraźnie to wszystko odczuła, ale mam nadzieję, że Black po prostu próbuje udawać twardego, a w rzeczywistości mimo wszystko się boi.
    Ogólnie zrobił się taki trudny i skomplikowany, ciężko go rozgryźć, ale to dobrze. Wcześniej wyraźnie pokazywał swoje uczucia, a teraz stara się udawać obojętnego, co jest dosyć urocze. On w sumie zawsze jest uroczy ♡
    Krótki moment Jily w pociągu mam nadzieję, że zapowiada dłuższe.
    Jestem bardzo, bardzo ciekawa, o co chodzi z tym bankiem i depozytem. Najpierw stwierdziłam, że Charlie za tym stoi i schował tam coś nielegalnego, żeby miała kłopoty, ale pewnie się mylę. W każdym razie czekam na wyjaśnienie.
    I na koniec znów Charlie, który pokazał, że jest niebezpieczny i groźny, a przede wszystkim, że nie zapomina. Nie mogę się już doczekać, żeby się dowiedzieć, co on zamierza. Och, to nawet lepiej, że nie "zemścił" się wcześniej, bo teraz na pewno jeszcze się pojawi. ♡♡♡♡ Więc muszę na to czekać :D
    Ok, to chyba tyle, z tego co pamiętam. Czekam niecierpliwie na część trzecią. Zaraz sprawdzę, kiedy mogę się spodziewać pierwszego rozdziału.
    Pozdrawiam serdecznie i przesyłam całusy :*
    Optimist

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć!
      No cóż, dla niektórych świt to noc :D Chyba jestem jedną z tych osób.
      To przejście za lustrem ma dużo perspektyw, nie sądzisz? No bo wiemy o nim tyle, że było dość szerokie i wygodne, i że za czasów bliźniaków Weasley było zawalone. I tyle, reszta dla wyobraźni :)
      Jily w tym rozdziale to tylko takie miginięcie, ale w następnym rozdziale będzie znacznie więcej i stopniowo, stopniowo ten wątek będzie wysuwał się naprzód. Wiadomo, wakacje łagodzą obyczaje :p
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam,
      Eskaryna

      Usuń
  6. Tsa, Zośka znowu się spóźniła.
    Chyba już idzie się do tego przyzwyczaić, nie? Ech, to ja już może przejdę do rozdziału...
    ,,Moon? — mruknął, siadając gwałtownie i podciągając kołdrę pod szyję." Syriusz, taki wstydzioch. W życiu bym nie pomyślała, że może tak zareagować, gdy dziewczyna przyjdzie do niego w nocy, ale nie no, spoko. Nie śmiejmy się z niego, to było urocze xD Swoją drogą chciałabym coś ci powiedzieć, bo chyba dopiero teraz to zauważyłam. Zauważyłam, że nastrój w twoim opowiadaniu już jakiś czas temu znacząco się zmienił. Zgrabnie zamieniłaś radosne momenty pełne beztroski na te takie bardziej tajemnicze, nieco poważniejsze. Ja niemalże czuję wiszące w powietrzu intrygi i mhroczne sekrety, czytając twoje rozdziały. ,,To jest dobre, powiedziała Amelia, z dumą patrząc na swoją autorkowatą przyjaciółkę i jej kota, Mojżesza". *nie pytaj się mnie, co mi odwala z tym Mojżeszem, bo sama nie wiem" A gdybyś dodała do rozdziałów jakąś klimatyczną muzyczkę, to mła! Palce lizać! Ale nie będę cię przymuszać, bo fakt. Czasami trudno jest znaleźć coś pasującego. Dobra, przejdźmy dalej.
    ,,Szli przed siebie, nieco zbyt mocno trzymając się ręce." Aww... *-* potem ludzie się dziwią, że powstają różne, bardziej lub mniej powalone szipy XD Baj de łej. Podoba mi się sposób w jaki posuwa się znajomość Dom-Dom i Łapy. Nie dałaś nam po kilku/nastu rozdziałach jakiejś big tru loff (panience jodlanej za to dziękować), tylko pozwalasz się rozwijać uczuciu pomiędzy tą dwójką, co obfituje w wiele uroczych sytuacji. To jest takie fajne, że gdybym potrafiła tworzyć romanse, sama postąpiłabym podobnie, ale nie umiem (w praniu i tak wychodzą mi jakieś horrory psychologiczne, a jedyne romanse, to wyjątkowo dwuznaczne sceny, które dają czytelniczkom nadzieję, na rozwinięcie się jakiegoś romansu, ale i tak wszyscy lądują we friendzone :') Ewentualnie w grobie, jednak to już okazjonalnie).
    ,,— To nie krew — powiedziała cicho i uważnie popatrzyła na drzewo.
    — Moon, powiedz mi wreszcie o co tu chodzi, po co mnie tu zawołałaś, co to jest?" Oprócz tajemnic, zagadek itepe, mamy jeszcze lekko psychopatyczny nastrój. Mniam! <3
    ,,— Bądź mężczyzną i zrób to." Po pierwsze, uwielbiam jak Dominika tak ciśnie po Łapie. To jest takie kawaii, a jednocześnie rozbrajające. Po drugie, ten tekst jest najlepszy, żeby przymusić faceta do zrobienia czegokolwiek. Nic ich tak nie boli jak urażona duma i lekceważenie ich męskości xD
    ,,— No niesamowita historia, niesamowita" Ja zawsze tak mówię, gdy ktoś opowiada mi coś nudnego, a ja nie chce być niemiła. Takie tru :D
    ,,— Daj mi swój — zażądał tym samym opanowanym tonem, wciskając jej do ręki kolejny zwitek pergaminu." Mój wskaźnik fangirlu osiągnął apogeum po tym momencie, ale mimo tego, cały czas rośnie i rośnie. Oł Gad, właśnie dotarłam do momentu, gdzie Dżejms zaprasza Liliannę do ich przedziału i ten tekst ,,Zarezerwowałem ci miejsce obok mnie". Aww... *-*
    ,,— Taa, bosko, bez przerwy pada — zakpił Syriusz, zerkając znad gazety na twarz Pettigrew, która poczerwieniała z zażenowania. — Wymarzone wakacje. Chyba na pontonie.'' Syriusz, ty hejterze. Nie hejtuj Petera, czy ty nie widzisz jego kawaii rumieńców? No właśnie, ja też nie. Ale widzę je oczami mojej wyobraźni! I są kawaii! Więc nie hejtuj! ♥
    Komentarz jak zwykle powalony (bo jakże inaczej), ale mi się nawet spodobał. Mam nadzieję, że podzielasz moje zdanie względem niego xD
    Życzę ci, abyś utopiła się w morzu weny oraz z niecierpliwością czekam na nn!
    Śląca gorące i jasne uściski w ten ponury dzień,
    Zośka Kasterwil

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heloł feloł!
      Twój komentarz był wspaniały, cudowny po prostu. Uwielbiam, kiedy ktoś czyta i przy okazji wyłapuje różne kwestie, których nie zaznaczam wprost <3 Dlatego cieszę się bardzo, że doceniłaś nastrój całej historii i relację Dominiki i Syriusza. Ten nastrój, wraz z rozwojem fabuły, będzie się stopniowo pogłębiał, dlatego trzecia część będzie zdecydowanie najmroczniejszą ze wszystkich. Mam nadzieję, że uda mi się to wszystko logicznie poukładać :)
      Dziękuję za tyle ciepłych słów - wena instant! :D
      Z pozdrowieniami,
      Eskaryna

      Usuń
  7. Cześć, rybka!
    Sophie mówi tu o spóźnieniach? Co ja mam w takim razie rzec?
    Nie komentowałam poprzednich rozdziałów z powodu kompletnego braku czasu. Niby są wakacje ohoho, ale jestem żywym przykładem na to, że nawet wtedy trudno jest znaleźć czas na cokolwiek.
    Wracając do rozdziału <3
    ,,— Bądź mężczyzną i zrób to."
    To jest idealny tekst, no to, żeby nakłonić faceta na cokolwiek. Nawet na ojców to działa- potwierdzone info.
    Ragnarok, ty debilu skończony. Na początku byłeś fajny, nawet cię lubiłam, ale okazało się, że jesteś jak każdy facet. *chlipie w poduszkę*
    Wątek ze skrytką w banku mnie rozbraja. Ja już nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć!
    A jak sobie przypomnę, że obok mnie leży "Niedziela na wsi" A. Chrisite, to już całkiem pozbywam się emocji. Ja nie wiem, kto tam jest mordercą, do chlorku potasu!
    "Nagle drzwi jednego z przedziałów rozsunęły się z trzaskiem i stanął w nich James.
    — O kurczę, Evans — powiedział, a jego orzechowe oczy roziskrzyły się za okularami. — Poczekaj na mnie, zaraz wracam. Zarezerwowałem ci miejsce obok mnie."
    O Boże, kocham wątek Lily i Jamesa w twoim opowiadaniu <3 Nie mam słów!
    Rozdział jak zwykle rozłożył mnie na łopatki, uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam <3 <3 <3
    Dużo weny i innych bzdur, żeby Ci się lepiej pisało.
    Pozdrowienia, Carolyn :)
    PS. Wysłałam Ci zaproszenie na Facebooka jakiś czas temu. Także to niskie dziewczę w krótkimi włosami i okularami, które prowadzi rozmowy z Amelią o tym, jaką to Ron jest fajtłapą życiową, to JA!
    PS2. Dzisiaj tak krótko, nietreściwie, bo muszę brać się za sprzątanie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekaj, teraz zobaczyłam, że to jest KONIEC CZĘŚCI DRUGIEJ!
      O nie. Muszę to przetrawić.

      Usuń
    2. Hejka hej! :p
      Brak czasu to chyba stan permanentny i nieważne czy ma się wakacje, czy nie. Później nie wiadomo, kiedy to wolne zleciało :)
      Co do kryminałów, jeden z moich wykładowców uwielbiał przytaczać anegdotkę o książce, która miała w tytule zdradzoną pointę, bo to było coś w stylu "Szofer morderca" i szofer naprawdę był mordercą xD Ale z drugiej strony czytelnik i tak pewnie byłby zaskoczony, no bo kto by się spodziewał, że autor naprawdę zdradzi tajemnicę w tytule?
      Więcej Jily już się zbliża, więc strzeż się!
      Wiem, wiem, zgadłam, kim jesteś :p Aż jestem zaszczycona.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam,
      Eskaryna

      Usuń
  8. Cześć kochana Eskaryno! ^^
    Tak, wiem. Znów nawaliłam. Przepraszam Cię bardzo za to paskudne spóźnienie i juz komentuję, żeby go nie przedłużać ;)
    Zadziwia mnie Twoja wyobraźnia. Twoje opisy snów i wizji są takie przerażające… idealne! :D
    Jestem bardzo ciekawa, co to za proszek. Jakby nie patrzeć, to on uratował chłopca, ale moze mieć jakies negatywne skutki. Dlatego nie moge sie doczekać, aż Dominika zacznie szperać :D
    Kochany Syriusz, poszedł z nią i pokazał jej inne wyjście. Osobiście uważam, że Syriusz ostatnio ma jakiś dziwny ból dupy, ale i tak go szanuje za to, co robi ^^
    Zamykanie ludzi w drzewach jest jak pochowywanie żywcem. Bardzo brutalne i nieludzkie. I z tego miejsca pragnę Ci pogratulować tego, że pisząc bloga, sprawdzasz informacje z prawdziwymi przekazami. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ to pokazuje, że podchodzisz na poważnie do całego opowiadania :)
    Zachowanie Syriusza moze mieć cos wspólnego z jego rodziną. Ja uważam, że przejął sie losem tego chłopca, ale nie pokazuje tego, bo wie, że jego rodzina praktykuje czarną magię. Ale to tylko moje głupie domysły xD
    List z banku jest najprawdopodobniej potwierdzeniem moich przypuszczeń, że Dominika miała już w rodzinie czarodzieja. Moze był nim jej dziadek czy cos i on wiedział, że jego wnuczka będzie władała Białą Magią i zostawił w skrytce cos, co pomoże jej kontrolować swoje moce? Nie wiem co sie dzisiaj dzieje, ale mam ochotę na podejrzenia xD
    Ragnarok to śmieć. Przepraszam, ale byłam w nim zakochana, a on mnie oszukał. Jak tak mozna? Myslalam, że mu przejdzie a tymczasem on planuje jakąś ohydną zemstę na Dominice. Mam nadzieje, że nie bedzie chciał jej zamknąć w drzewie…
    Zdecydowanie najlepszym tekstem w rozdziale było: teraz jestem słodki xD to mnie rozwaliło xD
    Bardzo się cieszę, że to był finał 2 części, bo po Twoich zapowiedziach 3, nie moge się jej doczekać ^^
    Pozdrowienia i zapraszam do mnie :)
    Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, rybka!
      Nic nie mów o spóźnieniach, bo już widziałam, że dodałaś nowy rozdział, więc szykuję się do odwiedzin :)
      Oj tak, Syriusz ostatnio jest (i będzie) nieznośny, nie sądzę, żeby kiedyś się ustatkował :p Trudny charakter, ot co.
      Inspiracji szukam wszędzie, gdzie się da, więc dziękuję Ci bardzo, że to doceniasz :)
      Przykro mi, że Ragnarok jednak zawiódł Twoje oczekiwania. Na razie jednak Dominika będzie miała na głowie zupełnie inne zmartwienia niż jakieś bliżej nieokreślone groźby :))
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam,
      Eskaryna

      Usuń
  9. Boże .... bardzo a to bardzo cie przepraszam za tak ogromne spóźnienie. Nawet nie wiem jak cię przepraszać. Jak się usmiechne to mi wybaczysz ? :)
    Ale przechodząc już do rozdziału. Jak zwykle masz plus za długość :) nie za długa ani za krótka.
    Jezu .... ten moment z drzewem. Jak dobrze ze Dom wzięła ze sobą Syriusza. Przynajmniej miała jakieś wsparcie. Ale z tych Śmierciożerców świry. Jak można być takimi potworami ? Zamykanie dziecka w drzewie? Normalnie jak w jakimś horrorze o wiedzmach. AZ mnie Ciarki przeszły.
    Ta sprawa z listem tez jest niesamowicie ciekawe. Juz nie mogę się doczekać o co w tym wszystkim chodzi. Jestem tak samo zaciekawiona jak Dom.
    A Ragnorak niech się lepiej gdzieś ukryje bo go znajdę. Wepchne mu wiatrowke ... w pewien otwór i odpale :D albo nadzieje go na pal :D a tak ba serio to straszny z niego skurwersyn.
    Pozdrawiam weny życzę i zapraszam do mojego nowego pokolenia gdzie sa juz dwa rozdziały :) buziaki

    OdpowiedzUsuń
  10. Jej, ja chyba nie potrafiłabym iść gdzieś z kimś i nie dopytywać się o powód. Mimo że sobie dziś narzekałam na bohaterkę z Uprowadzonej 2, że traci czas, a miała uciekać ;p. Taka hipokryzja :D. Hm ale czy mi się wydaje czy Dominika nie wyjawiła jeszcze Syriuszowi, skąd nagle olśniło ją, że znajdzie tam tego chłopaka? Aż tak by go to nie interesowało? Mógł nie przejąć się zdrowiem tego chłopaka i tylko cieszyć się, że żyje, ale czy nie zainteresował się dlaczego Moon wiedziała, że ktoś tam jest? Czy w obliczu całego zdarzenia nagle o tym zapomniał? No i jaki jest powód zamknięcia tego chłopaka?
    Jak miło stwierdzić, że jakoś polepszyły im się relacje. Lily już tak nie fuka na Jamesa, a i Dominika z Syriuszem jakoś lepiej się rozumieją... albo i gorzej. Och, z nimi to dość skomplikowana sytuacja ostatnio :P.
    Co do Syriusza i Ragnaroka... to wolę zdecydowanie jak to Syriusz się mści na Dominice. On zna mimo wszystko granice. Może ją ukarać, ale w taki nie aż tak mocno krzywdzący sposób. Za to Ragnarok niestety nie zna granicy. W ogóle jakiś typ z pod ciemnej gwiazdy. Wykorzystuję dziewczynę, robi jej nadzieje, a teraz nagle wielce zdziwiony, że się na nim poznała i zrobiła go w konia. No cóż, tacy nie umieją przegrywać, co zrobić.

    OdpowiedzUsuń