11 września 2015

Rozdział IV



„Szalony pan Jones”
  rozdział IV –

Jeszcze zanim otworzyła oczy, ogarnęła ją fala złych przeczuć.
Usiadła gwałtownie na łóżku, gorączkowo rozglądając się wokół. Kotary wokół łóżek Patricii i Marion były zaciągnięte, ale ich nowa współlokatorka siedziała na własnym kufrze, uważnie przyglądając się krawatowi w barwach Gryffindoru.
— Cześć — powiedziała z szerokim uśmiechem i odłożyła krawat na łóżko. Lily widziała, że starała się uczynić to pozornym, nic nieznaczącym gestem, ale gdy tylko udała, że odwróciła wzrok, Moon szybko przygładziła zmarszczki na gładkim materiale.
— Hej — odparła zachrypniętym głosem i odchrząknęła. Wciąż nie mogła pozbyć się tego wrażenia, że coś było nie w porządku. Odruchowo zerknęła na magiczną klepsydrę z kotem, nieprzyjemnie wodzącym oczami po pokoju, którą Patricia przywiozła ze sobą po wakacjach na trzecim roku. Tu również wszystko wydawało się w porządku – miała jeszcze całą godzinę do śniadania.
Postanowiła pójść za głosem rozsądku i przerzuciła nogi przez łóżko, chwytając za różdżkę. Szybko przywołała do siebie ubrania, które przygotowała wczoraj i udała się do łazienki. Gdy wróciła, zastała Moon na tym samym etapie, co wcześniej. Tym razem ściskała w rękach parę wełnianych podkolanówek.
— Wiesz, Lily — zaczęła konwersacyjnym tonem, wciągając jedną z nich na nogę i przyglądając się jej krytycznie. — Może mogłabyś mi coś powiedzieć o chłopaku, który nazywa siebie Ragnarokiem?
Evans zdrętwiała w jednej chwili. Czuła, że Francuzka chciała im wczoraj coś powiedzieć, ale ostatecznie zbyła to zdawkowymi uwagami. Tym razem otworzyła się bardziej, ale Lily nie mogła szczerze powiedzieć, żeby była z tego powodu zadowolona.
— To… dziwny chłopak — powiedziała w końcu niezgrabnie. Wiedziała doskonale, że gdyby Patricia nie chrapała teraz słodko w swoim łóżku, zapewne padłyby znaczniej bardziej dosadnie słowa, ona sama jednak nie lubiła jednoznacznych ocen. Co takiego właściwie o nim wiedziała? — Nazywa się Charlie Gordon. Zadaje się z nieciekawym towarzystwem, wiesz — dodała pospiesznie i rzuciła szybkie spojrzenie na twarz koleżanki.
— Och. — Dominika popatrzyła na nią szeroko otwartymi, ciemnozielonymi oczami. — Myślałam, że wszyscy w Gryffindorze są dobrzy, prawi i w ogóle. — Szybko opuściła wzrok na krawat, który pieczołowicie wiązała sobie na szyi.
— Niezupełnie — mruknęła Evans, skubiąc kosmyk włosów. W momencie, w którym postanowiła je zapleść w warkocza, nagle poderwała głowę i żywo popatrzyła na koleżankę. Oto odezwał się Instynkt Prefekta. — Ale nie naprzykrzał ci się, co?
— Niee, skąd. — Moon wciąż poprawiała węzeł, chociaż nawet profesor McGonagall nie mogłaby mieć do niego żadnych uwag. — Pomógł mi w sowiarni i tyle. Tak tylko sobie myślałam…
Zapadła ciężka chwila milczenia, podczas której dziewczyny nie patrzyły sobie w oczy i zajmowały się niezwykle absorbującymi czynnościami takimi jak kompletowanie podręczników czy układanie pergaminów w idealnie równy stos.
— Może pójdziemy na śniadanie? — zaproponowała w końcu Lily, sprawdzając pod światło, jak wiele atramentu pozostało jeszcze w kałamarzu. — Tamte i tak szybko nie wstaną.
— Chętnie. — Blondynka podniosła się z łóżka i otrzepała szatę. — Jestem okropnie głodna!
Szybko zeszły do Pokoju Wspólnego, a potem przemknęły przez portret Grubej Damy i złapały pierwsze-lepsze schody, zsuwające się w dół. Miały szczęście – marmurowe stopnie zgrzytnęły dopiero na pierwszym piętrze i zostały im zaledwie dwie kondygnacje, żeby trafić do Wielkiej Sali.
To pewnie z głodu — stwierdziła Evans, myśląc o swoim ściśniętym żołądku i z rozkoszą oddała się marzeniom o naleśnikach w sosie waniliowym. Westchnęła. Prawie czuła ich zapach, gdy przekraczała próg Wielkiej Sali.
Gdy tylko zobaczyła, że Huncwoci siedzą przy stole Gryffindoru, fala złych przeczuć powróciła do niej ze zdwojoną siłą. Oni nigdy nie wstawali wcześniej niż to było konieczne.
Rozejrzała się pospiesznie w poszukiwaniu jakichś omenów zwiastujących ich kolejne dowcipy, ale wszystko wyglądało normalnie.
Zbyt normalnie.
Zanim zdążyła powiedzieć choć słowo, jej towarzyszka niemal w podskokach pognała do stołu w barwach Domu Lwa. Chcąc, nie chcąc, Lily powędrowała za nią.
— Dzień dobry. — Huncwoci przywitali się grzecznie, chociaż coś w ich uśmiechach podpowiedziało jej, że kulminacja dzisiejszego poranka jest blisko.
Jak blisko, okazało się wówczas, gdy sięgnęła po półmisek z jej wymarzonymi naleśnikami.
Poprawka: po półmisek, w którym powinny się znajdować jej wymarzone naleśniki.
Zdołała jedynie jęknąć na widok żółtawej brei, która wypełniała naczynie.
— Jak się pani miewa, madmułazel? — zapytał Potter, podsuwając Dominice podobny półmisek. Dziewczyna zachichotała, prawdopodobnie z jego marnego akcentu, i ciekawie zajrzała do środka. — Może odrobinę budyniu owsiankowego?
— Nie, nie — zaprotestował Black, przepychając się z kolejnym naczyniem, po brzegi wypełnionym brundobrązową breją. — Proponuję kiełbaskowy budyń, naprawdę znakomity!
Cóż — pomyślała Evans, smętnie przyglądając się żółtawym glutom, które jeszcze kilka chwil temu najprawdopodobniej były pięknymi, cieplutkimi, pachnącymi naleśnikami. — Przynajmniej Remus wytresował ich, tak jak obiecał.
— Co zrobiliście ze śniadaniem? — zapytała, czując jak coś w żołądku przewraca się jej bezgłośnie na widok pomarańczowej galarety w dzbanku z sokiem dyniowym.
— Peter miał ochotę na budyń — pospieszył z wyjaśnieniami Potter, pakując na swój talerz potężną porcję kiełbaskowej brei. — Więc zrobiliśmy mu budyń, to całkiem proste.
Lily przełknęła ślinę i zerknęła na swoją towarzyszkę, mając nadzieję na porozumiewawcze wymienienie się spojrzeniami. Nic takiego jednak nie nastąpiło.
— To jest genialne! — zawołała Moon, skosztowawszy budyniu o smaku parówek. — Syriuszu, proszę, podaj mi ten tostowy.
Ruda z grymasem na twarzy obserwowała jak zachwyceni Huncwoci usługują nowej koleżance. Ona sama nie mogła przełknąć nawet kęsa. Brzydziła się konsystencji budyniu, więc demonstracyjnie uniosła swój złocony kielich i powiedziała Aquamenti.
Gryfoni spojrzeli na nią z wyrzutem, a ona upiła łyk z naczynia, udając, że wcale nie jest głodna. Ile dałaby teraz za zwykłego tosta! Spojrzała na stół nauczycielski, ale nawet dyrektor Albus Dumbledore, który zwykle pojawiał się o wczesnej porze, z zachwytem pochłaniał owsiankowy budyń. Westchnęła ciężko. To zdecydowanie nie był najlepszy początek dnia.

* * * * *

Jeszcze przed metalicznym brzękiem dzwonu, oznajmiającym początek lekcji, przed jedną z sal zebrała się imponująca grupa Gryfonów i Krukonów. Wszyscy z niecierpliwością oczekiwali pierwszej lekcji Obrony Przed Czarną Magią w tym semestrze, w dodatku z profesorem, którego nikt jeszcze nie widział.
Musiało minąć kilka kolejnych minut zanim jeden z Gryfonów nacisnął klamkę i ciekawie zajrzał do środka. Po chwili pokiwał głową zachęcająco – sala była pusta.
Uczniowie wsypali się do środka, szybko zajmując ulubione miejsca i wypakowując przybory. Zaczęły się nawet zdawkowe rozmowy, gdy nagle za ich plecami rozległ się miękki i przyjemny głos:
— Witam was w nowym roku szkolnym. — Profesor wysunął się z cienia między dwoma regałami wypełnionymi książkami i zmierzył ich uważnym spojrzeniem czarnych błyszczących oczu. Poprawił lśniącą pelerynę, której skraj omiatał posadzkę, i kontynuował miękkim, choć dość monotonnym głosem.  — Nazywam się Wendell Jones i podjąłem się trudnego zadania nauczenia was, jak bronić się przed Mrocznymi Sztukami.
Wolno przewędrował między ławkami ku katedrze, za którą wisiała się pusta tablica. Odwrócił się ku nim, nerwowym gestem poprawiając roztrzepane włosy w kolorze miodu.
— Jak wielu z was prenumeruje Proroka Codziennego?
Kilka rąk niepewnie uniosło się w górę. Uczniowie popatrzyli po sobie ze zdziwieniem.
Profesor skinął krótko głową, najwyraźniej nie będąc pod wrażeniem.
— Informacja to wasza najważniejsza broń. Informacja i wyciąganie wniosków. Choć mam wrażenie, że nie wszyscy doceniają jej wagę — mruknął i wycelował różdżkę w niczego nie spodziewającą się Krukonkę, pospiesznie skrobiącą wypracowanie pod ławką.
Uczniowie z zapartym tchem wpatrywali się koniec różdżki profesora, który po krótkim namyśle smagnął nią powietrze, które zadrgało ledwo zauważalnie. Dziewczyna pisnęła i upuściła pergamin, z którego zniknęła cała zawartość.
— Przepraszam — bąknęła, patrząc jak nauczyciel ponownie przemierza salę, tym razem szybkim krokiem, w którym wyraźnie wyczuwalny był gniew. Pozostali uczniowie też przyglądali mu się z przestrachem – łagodne rysy wykrzywiła mu złość, a jasne kosmyki opadły na czoło, niemal zakrywając długą, zakrzywioną bliznę, która ciągnęła się od kości policzkowej, ginąc gdzieś za linią włosów. Blade dłonie o szczupłych palcach splótł za plecami i zgarbił się nieco, łypiąc na nich ponurym spojrzeniem.
— Przez dobre dwie minuty mierzyłem różdżką w waszą koleżankę i nikt z was nie zareagował — powiedział cicho, a uczniowie z rosnącym zdumieniem łowili każde jego słowo.
— Ale… Panie profesorze… — Sąsiadka zarumienionej teraz jak piwonia sprawczyni całego zajścia podniosła rękę. — Jak moglibyśmy… Przecież jest pan nauczycielem…
— Więc wszystko mi wolno? — Jones ponownie zaczął się przechadzać, tym razem od katedry do zamkniętych drzwi. Spojrzenie błyszczących, czarnych oczu wbił w Krukonkę, która opuściła rękę, wyraźnie speszona. — A gdybym zamiast zwykłego Evanesco użył na niej zaklęcia niewybaczalnego? Cruciatusa? Avady Kedavry?
W sali rozległ się szmer zmieszanych ze sobą głosów. Niektórzy uczniowie poruszali się nerwowo na krzesłach, oglądając się na znajomych, inni z niedowierzaniem i niepewnym uśmiechem na ustach kręcili głową, jakby spodziewając się, że profesor chce ich nabrać, a jeszcze inni przybledli lekko i szeroko otwartymi oczami wpatrywali się w czarodzieja, jakby nagle zaczęli dopuszczać do siebie możliwość, że rzeczywiście mógłby to zrobić.
— W prawdziwym życiu nie możecie ufać komuś tylko dlatego, że stoi ponad wami. — Wyprostował się nieco, patrząc im kolejno w oczy. — W prawdziwym życiu musicie być czujni i szybcy. Nauczono was się pojedynkować?
Szmer głosów, nieco głośniejszy od poprzedniego, upewnił go, że tak.
— Dobrze. Klasyczne pojedynki w formie jeden na jeden nie zdarzają się jednak tak często, jak mogłoby się wam wydawać, dlatego przeniesiemy je na nieco wyższy poziom. Tym zajmiemy się w pierwszej kolejności. Jakieś pytania?
Kilka osób pokręciło głowami. Wprawdzie mieli mnóstwo pytań, ale nagły wybuch profesora wyraźnie ich onieśmielił i zniechęcił do zwracania na siebie uwagi.
Jones oparł się ciężko na katedrze. W tym momencie wyglądał na starego i zmęczonego, chociaż nie mógł mieć więcej niż trzydzieści lat.
— Profesor Dumbledore obdarzył mnie wielkim zaufaniem, powierzając mi tę posadę. — Jego głos znowu stał się miękki i przyjemny, kiedy patrzył na nich już bez grymasu na pociągłej, bladej twarzy. Jego czarne oczy błądziły po twarzach uczniów, nie zatrzymując się na żadnej na dłużej. — Moim zadaniem jest upewnienie się, że nie opuścicie murów tej szkoły bezbronni. Jesteście już prawie pełnoletni. Skończyły się czasy, w których byliście odpowiedzialni wyłącznie za siebie samych.
— Panie profesorze. — Wszyscy spojrzeli na uniesioną rękę Lily Evans. Dziewczyna speszyła się nieco, ale nie opuściła wzroku. — Przed czym mamy się bronić? I dlaczego mamy ćwiczyć akurat pojedynki?
Jones przyglądał jej się w milczeniu, niespiesznie pocierając podbródek. Lily poruszyła się niespokojnie na krześle, z trudem znosząc zagadkowe spojrzenie ciemnych oczu.
Zabrzmiał dzwon oznajmiający koniec lekcji, ale nikt nie podniósł się z miejsca. Wszyscy wpatrywali się w profesora, który nadal stał wsparty o katedrę, najwyraźniej głęboko zamyślony.
— Miejcie oczy i uszy szeroko otwarte. Pamiętajcie – informacja to potężna broń — powiedział w końcu i wyprostował się, a dziwne skupienie znikło z jego oczu. — Na następne zajęcia przeczytajcie wprowadzenie i pierwszy rozdział podręcznika. Możecie już iść.
Uczniowie pospiesznie opuścili ławki i ruszyli do wyjścia, nie mogąc doczekać się, by w spokoju wymienić uwagi o tej nietypowej lekcji. Tylko nieliczni podnosili spłoszony wzrok, mijając profesora, który stał wyprostowany na tle tablicy i każdego z nich odprowadzał uważnym spojrzeniem ciemnych, błyszczących oczu.

* * * * *

— Wariat jakiś — skwitowała Patricia piętnaście minut później, nakładając sobie dokładkę zupy dyniowej. Na szczęście budyniowy żart Huncwotów najwyraźniej ograniczał się do śniadania. — Jedyne, czego mogę się bać po Hogwarcie, to to, że moja rodzina w końcu mnie wydziedziczy. Grożą mi tym od czasu do czasu — dodała tonem wyjaśnienia, widząc pytający wzrok Dominiki.
— Patty pochodzi z czarodziejskiego rodu — powiedziała Evans, zerkając na przyjaciółkę, która wciąż się uśmiechała, ale dłoń, którą trzymała łyżkę, drgnęła jej nieznacznie. — Jej rodzice nigdy nie byli zbyt zadowoleni, że przyjaźni się z mugolaczką.
— I tak nie mam tak źle jak Syriusz. — Brunetka wzruszyła ramionami.
— Obgadujesz mnie, Macmillan? — Black oderwał się od puddingu i popatrzył na nią z udawaną naganą. — Lepiej uważaj, bo może kiedyś cię ze mną zaręczą i będziesz musiała być dla mnie miła.
— Całe szczęście, że nawet szaleństwo mojej rodziny ma swoje granice. — Dziewczyna zmrużyła oczy w uśmiechu. — Swoją drogą, to dziwne, że jeszcze nie masz wybranej żony, myślałam, że Blackowie zaręczają się jeszcze w kołysce.
Syriusz spochmurniał nagle i wbił wzrok w widelec, który nerwowo obracał w palcach.
— Prędzej sam się wydziedziczę niż zgodzę się na coś takiego — mruknął. Zapadła długa chwila ciężkiego milczenia, ale chłopak wreszcie przywołał na twarz krzywy uśmiech. — Chyba, że zaproponują mi ciebie. Byłoby zabawnie.
— To najgorsze oświadczyny, jakie w życiu słyszałam — zaśmiała się Dominika, zwracając na siebie uwagę okolicznych Gryfonów. Kilka osób zachichotało.
— Musisz potrenować, Syriuszu — odezwała się Patricia, w zamyśleniu przyglądając się wazie z zupą, najwyraźniej nie mogąc zdecydować się, czy ma ochotę na drugą dokładkę. — Ale nie na mnie, jeśli łaska, bo moje serce jest już zajęte przez sir Chestera Huddlestone’a.
— Tego z Wrzeszczących Wilkołaków? — Black skrzywił się z niesmakiem. — Przecież on ma ze czterdzieści lat.
— Trzydzieści pięć — sprostowała brunetka i rzuciła mu groźne spojrzenie. — Co czyni go dojrzalszym i bardziej interesującym od zgromadzonych tu wątpliwych przedstawicieli płci męskiej.
Syriusz już otworzył usta, by zaprotestować, ale uprzedziła go Lily.
— Jak myślicie, co to znaczy, że będziemy pojedynkować się na wyższym poziomie?
— Może będzie w nas miotał zaklęciami, a my będziemy biegać po sali i robić uniki – odezwał się wymizerowany chłopak, znany Dominice jako Remus Lupin. W głębi duszy wciąż czuł wyrzuty sumienia, że nawet nie kiwnął palcem, by pomóc tej Krukonce. Jemu też słowa profesora dały dużo do myślenia.
— Ja nie zamierzam uciekać — zaperzył się James Potter i poprawił okulary, które zsunęły mu się z nasady nosa. — Facet gada całkiem sensownie, może nauczy nas czegoś ciekawego.
Moon wyjrzała zza podręcznika do numerologii, który właśnie przeglądała. Prawdę mówiąc, większość hogwarckich nauczycieli była jej zdaniem co najmniej dziwna – nieprzyjemny mistrz eliksirów, maleńki profesor od zaklęć, duch uczący historii magii, a teraz na wpół szalony nauczyciel Obrony Przed Czarną Magią. Ona też obawiała się nieco kolejnej lekcji, nie wiedząc, czego może się po niej spodziewać. Pewne było tylko jedno – podręczniki się na niej nie przydadzą.
Kilka chwil później wszyscy zaczęli rozchodzić się na zajęcia. Patricia i chłopcy pomaszerowali na mugoloznawstwo, Lily na starożytne runy, a ona zerknęła do planu, by dowiedzieć się, gdzie odbędzie się pierwsza w tym semestrze lekcja numerologii.
Zanim odnalazła właściwą klasę, uczniowie już wsypywali się do środka. Podbiegła lekkim truchtem i mocniej ścisnęła w dłoniach podręcznik. Rzut oka wystarczył, by zorientować się, że te zajęcia są wyjątkowe. Uczęszczało na nie niewielu uczniów, dlatego najwyraźniej podział na domy i roczniki tu nie obowiązywał.
Poczekała aż ostatni z uczniów wejdzie do sali, po czym sama przekroczyła próg. Przy katedrze stała ładna czarownica o lśniących lokach koloru mlecznej czekolady i rogowych okularach tkwiących na małym, lekko zadartym nosie. Gdy Moon zbliżyła się do niej, przedstawiła się i poinformowała kałamarz, że jest tu nowa i jeszcze nigdy nie uczyła się numerologii, uśmiechnęła się do niej promiennie i odgarnęła niesforny lok.
— W takim razie witam na moich zajęciach. Nazywam się Irma Morwell i mam nadzieję, że zostaniesz u nas na dłużej.
Kątem oka Moon zauważyła, że uczniowie pozwalają sobie na dużo swobody, rozmawiając przyciszonymi głosami, od czasu do czasu śmiejąc się i rozpierając na krzesłach. Atmosfera była przyjazna i mimo, że po krótkich oględzinach podręcznika numerologia nieprzyjemnie kojarzyła jej się z mugolską matematyką, nagle przestała się denerwować.
— Z kim by cię tu posadzić… — Czarownica wydęła w zamyśleniu usta i przesunęła wzrokiem po uczniach. Dominika stanęła przodem do klasy i pewnie odpowiedziała na zaciekawione spojrzenia, które skupiały się na niej raz po raz. Nagle zamarła, zobaczywszy jak światło wpadające przez łukowato zwieńczone okno prześlizguje się po gładkiej powierzchni czarnych okularów przeciwsłonecznych.
To był on. Tajemniczy Charlie, zakazany Ragnarok, przed którym przestrzegała ją Lily. Te poranne przestrogi wydawały się teraz jak sen, gdy serce podeszło jej niemal do gardła, a pierś ścisnęła niewidoczna, piekąca obręcz. Chyba gapiła się na niego trochę zbyt długo, bo po chwili odwrócił głowę od wysokiej dziewczyny o purpurowych włosach, z którą pogrążony był w rozmowie, i spojrzał w jej kierunku. Tak przynajmniej jej się wydawało, bo ciemne okulary skutecznie utrudniały upewnienie się.
Na moment przestała oddychać, gdy jego wąskie usta wykrzywiły się w wątłym, ledwo zauważalnym uśmiechu. A może tylko to sobie wyobraziła? Może jej nadmiernie pobudzony mózg płata jej figle? Nie sposób było się tego dowiedzieć – chłopak wrócił do rozmowy z sąsiadką, a z oddali dobiegł ją głos nauczycielki, która wskazała jej miejsce w pierwszej ławce.
— Dorothy, pomożesz koleżance, dobrze? Wytłumaczysz co i jak?
— Oczywiście, pani profesor. – Dziewczyna miała grube, lśniące włosy okalające okrągłą twarz i potężne okulary na nosie. Błyskawicznie rzuciła jej zza nich bystre spojrzenie. — Nie nazywaj mnie tak — szepnęła, marszcząc brwi i pochylając się nieznacznie nad ławką. — Mów mi Dora.
— Jestem Dominika — odszepnęła, wciąż z głucho bijącym sercem. Niemal podświadomie zarejestrowała, że naszywka na piersi dziewczyny przedstawia kruka na niebieskim tle. Wszystkie jej myśli krążyły jednak wokół chłopaka, siedzącego kilka rzędów za jej plecami.
Usilnie starała się skupić na tym, co Dora tłumaczyła jej przyciszonym głosem, wskazując na tabele w podręczniku, ale przychodziło jej to z wyjątkowym trudem. Bez względu jednak na to, czy numerologia była rzeczywiście tak praktyczna i ciekawa jak przekonywała są sąsiadka, zupełnie niespodziewanie awansowała na jej nowy, ulubiony przedmiot.

* * * * *

— Nienawidzę mugoloznawstwa — burknął Syriusz, bazgrząc zawzięcie po zwoju pergaminu. W pewnym momencie jego piękne, kruczoczarne pióro kondora przestało zostawiać wymyślne kleksy, więc chłopak zawahał się przez moment, po czym umieścił koniuszek pióra w stojącym nieopodal kałamarzu i ponownie zaczął bazgrać.
James Potter zerknął na to z pobłażliwym uśmiechem.
— Nie narzekaj — mruknął tylko i z zapałem wrócił do przerysowywania schematu telewizora z tablicy.
Black obrzucił go pełnym wyrzutu spojrzeniem.
— To przez ciebie — poinformował przyjaciela, mażąc jeszcze bardziej zawzięcie, przez co abstrakcyjny wzór na jego pergaminie zaczął niebezpiecznie przypominać czarną plamę. — Sam z siebie nigdy bym się na to nie zapisał.
— Nie kazałem ci przecież — odparł okularnik i zmrużył oczy, wpatrując się w rysunek układu scalonego.
Black uniósł brwi, jakby Potter podważył właśnie fundamentalne prawo ich przyjaźni – gdzie ty, tam i ja. Pokręcił głową i wrócił do bazgrania, tym razem rezygnując z odtwarzania czarnej dziury i zabierając się za rysowanie krzywych szlaczków.
— Przecież wiem, że ty też nienawidzisz mugoloznawstwa — burknął po kilku minutach, wciąż skrobiąc uparcie po pergaminie.
Potter westchnął głośno i odłożywszy pióro, otaksował przyjaciela wzrokiem.
— Wcale nie — powiedział zgodnie z prawdą. — Nie uwielbiam go, ale jest mi potrzebne. Im więcej wiem o mugolach, tym bliżej jestem zdobycia Evans, łapiesz?
— Akurat. — Black parsknął, a końcówka jego pióra wydarła dziurę w pergaminie. — Już to widzę: James, powiedz mi, co to jest dyktator? Jeśli odpowiesz, pójdę z tobą na randkę — zapiszczał falsetem, nic nie robiąc sobie z ostrzegawczych spojrzeń nauczyciela.
Potter z trudem stłumił chichot.
— To się nazywa dyktafon, tępaku — powiedział drżącym głosem i skrył uśmiech w kołnierzu szaty.
Po chwili zabrzmiał metaliczny brzęk dzwonu, oznajmiający koniec lekcji, a Syriusz zerwał się z miejsca. Profesor jeszcze przekrzykiwał uczniowski gwar, usiłując przekazać informacje o pracy domowej, ale on był już przy drzwiach. Wypadł na korytarz i odetchnął ciężko, jak po wielkim wysiłku. Obejrzał się, a po chwili poczuł trucht Jamesa przy swoim boku.
— Wisisz mi z pięćdziesiąt cukrowych piór — oznajmił Black i zastanowiwszy się, dodał: — I butelkę Ognistej Whisky.
— Gdybym ja cię tak rozliczał, nie uratowałaby cię nawet rodzinna fortuna — zakpił James, wspinając się po marmurowych schodach. — Te wszystkie adoratorki, które musiałem spławiać…
— Nie umiem z nimi rozmawiać. Ciągle tylko coś chcą. To strasznie egoistyczne, nie sądzisz?
— Potwornie — mruknął okularnik, uśmiechając się półgębkiem. Ledwie zdążyli stanąć przed portretem Grubej Damy, ktoś nadbiegł z naprzeciwka. W podskokach.
— Cześć. — Moon uśmiechnęła się do nich promiennie. — Jak lekcje?
I nie czekając na odpowiedź, zawołała „Marmolada”, a Gruba Dama skłoniła się lekko i otworzyła przejście. Zanim Huncwoci zdążyli zareagowali zareagować w jakikolwiek sposób, dziewczyna przeskoczyła przez próg, nucąc coś nosem, i zniknęła w Pokoju Wspólnym.
— Wariatka — skwitował James, patrząc za nią z niesmakiem.
— No — potwierdził Black dla formalności, korzystając z okazji i przechodząc przez otwór. — Ale spodobał się jej nasz żart z budyniem.
— Fakt. — Potter odruchowo przeczesał palcami i tak już niemiłosiernie poczochrane włosy, uważnym spojrzeniem omiatając Pokój Wspólny. — To kwestia do przemyślenia. Ale nie teraz. — Popatrzył na przyjaciela, uśmiechając się przy tym półgębkiem. — Czas na interesy.
Skinął głową w kierunku dwóch chłopaków, grających przy kominku w czarodziejskie szachy, po czym obaj ruszyli w ich kierunku, szczerząc zęby na samą myśl o kolejnych psotach.

* * * * *

Dormitorium szóstorocznych Grofonek od dawna pogrążone było we śnie. Jedynie od czasu któraś z drzemiących dziewcząt przeciągnęła się leniwie lub drgnęła nerwowo w odpowiedzi na senne mary. Jedna z nich śniła szczególnie słodkie sny i prężyła się raz po raz, uśmiechając się ku nieznanemu adresatowi.
Czas biegł jak zwykle, niespiesznie, odmierzany leniwym tykaniem wskazówek magicznego zegara w kształcie kota lub oddechami współlokatorek, których myśli samowolnie pędziły przed siebie.
Wątłe światło księżyca przeświecało zza niestarannie zaciągniętych kurtyn przy jedynej okiennicy w pomieszczeniu. Kamienny parapet, surowy w wykonaniu, ozdobiony był jedną drobną, wyschniętą paprotką umieszczoną pieczołowicie w glinianej doniczce. Nieopodal leżał zwój pomiętych pergaminów i zeszyt. Nic nadzwyczajnego.
Wszystkie Gryfonki zmorzone były głębokim snem, więc nikt nie był świadkiem małego cudu, który właśnie rozgrywał się na parapecie.
Paprotka ożyła nagle. Jej żółtawe, zeschnięte listki rozprężyły się z rozkoszą, rozwijając się butnie do samych końców, a gdy napotkały kres swoich możliwości, skoncentrowały soki i skierowały je ku koniuszkom, sprawiając, że zielone brzegi zaczęły jaśnieć i rozwijać się na wzór małych ślimaczków. Po chwili niewielka, żółtawa paprotka zmieniła się w rosłą, soczyście zieloną paproć, dumnie prężącą każdy ze swoich listków, ledwie mieszczącą się w ciasnej, glinianej doniczce.
Nikt jednak tego nie zobaczył. Roślina na darmo wabiła swoimi nowo nabytymi wdziękami, bo wszystkie lokatorki pogrążone były w głębokim śnie.
Tylko jedna z nich śniła wyjątkowo słodkie sny i w tym momencie przeciągnęła się leniwie, przewracając się na drugi bok. Jasne włosy zsunęły się wzdłuż jej twarzy, skrywając lekki, nieprzytomny uśmiech, który rozciągnął jej drobne usta.
Paproć rozwinęła ostatni z soczyście zielonych pędów i znieruchomiała.

42 komentarze:

  1. Jestem ponownie !
    Nawet nie wiesz jak bardzo uwielbiam czytać twój blog. Twoje rozdziały tak mnie wciągają, że chce czytać więcej i więcej ... Nawet zadana w szkole lektura nie interesuje mnie aż tak bardzo jak twoje opowiadanie. Gdy czytam twój blog mam wrażenie jakbym czytała książkę jakiegoś bardzo dobrego pisarza. Świetnie składasz zdania no i tak jak już mówiłam w poprzednim rozdziale, dialogi rozśmieszają. Czytając wypowiedzi bohaterów mam wrażenie jakbym ich słyszała i jednocześnie widziała.
    Zaskoczyłaś mnie z tym Ragnarokiem. Lili powiedziała, że nie należy on do tych grzecznych uczniów. Odniosłam wrażenie, że Dominika się lekko nad tym zawiodła. Zaskoczyły ją słowa jej przyjaciółki no i zresztą nie tylko ją, ale też i mnie. Z resztą teraz Dominika będzie z nim chodzić na takie same zajęcia ^^ Zapowiada się obiecująco.
    Chyba Huncowci po woli zaczynają przekonywać się do Dominiki i nawet ją lubić. Z tym budyniem to było niezłe :'D Chyba znaleźli wspólny język przez to jedzenie hahaha, ale szkoda było mi Lili, która nie miała przez to co jeść, jeśli dobrze zrozumiałam.
    Koniec rozdziału świetnie opisałaś. Chyba nawet domyślam się komu się tak miło śniło i na dodatek o czym, a raczej o kim ( ;
    Czekam na kolejny rozdział. Po prostu nie mogę się doczekać. Pisz, pisz i jeszcze raz pisz, a ja mogę Ci życzyć tylko duuużo weny ;*
    http://dramioneiamonlyhuman.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam ponownie :)
      Jaki miły komentarz! Bardzo dziękuję.
      Nie chcę zaprzepaszczać Twojej edukacji, lektury też trzeba czytać :D A co teraz przerabiacie? Ja zawsze kochałam Sienkiewicza, ale to chyba tyle, jeśli chodzi o lektury.
      Przez budyń do serca :)
      Dziękuję za miłe słowa i życzenia. Wena na razie jest, zwłaszcza że mam zaplanowanych parę fajnych wątków i nie mogę się doczekać, żeby wprowadzić je w życie. Nie mówiąc już o całej reszcie opowiadania :)
      Z pozdrowieniami
      Eskaryna

      Usuń
    2. W tej chwili czytam ,,Buszujący w zbożu'' J.D Salingera. To interesująca lektura, jednak sposób w jaki jest pisana i jej typ, nie przekonywuje mnie do tego stopnia, że byłabym w stanie stwierdzić, że się w niej zakochałam.
      Sienkiewicz również należy do jednych z moich ulubionych pisarzy (:
      Co do Twojego opowiadania; w takim razie nie mogę się jeszcze bardziej doczekać tych twoich zaplanowanych wątków ^^

      Usuń
  2. Czyżby ta paprotka cos oznaczała? Na pewno, az sie nie mogę doczekać. I znowu kocham twoje dialogi no nie wiem jak ty to robisz ! : D Szybki komentarz bo lece na zaliczenia trzymaj kciuki :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie dzieje się bez przyczyny :)
      Trzymam i pozdrawiam
      Eskaryna

      Usuń
    2. Och chyba przez twoje trzymanie zaliczyłam :D

      jezeli cię to interesuje to u mnie nowy : )

      Usuń
  3. Witam!
    Zaczynam od cytowania, bo nie umiem zaczynać komentarzy.
    ,,— W prawdziwym życiu nie możecie ufać komuś tylko dlatego, że stoi ponad wami." Święte słowa. Ja na przykład nie ufam swojej nauczycielce od angielskiego. Gdy wpadnie w gniew to... trzeba spieprzać szybciej niż Snape przed szamponem.
    ,,— Prędzej sam się wydziedziczę niż zgodzę się na coś takiego — mruknął. Zapadła długa chwila ciężkiego milczenia, ale chłopak wreszcie przywołał na twarz krzywy uśmiech. – Chyba, że zaproponują mi ciebie. Byłoby zabawnie."
    Typowy Black (z Twojego bloga i chyba nie tylko).
    Mimo beznadziejnej sytuacji zawsze próbuje wszystko przeobrazić w śmiech. To właśnie jeden z powodów, przez które go pokochałam <3
    ,,Black uniósł brwi, jakby Potter podważył właśnie fundamentalne prawo ich przyjaźni – gdzie ty, tam i ja." Kolejny powód, przez który pokochałam Syriusza. Jest wiernym i wspaniałym przyjaciel. Chciałabym kiedyś takiego mieć. No może nie dokładnie takiego jak on, bo ta przyjaźń nie trwałaby długa. No weź paczaj (wybacz, że tak kaleczę nasz piękny język)! Paczaj na jego oczy, włosy, nos, twarz! Przyjaźń z takim facetem byłaby nietrwała no, bo... już podałam powody, dla których nasza przyjaźń nie mogłaby istnieć. Sorry, Łapo.
    To na tyle z cytowaniem.
    Jak zwykle świetne opisy. Długie i świetnie opisane. Nie wiem jak to nazwać. Po prostu były świetne. Ten nowy nauczyciel... już go lubię. Wydaje się być ciekawym człowieczkiem. Tak jak określił to James, mądrze gada.
    Ragnarok... to Charlie?
    Takiego imienia bym się nie spodziewała. Chociaż to właśnie ono dodaje pewnej tajemniczości, naszemu i tak tajemniczemu panu tajemniczemu. A właśnie. Już wiem co znaczy Ragnarok. Zmierzch bogów. Ta "ksywa" nawet do niego pasuje.
    Wiesz co?
    Zaklepuję go! Ragnarok (czy tam Charlie, jeden kij) jest mój! Łapy precz, bitches! A tak ogólnie to właśnie on jest jak na razie najciekawszą postacią w tym opowiadaniu. Przynajmniej według mnie. Ma w sobie tyle mroku, tajemniczości i jest taki... mrau.
    Czy ta Dorothy będzie teraz, w miarę stałą postacią w Twoim opowiadaniu czy będzie się pojawiać tylko raz na jakiś czas? Jestem tego ciekawa. I nie tylko tego.
    Ragnarok (wybacz, że tyle o nim gadam, ale on jest taki... mrau (chociaż nie tak jak Syriusz)) zadaje się z "niewłaściwymi ludźmi"? Nie byłam tą informacją, aż tak zdziwiona wygląda na takiego... innego, przez co jeszcze bardziej go lubię.
    Czyli jednak quiz, który kiedyś zrobiłam, mówił prawdę, że pociągają mnie "niepokorni faceci" :D
    Nie wiem co dalej pisać, ale żywię nadzieję, iż wyszedł mi w miarę długi komentarz, a Ty nie zaźgasz mnie za niego widelcem i nie zostawisz w spiżarni.
    Życzę Ci, abyś utopiła się w morzu weny oraz z niecierpliwością oczekuję nn!
    Selene Neomajni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć!
      Dziękuję za wspaniały komentarz - jak zawsze niezawodna :)
      Fakt, przyjaźń damsko-męska sama w sobie wydaje mi się nierealna, a co dopiero przy kimś takim jak Syriusz. Cieszę się, że odpowiada Ci jego zachowanie w moim opowiadaniu, to dla mnie ważne.
      Hoho, Ragnarok zrobił taką karierę, że aż jestem w szoku :D Niepokorni faceci - to jest to, zgadzam się z Tobą. A psychotesty prawie zawsze mówią prawdę :D
      Komentarz był świetny i przyprawił mnie o uśmiech :)
      Pozdrawiam Cię serdecznie i po znajomości też życzę mnóstwa weny
      Eskaryna

      Usuń
  4. Hej, hej!!!
    Świetny pomysł z budyniem! ;P Łączę się w bólu z Lily, chyba nie byłabym w stanie zjeść nic w takiej konsystencji prócz zwykłego budyniu, papka kiełbasiana? Ohyda! ;P
    Podoba mi się, że huncwoci poprawili się w swoim stosunku do Dominiki, poczułam że Lily jest trochę o to zazdrosna ;P Już sobie wyobraziłam co to by było jakby Potter nagle zaczął podrywać pannę Moon, może Ruda w końcu by zdała sobie sprawę, że nie jest on jej taki obojętny ;P
    Zajęcia z obrony przed ciemnymi mocami (a właśnie, skąd ciemne moce, a nie czarna magia?) skończyły się zdecydowanie za szybko! Ciekawy profesor, ciekawe ma podejście, noooo poczytałabym o pojedynku!
    Ach i paprotka! Widzę, że twój rozdział zakończył się równie tajemniczo co mój ;P Tak sobie myślę, może to jakieś tajemnicze moce Moon? Śniły jej się przyjemne rzeczy, więc podświadomie ożywiła paprotkę? ;P No nie mam pojęcia, czekam na kolejny rozdział ;P
    I jeszcze te tajemnicze okulary Ragnaroka, ach ten typ, szkoda, że Moon przy nim nie usiadła ;P
    Weny i huncwotów ;)
    niecnimarudersi.blogspot.com
    P.S. Odpowiedziałam u siebie na Twój komentarz, mały Obesusowy newsik na Cb czeka ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć :)
      Dziękuję, że doceniłaś akcję budyniową - stwierdziłam, że Ślizgoni zbyt wiele razy mieli już różowe włosy czy szaty :D
      Sam w sobie pomysł "uzazdrośnienia" Lily nie jest zły, ale to by było takie... niewłaściwe :D Jily na zawsze!
      Wydawało mi się, że jakoś synonimicznie w książkach się to układało, a ta nazwa bardziej mi pasuje, ale pewności nie mam - sprawdzę to :) Pojedynek jeszcze będzie. I to nie raz!
      Ach, nic nie mogę powiedzieć na ten temat, ale miło mi widzieć, że snujesz domysły :)
      Gdyby Moon jeszcze siedziała z nim w ławce, mogłaby dostać zawału czy coś i opowiadanie skończyłoby się na czwartym rozdziale, więc wolałam nie ryzykować ;p Za dużo szczęścia na raz!
      Dziękuję raz jeszcze i pozdrawiam
      Eskaryna

      Usuń
  5. Cześć :)
    Rozdział jak zawsze cudowny. Masz bardzo przyjemny styl pisania, potrafisz opisywać szczegóły i tworzyć wyczerpująco, czego ja chyba nigdy nie osiągnę :)
    Co do rozdziału to żart Huncwotów był naprawdę zabawny i pomysłowy. Biedna Lily musiała głodować :/
    Nowy profesor Obrony Przed Czarną Magią jest bardzo mądry. To porównanie, że nie można ufać każdemu, kto jest wyżej nas bardzo mnie urzekło.
    I lekcja numerologii! Nie wiem dlaczego, ale uwielbiam Tajemniczego Charliego. Wyjaśnij szybko jego historię.
    O co chodzi z tą paprotką? Jestem zaciekawiona.
    Dobrze, kończę już. Czekam na kolejny rozdział :)
    Weny, czasu i radości ;)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :)
      Dziękuję za niesamowicie ciepłe słowa. To nie jest takie trudne - na pewnym etapie żmudnych prób opowiadaniopodobnych doszłam do wniosku, że trzeba po prostu wyobrazić sobie, że jest się tu i teraz w danym wątku - wtedy wszystkie szczegóły nabierają bar i rzeczywistości. Reszta to pewnie kwestia wyczucia, kiedy jest czegoś za dużo, a kiedy za mało.
      W imieniu Huncwotów dziękuję za uznanie :) Nie wydaje mi się, żeby smakował mi kiełbaskowy budyń, ale skoro lubię pieprzowe i parówkowe fasolki, to kto wie?
      Muszę wprowadzić jakiś limit Charliego :D Albo kompletnie poprzekładać opowiadanie tak, aby było o nim, haha.
      Z pozdrowieniami
      Eskaryna

      Usuń
  6. Następny świetny rozdział ze świetnym klimatem!
    Naprawdę jestem pod wrażeniem, jak dobrze umiesz oddać klimat zamku. Co do budyniu to całkowicie podzielam zdanie Lily, nie lubię go :p
    Ciekawe co też takiego powiedział Huncwotom Remus, że nagle stali się tacy grzeczni. Jak zwykle rozbawiły mnie żarty Remusa i Syriusza, a zwłaszcza przekomarzanie Syriusza z Patricią o sprawie ślubu ^^
    Pan Jones nieco mi się skojarzył z Szalonookim, taka sama fascynacja w mówieniu o czarnej magii, takie samo szaleństwo... Będzie ciekawie.
    Poznaliśmy tożsamość Ragnaroka, ale i tak o samym chłopaku na razie niewiele wiemy. Jestem bardzo ciekawa, dlaczego Lily uważa go za niebezpiecznego i ogólnie jestem niesamowicie ciekawa jego osoby, tak samo jak tego, co wydarzy się w kolejnych rozdziałach.
    Życzę mnóstwo weny! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć :)
      Ojej, jest mi tak miło! To taki rodzaj komplementu, który nigdy mi się nie trafiał, zwłaszcza od osób takich jak Ty - piszących z wrodzonym chyba wyczuciem i gracją.
      Remus najprawdopodobniej miał zbawienny wpływ na Huncwotów - niestety, krótkotrwały. W książkach wspomniane jest, że otrzymał tytuł prefekta głównie dlatego, że dyrektor spodziewał się, że będzie temperował swoich niesfornych przyjaciół, ale przyniosło to marny skutek, staram się więc trzymać tej informacji :)
      Mam nadzieję, że pan Jones będzie nie mniej ciekawy niż Szalonooki, chociaż mierzenie się z taką postacią byłoby jednak.... całkowicie szalone :) Na pociechę zdradzę, że w swoim czasie Szalonooki też zagości w tej historii. Nawet dwukrotnie!
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam serdecznie
      Eskaryna

      Usuń
  7. Cześć! :-)
    Na samym wstępie bardzo bym chciała przeprosić, że dopiero teraz komentuję, jednak miniony tydzień okazał się dla mnie bardzo pracowity i nie miałam zbytnio sił na nadrabianie zaległości na blogach.

    Już na samym początku masz u mnie dwa plusy, w tym jeden ogromny, o, za to:
    „— Myślałam, że wszyscy w Gryffindorze są dobrzy, prawi i w ogóle. — Szybko opuściła wzrok na krawat, który pieczołowicie wiązała sobie na szyi.
    — Niezupełnie”

    Z całą sympatią do Gryffindoru, jednak książki oraz spora część prac fanowskich, które uparcie lansują Gryfonów jako właśnie tych samych „dobrych, prawych i w ogóle”, trochę obrzydziły mi ten dom. Nie do tego stopnia, że go nie lubię, bo lubię. Do tego, że mam po prostu przesyt z automatu dobrym Gryffindorem, z automatu złym — dla kontrastu — Slytherinem i nijakimi, będącymi neutralnym tłem Ravenclawem oraz Hufflepuffem. Nawet nie wiesz, jak bardzo ucieszyło mnie to, że w Twoim opowiadaniu występuje Gryfon niekoniecznie idealny, chociażby jedynie w oczach swoich kolegów i koleżanek. Chapeau bas za pójście wbrew królującym w fandomie schematom!
    A drugi plusik… Prawdziwe imię Ragnaroka, Charlie. Uwielbiam.
    Wendell Jones wydaje się odpowiednią osobą na odpowiednim stanowisku. I ma bardzo trafne spostrzeżenia. Zawsze mnie zastanawiało, dlaczego pojedynki, które, bądź co bądź, są chyba najpopularniejszym sposobem bronienia się przed kimś, były w kanonie traktowane po tak macoszemu. Jedynie Lockhart (ze wszystkich nauczycieli!) coś tam w tej kwestii robił… Znajomość zaklęć to jedno, ale umiejętność zastosowania ich w zwarciu, w sytuacji, która wymaga błyskawicznego myślenia, refleksu oraz kombinowania z taktyką, to drugie. Sama w moim opowiadaniu planuję poświęcić pojedynkom trochę miejsca, tak więc tym bardziej nie mogę się doczekać, co w związku z nimi wyniknie u Ciebie :-)
    Patricię z rozdziału na rozdział lubię coraz bardziej. Świetna postać Ci wyszła, nie ma co!
    I również ciekawi mnie, o co też może chodzić z tą paprotką… Jak wspomniałaś w komentarzu, nic nie dzieje się bez przyczyny, tak więc zastanawiam się, jakąż to przyczynę mamy tutaj.

    Czekam na kolejny rozdział i życzę mnóstwa weny!
    Pozdrawiam serdecznie,
    Z.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć :)
      Zawsze fascynują mnie Twoje spostrzeżenia - masz nietypowy sposób myślenia o świecie Harry'ego Pottera, dlatego Twoje komentarze zawsze są bardzo wartościowe. Dziękuję za komplementy :)
      Haha, to dopiero zaskakujące, że to właśnie Lockhart miał najbardziej praktyczne podejście do kwestii obrony przed czarną magią! Sama uwielbiam pojedynki i trochę ich tu zaistnieje. Cieszę się, że Ty także zwracasz na to uwagę.
      Dziękuję za ciekawy komentarz i pozdrawiam
      Eskaryna

      Usuń
  8. Twój blog został właśnie przyjęty do Katalogowego Świata
    Pozdrawiam i przepraszam za spam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam szanowną Eskarynę! :)
    Rozdział jest napisany świetnie, ale to już z pewnością doskonale wiesz :)
    Mega dobrze wymyśliłaś tę akcję z budyniem. Kompletnie znudziło mi się przyklejanie Ślizgonów do ławek, czy zmienianie im koloru szat/włosów na rażące kolory. Coś, gdzie już raz się pojawiło, a czyta się o tym drugi raz nie robi takiego fajnego wrażenia. U Ciebie natomiast wyjątkowość wygrywa wszystko! Podziwiam Cię za to, że potrafisz po przeczytaniu iluś tam opowiadań o Huncwotach ( dobrze wiemy, że każde jest na swój sposób inne, jednak wiele.. sytuacji i tak się powtarza) nadal zachować tą jedyną w sobie oryginalność!
    Tak swoją drogą, to chętnie spróbowałabym tego budyniu z owsianki, albo nie! Lepszy byłby z płatków śniadaniowych - czekoladowych kulek ♥‎ ♥‎
    Biedna, głodna Lily. Chociaż mi zawsze mówiono "skąd wiesz, że niedobre, skoro nawet nie spróbowałaś?", mogła zasmakować tego naleśnikowego budyniu, a nuż okazałby się bardzo smaczny :D

    No i znamy prawdziwe imię Ragnaroka (tak btw. Jego przezwisko coś oznacza? Czy to nazwa, która wpadła Ci po prostu do głowy, mi osobiście kojarzy się trochę z jego nazwiskiem Ragnarok - Gordon, może to przez te "g".. :v) A właśnie! Jego przezwisko wydaje mi się takie bardzo mroczne i tajemnicze, nie wiem dlaczego, natomiast "Charlie" kojarzy mi się z małym, grzecznym i uroczym chłopcem. Takie przeciwieństwa.

    Mała sprawa: "Profesor wysunął się z cienia między dwoma regałami wypełnionymi książkami i zmierzył ich uważnym spojrzeniem czarnych błyszczących oczu." Z tego co czytałam, w przyrodzie nie występują czarne oczy (sama chciałam użyć tego koloru u siebie) najwyżej bardzo ciemnobrązowe. Chociaż w świecie czarodziejów wszystko jest możliwe, albo ma soczewki ;p
    Jak już jesteśmy w temacie nauczyciela, to idealnie go wykreowałaś! Jest on takim.. można by powiedzieć szaleńcem, jak to jest w tytule, niemniej jednak bije od niego inteligencja na kilometr. Zrobił na mnie niemałe wrażenie :)

    "— Obgadujesz mnie, Macmillan? — Black oderwał się od puddingu i popatrzył na nią z udawaną naganą. — Lepiej uważaj, bo może kiedyś cię ze mną zaręczą i będziesz musiała być dla mnie miła.
    — Całe szczęście, że nawet szaleństwo mojej rodziny ma swoje granice".
    Jeju, jak mi się spodobał ten fragment! No świetny jest! :D Szkoda, że Lily im przerwała, jestem ciekawa do czego doszłoby w dalszej części przekomarzań :D

    Zauroczenie Dominiki Ragnarokiem można by uznać za słodkie, jestem mega ciekawa jaką tajemnicę skrywa ten chłopak! Nie trzymaj nas tak długo w tej niekończącej się niepewności!W końcu Lily, by uważać go za niebezpiecznego musi mieć do tego jakieś podstawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku czy aż tak bardzo się rozpisałam, że blogger nie chciał dodać całego komentarza? :/ Przepraszam, że dodaję dwa, ale się po prostu nie zmieściłam!

      No i mamy kolejny fragment, który chwycił mnie za serce i nie chciał puścić! "— Wcale nie — powiedział zgodnie z prawdą. – Nie uwielbiam go, ale jest mi potrzebne. Im więcej wiem o mugolach, tym bliżej jestem zdobycia Evans, łapiesz?". [ Czy dla mnie wszystko musi być urocze?] {Tak} To urocze, że James mimo, że nie pała do tego przedmiotu miłością uczęszcza na niego i stara się go zrozumieć, by zdobyć Lily. Niekoniecznie jest to uzasadnione myślenie, tak jak podważył je Black kilka linijek poniżej, jednak.. to urocze. Po prostu.

      Bardzo tajemniczo zakończyłaś ten rozdział. A właśnie, na początku ostatniego akapitu jest literówka "Grofonki" o ile dobrze pamiętam.Jestem ciekawa o co chodzi z tą paprotką, mam niejasne przeczucie, że może chodzić tutaj o "Białą Magię". Myślałam przez chwilę co to ożywienie mogłoby oznaczać, ale mam kompletną pustkę, nawet wyobraźnia nic konkretnego nie podsuwa.. Pozostaje mi tylko czekać na wyjaśnienie tego niezwykłego wątku!

      Aha i mam jeszcze malutką informację do Ciebie co do mojego opowiadania, po wstawieniu zorientowałam się, że James był ścigającym, nie szukającym, więc na szybko to chciałam jeszcze zmienić, ale okazało się, że przeczytałaś, więc tylko chciałam powiedzieć, że zaszła mała zmiana, a żebyś w następnych rozdziałach nie miała takiego zagubienia, że "przecież przedtem pisało co innego"

      Podsumowując! Ten rozdział był chyba najlepszy z wszystkich, przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie. Zresztą, ty sama widzisz, że opowiadanie zdobywa coraz więcej czytelników z rozdziału na rozdział, więc możesz śmiało stwierdzić, że blog jest świetny!
      Życzę czasu na pisanie rozdziałów!
      Zaintrygowana:
      ~AleksandraOla

      Usuń
    2. Ahoj, Aleksandro!
      Jeju, Twój komentarz był wzruszająco długi :) Uśmiechałam się bez przerwy, kiedy go czytałam! Dla takich słów warto pisać, naprawdę :) Bardzo dziękuję!
      Cieszę się, że doceniłaś żarcik Huncwotów, bo w tej dziedzinie rzeczywiście trudno wymyślić coś niepowtarzalnego :) Popieram budyń z czekoladowych kulek - też byłabym zainteresowana.
      Ragnarok to "zmierzch bogów" z mitologii skandynawskiej :) Ale podoba mi się to jak kombinujesz, zaraz przejrzysz wszystkie moje zagadki!
      Choćby ten fragment z oczami - aż się boję napisać coś więcej :D Może pominę więc temat profesora i powiem o oczach Syriusza - dość często zdarzało mi się nazywać jego oczy czarnymi, chociaż to tylko takie określenie, w rzeczywistości są ciemnobrązowe, tak jak mówisz ;)
      Literówkę już lecę poprawiać! Zawsze się jakieś wcisną, skubane.
      To super, że dbasz o takie szczegóły - jeśli nie psuje Ci to szyków, to na pewno jest to zmiana na lepsze i będzie się czytało jeszcze lepiej :)
      Dziękuję za wspaniały, motywujący komentarz i ponaglam do pisania!
      Eskaryna

      Usuń
  10. Cześć!:)
    Rozdział wielowątkowy, dzięki czemu bardzo ciekawy i intrygujący.
    Moją uwagę przykuła postać nowego nauczyciela. Jestem ciekawa, czy mężczyzna odegra jakąś istotną rolę w opowiadaniu, czy będzie tylko zwykłym, lekko zwariowanym wykładowcą.
    Ten tajemniczy chłopak... Sama nie wiem, co o nim myśleć, jednak wydaje mi się, że Dominika powinna posłuchać rad Lily i nie angażować się w znajomość z chłopakiem. Lily z pewnością nie doradziłaby jej źle, gdyby nie miała powodów, aby oceniać chłopaka.
    Super pomysł na kawał - bardzo oryginalny:)
    James jest taki słodki w tych swoich staraniach o Lily, choć nie powiem, bo czasem bywa irytujący, wiec nie dziwię się, że ciągle dostaje kosza. Liczę jednak na to, że jego zachowanie ulegnie zmianie.
    Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam cieplutko,
    Neithiria.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :)
      Cieszę się, że uznałaś rozdział za ciekawy. Rzeczywiście, zostało w nim poruszonych parę wątków, które domagają się dalszego rozwinięcia, niczego jednak nie mogę zdradzić. Ach, te spojlery!
      Bardzo mi miło, że spodobał Ci się huncwocki budyń :)
      Wydaje mi się, że doskonale podsumowałaś Jamesa - słodki i irytujący :D Z czasem pewnie pierwsza cecha zacznie przeważać nad drugą.
      Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam
      Eskaryna

      Usuń
  11. Witam!
    Na moim blogu pojawiła się bardzo ważna informacja i lepiej, żebyś ją przeczytała.
    Selene Neomajni

    OdpowiedzUsuń
  12. Kolejny świetny rozdział, nie zawiodłaś mnie! Uwielbiam twojego bloga.
    Budyniowy żart absolutnie uroczy i oczywiście przeszedł u wszystkich prócz Lilki! <3
    Miło, że Remus zajął się tresurą tych zwierząt.
    Chcę Ragnaroka! :( Więcej go tu dawać!
    Błędów się nie doszukałam, choć może to jest spowodowane moją grypą:(
    Wybacz krótki komentarz, ale padam.
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć :)
      Tym bardziej dziękuję za komentarz - zdrowiej szybko i koniecznie dodaj coś u Łapy :)
      Kurczę, trzeba będzie zrobić o Ragnaroku nowe fanfiction, bo nie przewidziałam aż tak dużej częstotliwości jego pojawiania się w tym ;p
      Z pozdrowieniami
      Eskaryna

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nic się nie stało misiaku, przecież cię nie zjem. Nie jesteś pierwszą, która zapomniała u mnie hasła i zawsze ja muszę każdemu nowe tworzyć... Ej, nie masz za co dziękować. Dałam link, bo uważam twoje opowiadanie za godne polecenia i czytania, a za dedykację nie musisz dziękować również :)
    Cóż... z mieszkaniem nie wyszło, bo moja... hm... przyjaciółka po prostu najpierw mnie przygarnęła oferując pomoc, a potem wykopała, bo jak ona to powiedziała "nie sprawdziłam się", nie wiem, ale mam dziwne odczucie, że liczyła na kasę ode mnie, której de fakto nie dawałam oprócz tych na czynsz.
    Owww, również ściskam telepatycznie <3
    Dziękuję, dużo osób mi mówi, że idealnie opisuje emocje bohaterów jakie nimi w danej chwili targają, ale nadal uważam, że przesadzają...
    Ej, Draco-niańka jest zajebisty! Znaczy... A zobaczysz w innym moim opowiadanku pewnie Draco-Nianię w pełnej okazałości o ile zechce ci się czytać.
    Haha, nowy rozdział będzie we wtorek (22.09). I nie wiem w sumie, gdzie ci odpisywać. Tu w komentarzach czy na pw w mojej stronie, jak ci wygodniej czytać?

    A teraz poprawny komentarz do rozdziału:

    Hm, bardzo mnie ciekawi ten chłopaczek o ksywce Ragnarok (Kojarzy mi się imię z Soul Eater).

    Hahaha, ja chciałabym spróbować budyniu o smaku naleśników bardzo chętnie <3 Kiedyś jadłam o smaku placków ziemniaczanych - taki dziwny wymysł japoński, który dostałam w saszetce na urodziny i nawet ciekawy w smaku.

    Dziwny ten nauczyciel... Jakoś nie bardzo przypadł mi do gustu, a lekcje z nim raczej nie będą za przyjemne. Tak coś przynajmniej podejrzewam...

    Numerologia... Mnie by tam na pewno nie zabrakło, tak samo na runach i wróżbiarstwie. Najłatwiejsze lekcje ever~! I znów ten przystojny Raguś, oh... ciekawie się zapowiada ta znajomość ;)

    Biedny Black, musi łazić na mugoloznawstwo, bo James chce poderwać tak Lily. Hahaha, o nie umieram...

    Hm, myślę, że relacje Dominiki na pewno jakoś się poprawią z chłopakami, aaalbo coś odwalą, co zrobi jej krzywdę i znacznie ochłodzą. Czas pewnie pokaże... A cóż to za akcja z paprocią? o_O

    TobiMilobi
    [mylittlehell.bnx.pl]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć, kochana :) Komentarze dotyczące rozdziałów najlepiej pisać tu, a całą resztę możemy uskuteczniać u Ciebie w PW, co Ty na to? :)
      Przykro mi, ale tak to już bywa. Na pewno się jeszcze jakoś odbijesz, wcześniej czy później :*
      No widzisz, skoro ludzie tak mówią, to coś w tym musi być!
      Mam nadzieję, że teraz będę grzecznie czytać na bieżąco.
      Naprawdę, jest taki budyń? Chociaż z drugiej strony - czego nie ma w Japonii? :) Tylko tam mogli coś takiego wynaleźć.
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam
      Eskaryna

      Usuń
    2. Ok, to tak będzie najlepiej (chociaż dużo z ludźmi bardziej na gg gadam xD).

      Niestety... Szkoda gadać ;/ Wiesz, osiem lat zmarnowanych na taką znajomość i najgorsze, że ona napier... na mnie do wszystkich i każdy jej wierzy. Ja nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam, po prostu olewam sprawę i tyle, bo co mam mówić? Każde moje słowo przeciwko niej wyjdzie jako atak lub potwierdzenie jej słów.

      Ale ja kiepsko piszę... Emocje to też w sumie... Po prostu staram się dłuższy czas przemedytować i postawić się w sytuacji jak bohater, a potem spróbować poczuć jakie emocje by nim targały, co natychmiast spisuje.

      Tak, naprawdę istnieje taki, nawet jest o smaku zielonej herbaty, limonki, tortu czekoladowego, piernika i babeczek :D dwa ostatnie jeszcze jadłam, ale były takie... ni w du*e ni w oko... ;x No w Japonii wszystkiego się można spodziewać, w końcu tam mają kibelki, które myją ci tyłek - nie używa się tam papieru toaletowego ^.^"

      Nie masz za co, czekam z niecierpliwością na nowy rozdział (pokazuje kalendarz z oznaczoną datą nowej publikacji). Widzisz? Nawet sobie zapisałam kiedy coś u ciebie będzie :D

      Co do czytania na bieżąco u mnie, to na pw ci podeślę daty publikacji wszystkich rozdziałów OZ do końca tego roku, a jak coś się zmieni, to dam ci z aktualizowany rozpis ^^

      Oh i jakbyś chciała, mogę ci również podać datę publikacji nowego opowiadania potterowskiego u mnie z czasów huncwotów, które pojawi się najpewniej albo koniec tego lub początek następnego roku :3

      TobiMilobi
      [mylittlehell.bnx.pl]

      Usuń
    3. Może to i dobrze, nie ma co się stresować więcej niż to konieczne.
      Ale właśnie takie pisanie jest najlepsze :) Jeśli wczujesz się w sytuację bohaterów, prawdopodobieństwo, że nagle staną się irracjonalni i nierzeczywiści znacznie spada. Podobnie z opisami świata przedstawionego - wyobraźnia jest kluczem do wszystkiego.
      No budyń czekoladowy albo pierniczkowy mieści mi się w głowie spokojnie, ale już ta zielona herbata nie bardzo ;p
      O, bardzo chętnie, wysyłaj. Na maila? A co do opowiadania o Huncwotach, tego nigdy za wiele, więc też chętnie przygarnę ;)
      Z pozdrowieniami
      Eskaryna

      Usuń
    4. Może, po prostu chcę jak najlepiej opisać daną sytuację i emocje bohaterów, żeby jak najbardziej realistycznie wyszło.

      Japończycy, ale podobno budyń zielona herbata dobry. Nie powiem, bo nie jadłam, ale za to miałam w ustach kitkata zielona herbata z Japoni sprowadzony i był taki w miarę dobry.

      To musiałabyś mi podać e-mail, to ci wyślę :3 Bo chwilę temu wysłałam ci rozpis na pw w mojej stronie xD

      Oh, to wiadome, a takich opowiadań potterowskich mam multum, nawet mam jedną sagę, gdzie postacie z pottera czytają książki pottera - a że ja, to ja, więc nie ma tylko czytania, ale jest cała normalna fabuła historyczna, co dzieje się w miedzyczasie podczas przerywania czytania itd. To akuratnie czytają Lily, Remus, James, Syriusz, Dumbledore, Severus i McGonnagal na pięć dni przed atakiem Voldemorta na dom Potterów ^.^" Jestem poje*ana, ale co tam :D

      Ogólnie jak będzie ci się chciało, to do innych Potterowskich też mogę ci podać daty oraz krótki zarys fabuły i tytuł. A trochę ich mam :P

      TobiMilobi
      [mylittlehell.bnx.pl]

      Usuń
  15. Rozdział, jak zwykle genialny.
    Pomysł chłopaków ekstra, ale ja tak jak Lily nie ruszyłabym niczego. Nie przepadam za budyniem. Chyba, że jest bardzo gęsty.
    Ten koleś od OPCM jest dziwny ale mądrze gada. Polać mu.
    Charlie Charlie Charlie. I znowu nasuwa mi się myśl o wampirze :D hehe
    Pozdrawiam i życzę weny ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Witaj :)
    Twój blog znalazłam kilka dni temu, lecz dopiero teraz miałam okazję przebrnąć przez wszystkie rozdziały.
    Przyznam, że w pierwszej chwili, widząc tytuł "Biała Magia" miałam mieszane uczucia odnośnie opowiadania. A może będzie zbyt przewidywalne i oczywiste? Na szczęście wszelkie uprzedzenia odsunęłam w kąt. To była bardzo dobra decyzja, bo z przyjemnością przebrnęłam przez wszystkie rozdziały i żałuję, że nie ma ciągu dalszego.
    Podoba mi się sposób w jaki przedstawiasz Huncwotów. Są uroczy, ale także psotliwi, a momentami nawet złośliwi. W końcu nie są idealni. Każdy ma swoje wady. Najwięcej jednak z całej czwórki opisujesz James'a i Syriusza. To dlatego, że wyróżniają się z tłumu i są najbardziej hałaśliwi? A może jednak jest inny powód? Przy pierwszym to jasne, chodzi o Evans. Tymczasem Black... Hmm... Może i jemu szykujesz jakiś romantyczny watek, albo jakąś ważniejszą rolę.
    Ta paprotka to musi być efekt białej magii! Czuję to w kościach! A biorąc pod uwagę zachowanie Dominiki, mogę spokojnie powiedzieć, że jej moce mają wpływ na środowisko, choć sama pewnie tego nie zauważa. Im szczęśliwsza, tym otoczenie zyskuje więcej życia i radości. Mogę zatem zgadywać, że będzie działało to też w drugą stronę. Im smutniejsza i słabsza, tym więcej rzeczy wokół niej będzie umierać. Przynajmniej taka jest moja teoria.
    Widzę, że wszyscy zachwycają się Ragnarokiem. Tymczasem ja podchodzę do niego z dużą ostrożnością. W końcu, kto wie czym tak naprawdę się zajmuje... To zauroczenie bohaterki nim też budzi we mnie obawy. Intuicja podpowiada mi, że to może źle się skończyć. Mam wrażenie, że zaczynam mówić jak Lily ^.^"

    Pozdrawiam serdecznie i życzę weny!

    http://www.scoliari.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Cześć :)
    Cieszę się, że mimo wszystko zajrzałaś i przeczytałaś dotychczas opublikowane rozdziały. Mam nadzieję, że kolejne Cię nie zawiodą!
    Rzeczywiście, na razie Syriusz i James są na świeczniku, bo pożerają całą uwagę, ale zapewniam, że nie pominę żadnego z Huncwotów :) W końcu byli ze sobą bardzo zżyci.
    Podobają mi się Twoje podejrzenia, są ciekawe, chociaż niezupełnie zgodne z prawdą :) Powoli wszystko będzie się wyjaśniało, ale na kulminację trzeba jeszcze trochę poczekać.
    I bardzo słusznie, na Ragnaroka trzeba uważać! Wreszcie pojawił się głos rozsądku ;p
    Dziękuję Ci za komentarz.
    Z pozdrowieniami
    Eskaryna

    OdpowiedzUsuń
  18. Witam!
    Tak... no... nie wiem czy zauważyłaś, ale w ostatnim czasie zawiesiłam bloga i nie można się na niego dostać, a jeśli próbowałaś i bez skutku to przepraszam. Jak dobrze wiesz, jestem teraz w trakcie korektorowania moich rozdziałów i żeby odnaleźć ten swój "wewnętrzny spokój ducha" musiałam go na jakiś czas zawiesić. Trudno to wyjaśnić, ale to... w bądź każdym razie, jeszcze raz przepraszam i mam nadzieję, że nie długo skończę to korektorowanie to z powrotem ustawię bloga dla wszystkich.
    Selene Neomajni

    OdpowiedzUsuń
  19. Heeeej czy ty wiesz, że ja się dopiero dopatrzyłam, że dodałaś nowy rozdział a nawet dwa... Mój zapłon jest niesamowicie zaspany, wybacz, że komentuję z TAKIM opóźnieniem, mam nadzieję, że wybaczysz mi tą niesubordynację;
    Pierwsza myśl, która nasunęła mi się czytając początek rozdziału to :Czemu grzeczne dziewczynki zakochują się w łobuzach? Bo Krukon na razie na takiego wygląda przynajmniej z relacji Lily.
    HA! Właśnie smażę naleśniki, aż mi ślinka cieknie zapewne tak jak Lily, tylko że ona je śniadanie a ja kolację:D
    Budyniowe żarcie! WOW! Ja cię:) Ekstra pomysł:D Ale całym sercem jestem (znowu!) z Evans, nie wzięłabym do ust niczego co ma konsystencję budyniu. Budyń to zło;/ I wstrętna breja. Fuj!
    Już lubię OPCM i tego sfiksowanego nauczyciela, widać, że facet wie co w trawie piszczy i na pewno nauczy ich czegoś pożytecznego.
    Syriusz i Pati- chyba nie chcemy wiedzieć jakby ich "miłość" się skończyła. Chociaż to ciekawy wątek, Takie zaręczyny ^^ Fiu fiu
    Właśnie odkryłaś jak człowiekowi wiele do szczęścia nie potrzeba na lekcji. Przystojny chłopak i już:)
    Lecę dalej:)
    Rogata

    OdpowiedzUsuń
  20. Hej,
    No w końcu jestem. Miałam nadzieję, że zdążę przeczytać ten rozdział przed dodaniem nowego, ale nie wyszło, a zatem zaraz będę się musiała zabrać za kolejny. Nie żebym narzekała, bo tak przynajmniej nie muszę czekać na dalszą część :)
    Zacznę może od tego, że na samym początku nie bardzo mogłam się połapać, kto jest kim. Byłoby mi pewnie łatwiej, gdyby imiona bohaterek pojawiły się częściej, bo zastanawiałam się, o kogo w danym momencie chodzi.
    Dominika dowiedziała się czegoś o tajemniczym chłopaku, którego wątek po prostu uwielbiam ♡ Już przynajmniej wie, jak ma naprawdę na imię.
    Żart z budyniem był bardzo w stylu Huncwotów i nie dziwię się Lily, że miała opory przed zjedzeniem tej paćki. Wyobrażam sobie, jak to wyglądało.
    Pan Jones wydaje się być trochę dziwny, ale może ich czegoś nauczy. Myślę, że nauka pojedynkowania im się przyda. Jestem ciekawa, jak dalej potoczy się ten wątek. Tutaj dodam, że odniosłam wrażenie, że lekcja była trochę zbyt krótka, ale to może tylko moje odczucie.
    Dalej, spodobała mi się ta "sprzeczka" między Syriuszem a Patricią. Myślę, że fajna by z nich była para. Ogólnie kocham Blacka i mam nadzieję, że kogoś sobie tutaj znajdzie :)
    I najważniejsze: Dominika na numerologii!!! Wiedziałam, że spotka tam tego chłopaka. Szkoda, że nauczycielka nie posadziła ich razem, ale najwyraźniej Moon wystarcza sam fakt, że są w tym samym pomieszczeniu. Czekam na rozwinięcie tej relacji ♡♡♡♡♡
    Jej, rozmowa Syriusza z Jamesem na mugoloznawstwie jednocześnie mnie rozczuliła i rozśmieszyła. Potter jest taki uroczy, że specjalnie dla Lily chodzi na ten przedmiot. Evans faktycznie mogłaby umówić się z Jamesem, gdyby ten wyjaśnił jej znaczenie słowa dyktafon ♡♡ Ten komentarz Blacka tak mnie rozbawił :'D Płaczę, po prostu.
    Dominika była radosna jak skowronek, czyżby coś się wydarzyło na/po lekcji, czy może sam fakt, że Charlie chodzi z nią na numerologię ją tak uradował? Jestem też ciekawa, co takiego knują Huncwoci i oczywiście, o co chodziło z tą paprotką.
    Biegnę więc czytać kolejny rozdział.
    Dodam na koniec, że zauważyłam kilka błędów. Raz powtórzenie tego samego wyrazu, pewnie przez przypadek. Coś takiego jak "poinformowała kałamarz"... Chwilę się zastanawiałam, czy tak miało wyjść, ale doszłam do wniosku, że coś mi nie gra. Poza tym, to nie pamiętam nic więcej dokładnie, ale nie przeszkadzało to w czytaniu ;)
    Pozdrawiam serdecznie :*
    Optimist

    OdpowiedzUsuń
  21. Dzień doberek!
    Jestem w trakcie czytania Twojej historii i w planach miałam skomentowanie pod najnowszym rozdziałem, ale muszę, po prostu muszę się wypowiedzieć już tutaj!
    Tak króciutko... To najlepszy Twój rozdział jak do tej pory :)
    Zdecydowanie najlepiej się go czytało, najbardziej przypominał prawdziwą książkę z krwi i kości.
    Lecę czytać dalej, do napisania pod najnowszym rozdziałem! :)

    disconsolate-generation.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. A sobie wpadłam na noc poczytać ;P. Dziwi mnie to, że końcówka wskazywała na początek rozmowy i jakoś nikt nie zapytał dziewczyny, dlaczego nagle wspomniała o miłości? Kurczę, to tylko ja mam takie wścibskie znajome? Mężczyźni jakoś tak nie reagują. Znaczy w sumie zależy. Rozumiem Lily. Zjadłabym naleśniki ;D. Budyń parówkowy? Ohyda. Jedyny budyń, jaki czasem mi smakuje to czekoladowy. Ale nie z mięsem. Są granice. Fuj. Zdziwiło mnie, że nagle zmieniła o nich zdanie i już nie chce się mścić. Może uważa, że odpokutowali swoje winy? No przekonam się w czasie. Cóż dobrze mówi ten nowy nauczyciel Jones. Praktyka przede wszystkim. I też fajnie, że nie stawia się ponad wszystko. To prawda, że nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś okaże się złyyy... Chyba zaczynam lubić u Ciebie Syriusza. Co jest takie dziwne w sumie, bo kiedyś zawsze lubiłam Jamesa, a tu ostatnio dochodzi do tego, że lubię Blacka. Podobała mi się ta chwila pogawędki między Patricią a Blackiem. Chociaż myślę, że Black tu wypadł lepiej. Co do mógoloznawstwa no to cóż, może faktycznie James liczy na to, że zbierze więcej informacji o tym, jak żyje Lili.
    Ogólnie podoba mi się, jak piszesz. Dobrze dobierasz określenia i nie masz tak prostego stylu. Siostra gada przez telefon i mnie trochę dekoncentruje. Czyta się dobrze, także wrócę.

    PS Nie wiem czy u mnie przeczytałaś całość i skomentowałaś pod ostatnim, czy tylko ostatni. Zapraszam do przeczytania całości i powiedzenia, czy informować, czy jednak nie. W każdym razie dziękuję za zajrzenie do mnie :). Miło było poczytać opinie.

    OdpowiedzUsuń
  23. Z miłą chęcią zabieram się za lekturę ; ))

    Akcja z owsiankowym budyniem niezła haha. Ale pewnie zareagowałabym jak Lily, no bo kto woli paćkę zamiast porządnego tosta? :D
    Ciekawego otrzymali profesora od OPCM. Na początku obawiałam się, że pójdziesz najprostszą drogą i upodobnisz go do już istniejącego nauczyciela, ale jednak nie. Facet ma swoje własne spojrzenie na świat, a nauka pojedynków to coś, czego zdecydowanie w Hogwarcie brakowało. Wiesz, zawsze mnie dziwiło, że z jednej strony mieszkają w szkole, gdzie wpadało się w dziury, przenosiło się w inne wymiary i można było wpaść na trolla... w zamku otoczonym mega niebezpiecznym lasem i z boiskiem do gry w powietrzu, gdzie jedna z piłek może rozwalić ci głowę. A z drugiej ich zajęcia wydawały się strasznie zachowawcze, na zasadzie "tylko nie hipogryfy, to niebezpieczne!". Mam nadzieję, że tutaj tak nie będzie.

    Powiem ci, że to opowiadanie czyta mi się wyjątkowo miło i przywraca mi wspomnienia, kiedy Harry to był cały mój świat.

    Chyba tyle. Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, niewiele jest rzeczy bardziej rozczarowujących niż glutowata breja zamiast pysznego, chrupiącego tosta :D
      Masz rację, jest tu trochę hipokryzji. Zwłaszcza że w obliczu nadchodzącej Pierwszej Wojny co jak co, ale nauka pojedynków bardzo by się Hogwartczykom przydała.
      Jeej, dziękuję Ci bardzo :) To dla mnie duży komplement.
      Z pozdrowieniami,
      Eskaryna

      Usuń