20 maja 2016

Rozdział XIV - część II



„Koniec Corneliusa, początek Merkurego”
– rozdział XIV –

— Dziękuję państwu, to wszystko na dziś. Zapraszam na kolejne spotkanie w najbliższy poniedziałek.
Dominika odetchnęła ciężko i przeczesując dłonią wilgotne włosy, wystąpiła z drewnianej obręczy, która tkwiła przed nią, do połowy zanurzona w zlepionych błotem zalążkach trawy. Właśnie skończyły się pierwsze, niezbyt owocne zajęcia nauki teleportacji. Mimo, że w myślach powtarzała mantrę cel-wola-namysł, znaleźć w obręczy udało jej się dwa razy i to tylko dlatego, że straciła równowagę. Za to Huncwoci jak zwykle dali popis swojego geniuszu oraz umiejętności magicznych. To znaczy, część Huncwotów. James znalazł się dokładnie pośrodku drewnianego okręgu, który chwilę wcześniej leżał przed nim i wszystko byłoby idealnie, gdyby nie fakt, że w teleportował się, gubiąc po drodze okulary. Syriuszowi również udało się wykorzystać złotą zasadę ce-wu-en i teleportował się bez uszczerbku fizycznego, ale za to o kilka jardów bliżej granicy Zakazanego Lasu niż zamierzał. Jednakże był to spektakularny sukces, biorąc pod uwagę dokonania reszty uczniów, co wywołało szepty wśród opiekunów domów, którzy mimo wszystko nie wydawali się przesadnie zaskoczeni. W końcu było to jedynie potwierdzenie obowiązującego przekonania o nadzwyczajnych zdolnościach tych dwóch Gryfonów.
Moon pocieszała się faktem, że pomijając huncwockie wybryki natury, nikt nie osiągnął ciekawszych efektów. Były to dopiero pierwsze z zaplanowanych dwunastu zajęć, a ona miała przed sobą perspektywę spotkania z Corneliusem. Jakoś ciężko było jej się całkowicie skupić na teleportacji, stojąc w zimnej mżawce i powtarzając w myślach zaklęcia białomagiczne. Jednak starała się na tyle, że prawdopodobnie jej wyniki na treningu z profesorem też nie będą zbyt zachwycające, jako że wymagał on maksymalnej koncentracji i zaangażowania.
Poklepała po ramieniu Syriusza, który z dumnym uśmiechem raz po raz odrzucał mokre włosy z czoła. Mruknęła coś o gigantycznym wypracowaniu i wmieszała się w tłum uczniów wracających do zamku.
Do spotkania zostało jej jeszcze trochę czasu, więc tym razem nie musiała się spieszyć. Korzystała z ostatnich chwil względnego relaksu i pozwoliła dowolnie błądzić swoim myślom, kiedy pokonywała kolejne piętra. Czasem poszczególne sekcje schodów poruszały się, chrzęszcząc kamieniami, aby przesunąć się piętro wyżej. Wciąż nie mogła się przyzwyczaić do takich szczegółów; teraz też przylgnęła do rzeźbionej poręczy, nie śmiejąc iść dalej zanim schody znieruchomieją.
Ciekawe, co też będzie działo się na dzisiejszych zajęciach. Cornelius miał nieprzyjemny zwyczaj sprawdzania jej w nieco ekstremalnych sytuacjach, czego popis dał ostatnim razem, gdy sprowadził do zamku prawdziwego świergotnika. W obliczu nagłej zmiany taktyki sędziwego profesora Dominika mogła snuć dowolne rozważania na temat sposobu, w jaki przećwiczone zostaną jej białomagiczne umiejętności. Znała już proste zaklęcia uspokajające, leczące rany, ostatnio udało jej się nawet skłonić roślinę do gwałtownego wzrostu, jednak miała świadomość jak znikoma jest to część tej niezbyt popularnej dziedziny magii.
Zerknęła na dziwacznie spreparowaną kopię „Damy z łasiczką” w boleśnie jaskrawych kolorach i skręciła w prawo. Z daleka rozpoznała popiersie ekscentrycznego czarodzieja z nakryciem głowy w postaci głowonoga, niedaleko którego znajdowały się drzwi do gabinetu profesora Imnifaya. Chwilę później stukała już w ich gładką powierzchnię.
— Proszę, panno Moon.
Dominika stanęła w progu i odruchowo spojrzała na masywne biurko, zza którego zwykł ją witać Cornelius. Profesor jednak podszedł od strony przeciwnej ściany, przy której piętrzył się stos kartonów wypełnionych książkami. Biblioteczka za plecami maga była niemal całkowicie ogołocona.
— Panie profesorze… — W zielonych oczach Gryfonki zabłysł niekłamany niepokój. — Czy pan… Odchodzi?
— Panno Moon, proszę usiąść, nie będziemy przecież rozmawiać w ten sposób. — Mówiąc to, Imnifay jak zwykle z uśmiechem wskazał jej krzesło.
Dominika przysiadła na jego brzegu, niecierpliwie wpatrując się w nieco zakłopotaną twarz mężczyzny. Wahał się przez chwilę, najwyraźniej nie wiedząc jaką przyjąć pozycję. Ostatecznie zajął swój zwykły fotel, opierając na blacie łokcie i uśmiechając się przepraszająco.
— Rzecz w tym, że wzywają mnie pilne obowiązki. Zresztą uważam, że moje zadanie tu dobiegło końca. — Spojrzał na nią uważnie spod ciemnych brwi ułożonych w łagodne łuki. Dziewczyna popatrzyła na niego z niedowierzaniem.
— Ależ panie profesorze! — wybuchnęła, wstając z miejsca. — Nie może mnie pan teraz zostawić! Przecież ja… Ja jeszcze nic nie umiem! A najmniej potrafię panować nad Mocą, przecież pan profesor wie… — Nagle dotarło do niej jak bardzo potrzebuje Corneliusa. Ćwiczenia z nim były dotąd nieprzyjemnym, ale koniecznym obowiązkiem, nigdy jednak nie myślała, że skończą się tak szybko. I to teraz, kiedy już dwa razy zdarzyło jej się poważnie stracić nad sobą kontrolę. Przez myśli przewijały się sceny, które nagle stały się przerażająco prawdopodobne.
— Panno Moon, proszę usiąść — odezwał się Cornelius łagodnie. — Chyba nie rozumie pani, że nie jestem już w stanie więcej pani nauczyć. Od początku mówiłem, że nie jestem Białym Magiem, a jedynie teoretykiem. Wszystko, co mogłem, przekazałem już pani do tej pory, a pani znakomicie spełniła moje oczekiwania.
Dominika nie odezwała się, czując ucisk w gardle.
— Musi pani bardziej w siebie wierzyć. — Podsunął jej jeden z pucharów stojących na biurku. — Proszę się napić, pierwszorzędny sok dyniowy.
Moon machinalnie sięgnęła po czarę, tak skupiona na własnych zbłąkanych myślach, że nie zauważyła nieruchomego spojrzenia profesora, który obserwował ją uważnie. Spuściła głowę, wpatrując się w pomarańczową powierzchnię płynu, podświadomie rejestrując narastające bzyczenie. Szarpnęła krótko głową, kiedy poczuła łaskotanie w ucho.
— Profesorze — powiedziała powoli, patrząc w poważne, granatowe oczy czarodzieja. — Co ja mam teraz zrobić?
Mężczyzna nie odpowiedział, przesuwając spojrzenie na trzymany przez nią puchar.
Dominika również popatrzyła w dół i zobaczyła szamoczącą się w soku pszczołę. Westchnęła z rezygnacją i wyłowiła stworzonko. Niezbyt przytomnym wzrokiem patrzyła jak owad niepewnie maszeruje po jej palcu.
— Jakie zaklęcia przyszły pani na myśl?
Gryfonka gwałtownie podniosła spojrzenie na skupioną twarz Corneliusa. Skąd wiedział, że często, przy nadarzających się problemach, w jej myślach pojawiają się potencjalne zaklęcia, jakby sugerując ich wykorzystanie? Nie był to rodzaj świadomego zastanowienia – czary usłużnie wykwitały w jej umyśle, mimo że części z nich nawet nie znała.
Moon przełknęła ślinę.
— Zaklęcie dezynfekujące sok. Zaklęcie osuszające. — Spojrzała łagodnie na pszczołę. — I… I zaklęcie zabijające.
— Które z nich pojawiło się pierwsze?
Dominika milczała. Imnifay skinął głową, w jej oczach odnajdując właściwą odpowiedź.
— To był mój ostatni eksperyment. — Podniósł się w z fotela i stanął tyłem do okna, tak że na jego tle widziała tylko ciemną sylwetkę czarodzieja. — Panno Moon, proszę nie obawiać się swojej natury. Tłumienie faktów i rzeczywistych uczuć to największy błąd, jaki może pani popełnić. One i tak w końcu wyjdą na jaw, być może w najbardziej nieodpowiednim momencie. — Założył ramiona na piersiach i zaczął mówić zmienionym głosem, niższym i wyraźnie przyciszonym. — Tak jak opowiadałem pani przy naszym pierwszym spotkaniu, każdy ma w sobie pierwiastek zła. U pani granica ta przebiega wyraźniej niż u innych, ze względu na czystość magii, która w pani krąży. Fakt, że pierwszą pani myślą było zabicie owada, bynajmniej nie świadczy o pani źle. On świadczy o potędze danego zaklęcia, o jego wysuwaniu się przed inne, o jego naturalnej dominacji. To pani wybór pozwala na ocenę, a nie możliwości, jakie pani posiada.
Zapadła głęboka cisza, przerywana od czasu do czasu cichym buczeniem pszczoły, która próbowała wzlecieć na nowo.
— Wspaniale było, panią poznać, panno Moon — powiedział w końcu Imnifay, podchodząc do niej i wyciągając rękę. Dominika wstała i szybko ją uścisnęła, nie odwzajemniając jednak uśmiechu. — Jest pani niesamowicie zdolną i utalentowaną osobą i z pewnością usłyszę jeszcze o pani, kiedy tylko uświadomi sobie pani swoje predyspozycje. Mam nadzieję, że dojdzie do tego szybko, jak również do naszego kolejnego spotkania. Dziękuję za tak owocną współpracę. — Skłonił lekko głowę i dopiero wtedy puścił jej dłoń.
— Dziękuję, panie profesorze — powtarzała jak we śnie, wciąż czując porażającą bezradność. — Dziękuję.

* * * * *

Lily zamknęła oczy i przesunęła końcem pióra wzdłuż krawędzi nosa. James Potter jak zwykle doprowadzał ją do szału i mimo że często powtarzała sobie, że już dawno powinna się do tego przyzwyczaić, jego pyszałkowaty sposób bycia nieodmiennie chwiał jej równowagą psychiczną. Rozchyliła powieki i wbrew swoim szczerym nadziejom, zobaczyła go, wciąż opartego o gzyms kominka.
— To była bułka z masłem. Egzamin z teleportacji mógłbym zdać w każdej chwili.
Ruda prychnęła demonstracyjnie głośno znad swojego eseju i ze złością wycisnęła kilka słów na pergaminie. Pełne samouwielbienia spojrzenie Pottera powędrowało w jej kierunku.
— Nie zamartwiaj się, Liluś. Jestem pewien, że gdybyś miała ukończone siedemnaście lat, byłabyś niewiele gorsza ode mnie — zapewnił, rozkoszując się szeroką gamą grymasów na jej lekko piegowatej twarzy.
— Słuchaj, zarozumialcu, a może byś tak uwolnił mnie od tej tortury i przeszedł się na krótki spacer? — zapytała, nie podnosząc wzroku, chociaż pióro stało w miejscu, dygocząc lekko.
— Chętnie, jeśli pójdziesz ze mną. To jak będzie?
— Zgadnij — rzuciła jadowicie, zerknąwszy morderczym wzrokiem na Blacka, który najwyraźniej świetnie się bawił. — A ty może zainteresowałbyś się oddaniem lektur pani Pince. Już dawno przekroczyłeś termin zwrotu.
— Och nie, i co teraz? — zakpił Syriusz. — Nie będę mógł wypożyczać książek. A tak się składa, że mogę sobie stamtąd zabrać co zechcę i kiedy zechcę.
James rzucił mu szybkie spojrzenie, ale pierwszy zainterweniował Remus.
— Wiesz co, Łapo, ja chyba też muszę oddać Mutacje na poziomie anatomicznym, więc możemy to załatwić przy okazji — powiedział, klepnąwszy przyjaciela w ramię.
Black wzruszył lekceważąco ramionami, ale podniósł się z fotela i nonszalancko, ostentacyjnie demonstrując brak entuzjazmu, pomaszerował za Lupinem.
Lily podejrzliwie spojrzała na Pottera. Jego orzechowe oczy zwęziły się w uśmiechu.

* * * * *

W gęstniejącej ciemności zanurzyli się w dolinę. Śnieżysty Potok płynął wzdłuż jej zachodniego skraju i wkrótce osiągnęli bród, gdzie płytka woda głośno obijała się o kamienie. Przejścia pilnowali strażnicy, którzy wynurzyli się z cienia na widok nadjeżdżających, a widząc monarchę, wołali radośnie…
— Siemasz, Moon!
Dominika głośno zachłysnęła się powietrzem, odruchowo zatrzaskując księgę. Kiedy podniosła spłoszone spojrzenie, spotkało się ono z czarnymi oczami Syriusza.
— Do diabła — powiedziała zirytowana. — Czy ty zawsze musisz mnie tak potajemnie nachodzić w najmniej odpowiednim momencie? Myślałam, że to znowu Pince.
— Ha. A mnie się wydaje, że wybieram same najlepsze. Też masz zatargi z naszą słodką bibliotekarką?
— Skąd — parsknęła Dominika, dla której biblioteka była swoistą świątynią, do której pielgrzymowała częściej niż Syriusz uważał za stosowne. — Ten szlaban to najlepsza rzecz w moim życiu. Naprawiam książki, wiesz. — Zamachała nonszalancko różdżką, wskazując obszar swojej pracy. Black wstrzymał jej dłoń w momencie, kiedy z różdżki posypały się iskry niebezpiecznie blisko sterty woluminów. — Przyklejam okładki, poluzowane kartki, takie tam. Aż dziw, co ci uczniowie robią z tymi biedactwami — westchnęła, patrząc z czułością na brudne, wytłaczane grzbiety.
Gryfon skrzywił się z niesmakiem.
— Brzmisz jak Pince albo Plumpton. Jeszcze trochę i zacznę się wstydzić, że pozwalam ci z nami siedzieć przy stole.
Moon zignorowała tę uwagę bądź zwyczajnie nie usłyszała jej, ponownie otwierając książkę i uważnie oglądając tekst.
Syriusz patrzył na nią przez chwilę, po czym przeniósł wzrok na niezbyt imponującą kupkę pieczołowicie ułożonych ksiąg.
— Tyle udało ci się zrobić? — zapytał kpiąco. — No, to musi być wyjątkowo ciężka praca. Gdzie tam szorowanie pucharów w Izbie Pamięci, to jest dopiero harówka.
Dominika spłonęła rumieńcem.
— No bo… No… — odezwała się cicho. — Otwieram książkę, żeby zobaczyć czy wszystko z nią w porządku, prawda, a ona nagle okazuje się tak interesująca i jakby nagle nie potrafię się powstrzymać, żeby… No wiesz. A Pince ciągle mnie sprawdza.
— Jakby nagle — powtórzył w zamyśleniu Black, przyglądając jej się z politowaniem. — Wiesz co, kochana, najlepiej będzie jak umówię cię na wizytę u starego, dobrego Munga.
— Nie wiem kim jest Mungo, a teraz spadaj, bo mam absorbujący szlaban.
— To szpital, Moon, szpital. Mają tam specjalny oddział dla świrów.
— A tak, rzeczywiście — odparła dziewczyna nonszalancko, nie odrywając wzroku od pożółkłej karty. Syriusz nie był pewien czy w ogóle dotarł do niej sens jego wypowiedzi. W każdym razie nie zapowiadała się ani ciekawa pogawędka, ani nawet przyzwoita kłótnia, więc leniwie odmaszerował do biurka bibliotekarki, przy którym Lupin wypożyczał książki. Kiedy pani Pince z uwagą oglądała kartę Lunatyka, jakby nie był tu stałym bywalcem od sześciu lat, ktoś klepnął Syriusza w ramię.
— Hej, Black! — Odwrócił się i zobaczył przed sobą kapitana quidditchowej drużyny Gryfonów.
— Middleton. Cześć.
— Słuchaj, za tydzień, jak wszyscy wiemy i pamiętamy, szykuje nam się mecz ze Slytherinem. Chciałbym zrobić przynajmniej trzy dodatkowe treningi przed rozgrywkami. Mógłbyś to przekazać Potterowi i Kidney’owi? Jakoś trudno mi ich ostatnio złapać.
— Jasne — odparł Syriusz bez mrugnięcia, świadomy, że przez ostatnie dni on i James z premedytacją unikali Malcolma. Mieli ciekawsze rzeczy na głowie niż nużące treningi, zwłaszcza że byli na tyle pewni swoich umiejętności miotlarskich, że uważali owe spotkania za stratę czasu, przynajmniej dopóki pogoda była beznadziejna.
Już miał odwrócić się, żeby ponaglić Lupina, kiedy kapitan zatrzymał go gestem.
— Mam do ciebie jeszcze jedną sprawę. Widziałam jak rozmawiasz z tą blondynką, Dominiką. Często ją widzę w tej bibliotece, w końcu niedługo OWUTEMy, ale wiesz… — Podrapał ucho w zakłopotaniu. — Nie za bardzo wiem jak do niej zagadać, bo to chyba strasznie banalne gadać o książkach w bibliotece, no nie? Może mógłbyś mi powiedzieć czym ona się interesuje, podrzucić jakiś temat…
Black zgromił go spojrzeniem. Middleton był wysoki, niebieskooki, podobno w damskich kręgach uchodził za całkiem przystojnego i interesującego chłopaka. A tu nagle życzy sobie jego pomocy w podrywaniu Moon! Niedoczekanie. I pomyśleć, że dał się nabrać, że Moon tylko się tu uczy i odrabia szlabany! Oczywiście, uczy się, raczej strzela oczami znad książek i prowokuje. O nie. Jako jej przyjaciel, Łapa stanowczo stwierdził, że po pierwsze dziewczyna nie ma czasu na jakieś romanse, kiedy tuż przed nią SUMy, a poza tym Middleton nie był dla niej odpowiedni. Co miał przeciwko niemu? Syriusz nie wiedział, ponieważ nie miał teraz czasu, żeby się nad tym zastanawiać. Malcolm patrzył na niego wyczekująco i wyraźnie oczekiwał odpowiedzi.
— Hm — mruknął Black, żeby zyskać na czasie. Wymyślone wcześniej argumenty raczej nie zniechęciłyby tego Gryfona, więc koniecznie musiał szybko spreparować coś lepszego. Nagle doznał olśnienia. — Słuchaj, rozumiem twoje wątpliwości, ale sprawa jest z góry przegrana. — Z udawanym współczuciem spojrzał na pełną niedowierzania minę Malcolma i pokiwał głową. — Poza biblioteką ona często przebywa z taką jedną przyjaciółką. No wiesz, Macmillan, taka sobie brunetka. No i ona, wiesz… — Syriusz zamachał wymownie rękami, ale nie widząc zrozumienia na twarzy Gryfona, westchnął. — Ma nieco inną orientację. Przykro mi.
Chłopak wytrzeszczył na niego oczy, ale zanim zdążył wykrztusić cokolwiek, Syriusz rzucił pospiesznie kilka słów pożegnania i pomaszerował za niczego niepodejrzewającym Remusem.
— Kolejna brawurowa akcja najlepszego pałkarza Gryfonów! Punkt! — zaintonował cicho.

* * * * *

Niewielką salę na szczycie Wieży Północnej charakteryzowała zazwyczaj atmosfera pełna niechęci i znudzenia. Owego marcowego popołudnia nie było inaczej, dodatkowo jednak zwykła cisza zakłócana melodiami wysłużonego gramofonu, mętniała i nikła przy dźwiękach przewracanych leniwie kartek. Tego jednak nie można nazwać niepodważalną normą.
— Nie wierzę, no, nie wierzę — mamrotała raz po raz Dominika, niecierpliwie przerzucając bladożółte strony podręcznika. — To musi tu być. To musi być wykonalne i ja muszę mieć dowód.
— Odbiło ci — stwierdziła Patricia ze stoickim spokojem, pakując kolejnego ślimaka-żelka do ust.
— Wcale nie, najwyższy czas, żeby ktoś zaczął podchodzić poważnie do wróżbiarstwa — zaoponowała Evans. — Okay, zakładanie, ze każdy z nas ma talent do przepowiadania przyszłości mija się z celem, ale przedmiot to jednak przedmiot i wpływa na naszą przyszłość, która już niedługo…
— Lily, błagam cię — warknęła Moon. — Zaraz oszaleję, więc nie mów mi o mojej przyszłości, kiedy muszę znaleźć kupkę popiołów w podręczniku analogiczną do kupki popiołów przede mną.
Ruda wzruszyła ramionami i niby przypadkiem szturchnęła leżący przed nią poszarzały proszek, po czym bystro zajrzała do książki.
— Lepsze to niż odprawianie takich huncwockich występów — powiedziała, skrobiąc pospiesznie notatki.
Dominika zerknęła pożądliwie na jej pergamin, ale nagle coś szturchnęło ją mocno w bok.
— Potter — burknęła, widząc znajomy błysk szkieł tuż obok swojego pufa. — Spadaj.
— Słuchaj, mam do ciebie interes.
— W to nie wątpię, ty zawsze masz jakiś interes jak do mnie przychodzisz. Lily, jak myślisz, czy mój popiół zaczął nagle odpowiadać kombinacji „uważaj na niewłaściwie znajomości”?
— Czy ty nie możesz po prostu… — zaczął okularnik z niechęcią, wpychając się niezgrabnie pomiędzy sąsiadujące pufy. Wtem jego ręka zsunęła się na blat tak niefortunnie, że wylądowała dokładnie pośrodku przedmiotu badań Dominiki, co wywołało pełen rozczarowania okrzyk zarówno z jego ust, jak i ze strony poszkodowanej.
— Ty durniu, coś ty zrobił! — syczała, próżno usypując nową kupkę popiołu, bo przy ich stoliku pojawiła się zagniewana profesor Tattle.
— Potter, huncwocie zatwardziały, precz na swoje miejsce! — powiedziała rozdygotanym głosem, biorąc się pod boki. Dominika z ponurą miną obserwowała szkarłatne plamy, które kolejno wykwitały na policzkach czarownicy. — Panno Moon, ignorancja w zakresie wróżbiarstwa nie usprawiedliwia braku szacunku do przedmiotu. Odejmuję Gryffindorowi dziesięć punktów za każde z was.
— Super — mruknęła dziewczyna, końcem różdżki rysując esy-floresy w resztkach poszarzałego proszku.
Przecież nigdy nie zdobędzie dowodów na nieuczciwość nauczycielki wróżbiarstwa, kiedy wszystkie swoje niepowodzenia będzie mogła zrzucić na wygłupy Huncwotów i własny brak zaangażowania. W porządku, byli też inni uczniowie, ale nie każdy miał ochotę chwalić się stopniami, zresztą powinna to sobie udowodnić na największej liczbie przypadków, a najlepiej osobiście. Wciąż brakło jej uzasadnienia stronniczości Thelmy Tattle, ale wierzyła, że kiedy zdobędzie wszystkie niezbędne dane, rozwiązanie znajdzie się samo.
Pozostałe kilkanaście minut zajęć przesiedziała w milczeniu pełnym niezbyt optymistycznych myśli, więc kiedy zabrzmiał dzwon oznajmiający koniec lekcji, podniosła się ze swojego miejsca z wyraźną ulgą. Pożegnała przyjaciółki i, demonstracyjnie ignorując Huncwotów, zeszła po drabinie i ruszyła wąskim korytarzem pełnym zakrętów i pustych ram obrazów. Kiedy zerknęła na swój plan w celu sprawdzenia numeru sali, w której miały odbyć się kolejne zajęcia, coś mocno pociągnęło ją za łokieć i bez trudu wciągnęło za jedne z niepozornych drzwi tkwiących w kamiennej ścianie. Natychmiast wyszarpnęła różdżkę z kieszeni i stanęła w lekkim rozkroku.
Uniosła brwi widząc Jamesa i Syriusza, ale nie opuściła różdżki.
— Czego chcecie? — zapytała ostrożnie, ukradkiem rozglądając się dookoła. Jak na komórkę na miotły była całkiem obszerna. Plumpton musiał mieć ubaw. Za jej plecami stały wysłużone miotły i jakieś wiaderka, wszędzie wokół walały się kolorowe butelki z magicznymi wywabiaczami.
Huncwoci wymienili się znaczącymi spojrzeniami.
— Słuchajcie, nic wam ostatnio nie zrobiłam, za to wy psujecie mi karierę wróżbitki, więc wolałabym mieć z wami nieco mniej kontaktu w najbliższym czasie.
— W tym rzecz, Moon. — Syriusz objął ją ramieniem. — Liczymy na zacieśnienie kontaktów.
Dominika spojrzała na niego z ukosa. Takie gesty kojarzyły się jej z nachalnymi akwizytorami sprzedającymi podejrzane odkurzacze.
— To znaczy?
— Nie wątpimy w twoją niebywałą ambicję i inteligencję, dlatego chcielibyśmy zasięgnąć twojej eksperckiej opinii w pewnej istotnej sprawie — powiedział wyniośle James, nonszalancko zakładając ramiona na piersiach.
— Nie bajeruj mnie, tylko mów konkrety i wynośmy się stąd, bo mnie te tutejsze specyfiki podduszają.
— Chcemy, żebyś wybrała się z nami do Zakazanego Lasu i pomogła nam znaleźć pewne składniki — oświadczył spokojnie Black, przemawiając do wiadra, które właśnie przestawiał, żeby zająć wygodniejszą pozycję.
Dominika otworzyła usta, zamierzając przypomnieć im, że to nielegalne i mogą mieć kłopoty, ale szybko zrozumiała jak idiotycznie to zabrzmi, więc je zamknęła.
— Dlaczego akurat ja mam wam pomóc? — Skrzywiła się z niechęcią. Zakazany Las nigdy specjalnie jej nie kusił, zwłaszcza kiedy pomyślało się, czemu właściwie jest zakazany oraz co, poza zwykłymi dzikami i jeżami, może w nim sobie mieszkać.
— Nie łudź się, Moon, nie przychodzimy do ciebie dlatego, że jakoś szczególnie cię lubimy. — Potter nie odmówił sobie złośliwego uśmiechu. — Żaden z nas nie chodzi na zielarstwo. No, może poza Glizdogonem, ale jego wiedzy nie możemy ślepo zaufać, sama rozumiesz, nie otrulibyśmy się na własne życzenie. Lilunia też je olała, więc jesteśmy w nieprzyjemnej sytuacji.
— Patricia ma zielarstwo — odezwała się chłodno.
— O! I po problemie. — James klasnął w ręce. — Chodź, Łapciu, jaka szkoda, że nie mamy planu Macmillan, byłoby o wiele szybciej i przyjemniej.
— A mój macie? — zdziwiła się Dominika, ale Syriusz zainterweniował natychmiast, roztaczając przed nią perspektywy urokliwej wycieczki i poszerzania wiedzy praktycznej.
Blondynka zawahała się. Nieszczególnie lubiła łamać zakazy Dumbledore’a, ale zwykle nie miała też większych wyrzutów sumienia, jeśli to się czasem zdarzyło – Huncowci bywali przekonujący, kiedy im na czymś zależało. Zresztą perspektywa zobaczenia na własne oczy roślin, które do tej pory widziała jedynie w podręcznikach albo jako zasuszone ingrediencje do eliksirów…
Nerwowo przestąpiła z nogi na nogę. Huncwoci kiwali zachęcająco głowami.
Ach, przecież wymkną się tylko na trochę i na pewno nie będą zagłębiać się w Las, na skraju pewnie znajdą wszystko, co będzie potrzebne.
— A kiedy? — Oczami wyobraźni widziała już junipery i wiciokrzewy zamiast twarzy Pottera.
— Dziś w nocy.

* * * * *

— Nie wiem, czy to taki dobry pomysł — mruknął James, siedząc na łóżku w dormitorium szóstoklasistów i beznamiętnie przyglądając się staraniom Syriusza szukającego plecaka. Nagle z poziomu podłogi dał się słyszeć stłumiony okrzyk triumfu, szybko zastąpiony szpetnym przekleństwem, kiedy Black uderzył głową w drewnianą kolumienkę.
Potter, nie doczekawszy się odpowiedzi, ciągnął swoje głośne rozważania.
— No wiesz, żeby pokazywać jej pelerynę. Jak dla mnie, to już zbyt duże wtajemniczenie.
— Rogaczu, czy mógłbyś się łaskawie zamknąć i zastanowić nad swoimi problemami gdzie indziej? — wysapał ze złością Remus, unosząc głowę znad poduszki. — Niektórzy o tej godzinie śpią.
— A jak inaczej zamierzasz ominąć nocne patrole? — zapytał Syriusz, kompletnie ignorując uwagę Lupina, najwyraźniej zajęty wysypywaniem zawartości plecaka na podłogę.
Potter niechętnie wzruszył ramionami.
— Może od razu dajmy jej Mapę, pokażmy tajne przejścia, nadajmy ksywę i załóżmy oddzielną kartotekę u Plumptona…
— Rogacz, oszalałeś? — Black wreszcie spojrzał na przyjaciela. — Przecież sami ją na to namówiliśmy. I nie ma mowy, żeby dołączyła do naszej paczki, nikt nie zamierza jej tego proponować. Zresztą nie sądzę, żeby ona miała takie ambicje.
— Daj kwintopedowi palec, a zeżre ci rękę aż po łokieć — oświadczył filozoficznie okularnik, na co Syriusz spojrzał na niego z jeszcze większym zdziwieniem.
— Moja babcia zawsze tak mówiła.
Rozległo się ciche stukanie. James machnął ręką i podniósł się z łóżka z męczeńskim westchnieniem.
Kiedy otworzył drzwi, do środka wsunęła się Dominika. Wyglądała na bardzo podekscytowaną, gdy omijała sterty ubrań, żeby dotrzeć do pustego kawałka podłogi, ale nie to najbardziej rzucało się w oczy.
— Na jaja memrotka, Moon — powiedział Black, odkładając na bok plecak i przyglądając się jej w osłupieniu. — Wyglądasz…
— Jak garboróg — zaśmiał się James.
Dziewczyna nie przejęła się zbytnio tym komentarzem i uśmiechnęła się przepraszająco. Rzuciła okiem na swój odświętny strój: płaszcz, ciepłe skarpetki, szalik, obszerny plecak oraz mnóstwo szklanych podzwaniających cicho fiolek, pozawieszanych na cienkich linkach.
— Pomyślałam, że to świetna okazja, żeby zdobyć rzadkie składniki eliksirów, no wiecie, do użytku dormitorialnego. — Cisza, która zapadła po tym oświadczeniu, zmusiła ją do dodania buntowniczym tonem. — Chyba nie myśleliście, że nadstawię dla was kark bezinteresownie. Też przyda mi się parę rzeczy!
— Jasne. — Syriusz zarzucił na plecy piękną, czarną pelerynę obszytą srebrzystym futrem i sięgnął po plecak. — Dobrze, dziewczęta, bierzemy się do pracy.
Potter, mamrocząc coś nienawistnie pod nosem, sięgnął po kawał skrzącego się, cienkiego materiału.
— Ooch! Co to? — Dominika wytrzeszczyła oczy, patrząc na artefakt w zachwycie.
— Peleryna-niewidka – powiedział z dumą James, najwyraźniej mimowolnie zadowolony z wrażenia, jakie na niej wywołał. — Od lat jest w mojej rodzinie. Wskakujcie.
Tłocząc się z wyraźnym dyskomfortem pod niezbyt obszerną peleryną, zaczęli powoli wycofywać się do Pokoju Wspólnego. Moon nie mogła powstrzymać się od cichego komentowania tak wspaniałego wynalazku jak niewidka, jednocześnie podzwaniając swoimi fiolkami i przy świetle różdżki oglądając listę pożądanych przez Huncwotów roślin.
— To niesamowite, że w tym lesie można znaleźć takie… Auć, to moja stopa!
— Przepraszam — jęknął Syriusz.
— Nie martwcie się — szepnął James, całym ciężarem ciała napierając na wrota wejściowe. — Jak będziemy w lesie, zdejmiemy pelerynę, przecież cokolwiek tam jest, i tak nas wyczuje.
— Jak to? — zapytała ze zgrozą Dominika, ale nikt jej nie odpowiedział. Nagle wsparcie dwóch rosłych młodzieńców przestało jej wystarczać. Poczuła na sobie ciepło Syriusza, kiedy sięgnął za nią, żeby szczelniej zaciągnąć pelerynę. Wzdrygnęła się lekko i namacała różdżkę w kieszeni płaszcza.
Odetchnęła głośno orzeźwiającym, nocnym powietrzem. Niebo wydawało się zupełnie czarne poza jego zachodnią częścią, gdzie lśnił srebrzysty sierp księżyca, otoczony fioletowymi i granatowymi strzępami chmur. Panowała cisza, zakłócana niekiedy szuraniem stóp o podłoże skąpo poznaczone zalążkami trawy.
Kiedy doszli do skraju Zakazanego Lasu, drzewa wydawały się proste, dumne i obojętnie nieruchome. Dominika zastanawiała się, czy to możliwe, że oprócz swojego nerwowego oddechu pod peleryną słyszała też płytkie tchnienia Jamesa i Syriusza, lecz jej wszystkie chaotyczne myśli urwały się, kiedy przekroczyli próg lasu.
Nagle jej zmysły wyostrzyły się rozpaczliwie, więc wzdrygnęła się, kiedy dziwnie śliska i półmaterialna peleryna ześlizgnęła się z jej ramion i powędrowała do plecaka Jamesa. Wzrok z trudem przyzwyczajał się do nowej rzeczywistości, jednak dostrzegała jeszcze powykrzywiane sęki i nierówności kory. Drzewa pachniały ziemią, na ich gałęziach jeszcze nie pojawiły się liście, lecz gdzieniegdzie czuć było aromatyczne igliwie. Któryś z chłopców zażartował swobodnie, ale tego Moon już nie dosłyszała zbyt zajęcia zadzieraniem głowy i uporczywym wbijaniem wzroku w nieprzeniknioną ciemność. Po chwili Syriusz ujął ją pod ramię i poprowadził w głąb lasu.
Miejsce było niesamowite. Gdyby nie myśli o akromantulach i wilkołakach, które teoretycznie mogły czaić się za każdym kolejnym krzakiem, może nawet czerpałaby przyjemność z maszerowania stabilnym, wychodzonym szlakiem. Tymczasem kurczowo trzymała Blacka za ramię, a Pottera za pasek u plecaka. Chłopcy rzucali bladoniebieskie światło na ścieżkę wzdłuż której kłębiły się drobne rośliny i krzaki. Dalej Moon starała się nie patrzeć zbyt często, bo giętkie cienie ślizgały się po pniach drzew, za to wciąż rzucała spojrzenia za siebie, upewniając się czy księżyc oświetla jeszcze skraj lasu. W końcu stwierdziła stanowczo, że zaszli już wystarczająco daleko i czas przerwać ten nastrojowy spacer, o czym nie omieszkała się poinformować towarzyszy.
— Słuchaj, Moon, jest jedno miejsce, gdzie mogłabyś sobie pohasać, ale… — James urwał, widząc jak Syriusz przewraca oczami. — No dobra, jak chcesz, to możesz zacząć szukać rzeczy z listy. Ale nie odchodź za daleko i miej różdżkę pod ręką.
Dominika zignorowała fakt, że jest traktowana jak niezbyt rozumne dziecko, i postanowiła wziąć się w garść. W końcu wokół nie dało się słyszeć żadnych niepokojących głosów, więc na razie nie musiała się niczym martwić. Użyła Lumos i rozejrzała się. Stąd i zowąd wyglądały liście różnych wielkości i kształtów, nietknięte przez mróz, więc nie dziwiła się Huncwotom, że poczuli się zdezorientowani. Przykucnęła i po kolei, systematycznie zaczęła badać rośliny.
Młody Black krążył w okolicy, zataczając coraz większe kręgi wokół Moon. Początkowo, kiedy zobaczył przerażenie w jej oczach, podwójnie lśniące w blasku księżyca, żałował propozycji wyprawy do Zakazanego Lasu, ale teraz zmieniał zdanie, widząc jak dziewczyna wzdycha na widok kolejnych sadzonek, które pakowała do swojego plecaka.
— Syriuszu! — Usłyszał podniecony szept kilka stóp dalej.
Znalazł skuloną pod drzewem Dominikę i przykucnął. Dziewczyna w jednej ręce ściskała różdżkę, której promień padał na roślinę, którą trzymała w drugiej dłoni. Wyglądała jak wysoki, niezbyt urodziwy chwast, skąpo wyposażony w liście i kielich z ciemnym środkiem na samym czubku. Wydawało mu się, że gdzieś już ją widział.
— To lulek czarny. Nazywany śpiącym zielem albo…
— Świńską fasolą? — mruknął, przypomniawszy sobie jedną z nielicznych sentencji profesor Sprout, które zalegały mu w pamięci.
— Zgadza się! — pisnęła Gryfonka, uśmiechając się jeszcze szerzej. Syriusz poczuł się, jakby wyjątkowo celnie odbił tłuczka, decydująco wpływając na wynik meczu. Usta wygięły mu się lekko. — To niesamowite, że udało się nam go znaleźć. To znaczy, nie był na waszej liście, ale jest bardzo silnym środkiem uzdrawiającym, niezbyt rzadkim, co prawda, ale też nie każdy potrafi odróżnić go od zwykłego szkodnika…
— Moon, mogłabyś się pospieszyć? — To James stanął nad nimi ze srogą miną. — Właśnie marzną mi części ciała, o których damy nie powinny słyszeć.
Dominika zaśmiała się nerwowo, wracając do rzeczywistości pełnej powyginanych gałęzi i ukrytych potworów, a Syriusz skwapliwie pomógł jej wstać i otrzepać szatę z kawałków kory. Wydawało mu się, jakby ciepło z jej dłoni spłynęło wprost do jego piersi, ale chwila ta nie trwała długo – dziewczyna odwróciła się szybko i zagarnęła poły płaszcza, wracając w stronę ścieżki. Black westchnął cicho i ciężkim krokiem poszedł za nią.
James przodował niewielkiemu orszakowi, bez wahania idąc szlakiem, który coraz częściej ginął w gęstych, kolczastych krzakach. Przez dłuższy czas szli w milczeniu, stopniowo tracąc orientację w kwestii godziny, a w przypadku Dominiki również miejsca, bowiem Potter w pewnym momencie skręcił ostro i zaczął kluczyć między drzewami coraz gęściej piętrzącymi się przed ich oczami. W pewnym momencie Gryfonka zatrzymała się gwałtownie, słysząc szelest wśród gałęzi, a Black wpadł na nią bezwiednie. Musiał przysiąc na własną matkę, że to była tylko wiewiórka, kiedy próbował ją przekonać do dalszej drogi. W duchu śmiał się do rozpuku, świadom, jak bezwartościowa jest to przysięga.
Po długich chwilach i krótkich wątpliwościach James zatrzymał się. Światło z jego różdżki nagle rozprzestrzeniło się i rozmnożyło. Przed nimi migotała nieprzenikniona tafla jeziora.
— No, pani zielarko. — Okularnik zatarł ręce i wypchnął ją do przodu. — Im szybciej je znajdziemy, tym mniej potworków znajdzie nas.
Syriusz parsknął na widok nietęgiej miny Dominiki.
— Rozdzielmy się — powiedziała głucho. — Powiem wam, czego macie szukać, ale nie odchodźcie poza zasięg wzroku, jasne?
Wydawszy chłopcom łopatologiczne instrukcje, wzięła się pod boki i rozejrzała wokół. Jezioro było nieduże, nie sposób było jednak odgadnąć, czy jest głębokie. Nieco niepokojące wrażenie sprawiał fakt, że jego tafla marszczyła się nieustannie, jakby pod wpływem wiatru, które nie mógł mieć tu dostępu. Nieco na lewo znajdował się obszar, na którym drzewa rosły znacznie rzadziej, przechodzący w polanę. Tam skierowała swoje kroki, na sam koniec zostawiając zdobycie pręcików czarnych lilii, które mogły czaić się gdzieś na powierzchni jeziora.
— Oho, betel — powiedziała po chwili zadowolona. Zebrała szybko kilka liści i wcisnęła je do kieszeni. Co jakiś czas znajdowała kolejne przydatne ziele, teraz jednak starała się szukać konkretnych rzeczy z listy, inaczej bowiem spędziliby w lesie całą noc. Posuwała się systematycznie po kilka stóp, uważnie wypatrując znajomych kształtów w bladoniebieskim świetle różdżki. W pewnym momencie usłyszała ciężkie stąpnięcie.
— Syriusz? — zapytała niepewnie i rozejrzała się. Żaden z chłopców nie znajdował się na linii jej wzroku. Przełknęła ślinę i odezwała się niemal bezgłośnie. — James?
Podniosła się z klęczek i znieruchomiała. Nagle brak odgłosów przestał wydawać się jej taki korzystny. Jakby w odpowiedzi na ten wniosek, dziwny dźwięk powtórzył się.
Zacisnęła palce na różdżce i zaczęła powoli wycofywać się w kierunku, w którym – miała wrażenie – powinno znajdować się jezioro. Wszystko wokół skrywała ciemność, przecinana jedynie cienkim strumieniem światła, które rzucała różdżka, rozpaczliwie kierowana w coraz to nowe strony.
— Huncwoci, jeśli to wy… — wyszeptała, czując jak łzy ściskają jej gardło.
Nagle rozległa się seria głuchych uderzeń o ziemię i dziewczyna wreszcie zlokalizowała ich źródło. Odwróciła się błyskawicznie w tamtym kierunku i cofnęła o kilka kroków.
Tuż przed nią stała legendarna, dumna i smukła postać, porażająca jednocześnie wrażeniem piękna i dzikości zamkniętych w jedynym ciele.
— Witaj, Dominiko — uśmiechnął się centaur.
Moon nie odezwała się. Chaotycznie przypominała sobie wszystko, co kiedykolwiek przeczytała o tych stworzeniach, ale nagle wiedza książkowa okazała się zupełnie bezużyteczna. Stała sztywno, bojąc się odwrócić wzrok od niespodziewanego towarzysza i wykonać jakikolwiek ruch.
Spojrzenie centaura powędrowało w kierunku jej różdżki, którą kurczowo ściskała w dłoni, nie potrafiąc zrobić z niej żadnego użytku.
— Nie obawiaj się, nie zrobię ci krzywdy. — Jego usta rozciągnęły się w jeszcze szerszym uśmiechu. Gdyby nie tułów konia, byłby bardzo urodziwym młodzieńcem o harmonijnych, łagodnych rysach twarzy i kasztanowych włosach falami opadającymi na kształtne ramiona. Jego naga pierś wolno opadała i unosiła się, gładko przechodząc w lśniącą sierść. Pozwalał jej się obserwować, z uśmiechem wodząc za spłoszonym spojrzeniem, które w końcu zatrzymało się na jego dłoni. Ze swoistą gracją trzymał w niej rozłożysty kwiat czarnej lilii.
— Piękny i niebezpieczny zarazem — powiedział, a jego uśmiech przygasł. — Nie powinnaś spacerować nocą po lesie, Dominiko Moon. Wszystkie stworzenia bez trudu dosłyszały oddechy twoje i twoich towarzyszy.
— Przepraszam — odezwała się cicho, uznając, że najlepszą postawą w tej sytuacji jest pokora, którą być może jakoś przebłaga centaura, a potem znajdzie Huncwotów i raz na zawsze opuści Zakazany Las. Mężczyzna nie odrywał od niej zamyślonego spojrzenia i nawet nie mrugnął powieką, kiedy gdzieś niedaleko rozległ się tętent kopyt, a po chwili przy jego boku stanął kolejny centaur, niecierpliwie potrząsający jasną grzywą. Leniwie przeniósł spojrzenie na zszokowaną Dominikę, po czym odchylił głowę i głęboko odetchnął z zamkniętymi oczami.
— Merkury rozpoczął już swą drogę.
Następnie zgiął przednie nogi i uklęknął. Kasztanowłosy centaur pochylił głowę i położył rękę na sercu. Nie minęło kilka minut, kiedy pojawiła się reszta stada, zachowując się w podobny, niezrozumiały sposób. Część z nich miała przewieszone przez piersi łuki oraz kołczany, innym zwieszały się po bokach niewielkie sakiewki. Żaden już na nią nie patrzył i nie odzywał się. Taki stan utrzymywał się przez kilka niemiłosiernie długich chwil. W końcu centaur z kasztanowymi puklami podniósł głowę i odezwał się, jakby ich rozmowa nie została przerwana.
— Nasze spotkanie od wieków było zapisane w gwiazdach — powiedział, wznosząc wzrok w stronę nieba, które na polanie prześwitywało między gałęziami. Jego towarzysze też zaczęli przyjmować naturalne postawy i patrzeć w górę. Dominika nie wiedziała, co odpowiedzieć na tak zagadkowe uwagi. — Tak, od wieków… Jednak wizyta Córki Ziemi wciąż jest wielkim zaszczytem dla rasy centaurów.
— Córki? — szepnęła Moon, a jej oczy mimowolnie rozszerzyły się jeszcze bardziej. Orzechowe tęczówki przyglądały jej się z krępującą powagą.
— Wszystkie stworzenia są dziećmi natury, ale tylko przez niektóre przepływa jej energia — odezwał się centaur o czarnych oczach. Nie powiedział jednak nic więcej. Odchylił głowę, jakby nasłuchiwał.
Wszystkie spojrzenia przesunęły się na skraj polany, gdzie stanął zadyszany Syriusz.
— O cholera — jęknął, patrząc na stado.
— Syriusz Black — powiedział łagodnie kasztanowłosy centaur. — Twoja gwiazda zawsze jasno płonie, skazana na wieczne spalanie.
Chłopak porozumiał się spojrzeniem z Dominiką, która lekko wzruszyła ramionami. Żaden z centaurów nie uklęknął przed Łapą, ale była prawie pewna, że tej nocy nie zrobią im krzywdy.
— Merkury rozpoczął drogę — westchnął jeden z ludzi-koni patrząc na niebo, po czym znowu wrócił do rzeczywistości. — Wracajcie do domu.
— Las to nie miejsce dla obcych — warknął czarnooki centaur, niecierpliwie ryjąc kopytem ziemię. Spojrzał na Dominikę bez cienia respektu, z którym zwracał się do niej jego poprzednik. — Nie każde stworzenie zna i szanuje niepisane prawa. Sama Natura nie ochroni swojej pośredniczki.
Moon uczyniła kilka chwiejnych kroków w stronę Syriusza, oglądając się na nieziemskie stworzenia, które teraz pojedynczo zagłębiały się w mrok. Część z nich nie spieszyła się jednak, przyglądała im się z nieskrywaną ciekawością, obchodząc ich półkręgiem, jakby otaczając.
— Do zobaczenia, Córko Ziemi — popłynął głos z nieprzeniknionej ciemności między drzewami.
Dominika przypadła do Blacka, ściskając mocno jego dłoń i wbijając uporczywe spojrzenie w jego oczy, dwa ciemne punkty w połyskującej bladością twarzy, która po chwili stała się jedynym jasnym obiektem na polanie. Syriusz odetchnął głęboko i schylił się. Kiedy stanął wyprostowany, w ręku trzymał czarną lilię.
— Znajdźmy Jima i zmywajmy się stąd — powiedział cicho.

32 komentarze:

  1. Wspaniały rozdział, jak zwykle. Bardzo podobało mi się spotkanie z Centaurami. ich zachowanie bardzo dobrze świadczy o tym, jak ważna jest Moon. Tylko ten jeden się dziwnie zchowywał, ale tak... to było naprawdę niespotykane. Wydaje mi się, że Syriusz ot tak tego nie zostawi. Jeśli już jesteśmy przy nim - myślałam, że umrę ze smiechu, jak wymyslił, że Dominika jest lesbijką. Faktycznie, tłumaczenie rozwiązujące sprawę, ale nie wiem, czy nie będzie z tego jakiegoś zamieszania xD Równie mocno rowaliło mnie "Mungo". Uwielbiam humor tego opowiadania. i nie tylko humor, jeszcze abrdziej uwielbiam wzruszenia, jalkie wywołujesz... Generalnie całą masę emocji, bo zawsze takie są! a już szczególnie jeśli w grę wchodzi moja ukochana para. Cieszę się też, że pojawił się krótki, bo krótki, ale jednak wątek dotyczący Lily i Jamesa. Poczytalabym nieco więcej na ten temat. ale Lily musi być zła, że Potterowi tak dobrze posżło na peirwszej lekcji teleportacji xD podziwiam Cię za częstotliwość dodawania tak długich notek, a przde wszystkim tak dobrych jakościowo, w takim tempie xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeej, dziękuję za tyle ciepłych słów, to dla mnie wspaniała motywacja :) No bo czy nie po to właśnie piszemy, żeby wywołać emocje? Jeszcze trochę i pęknę z dumy ;p
      Wątek Jily będzie pojawiał się tu i tam, a od wakacji między szóstą a siódmą klasą będzie go już całkiem sporo. Przy okazji, na horyzoncie majaczy już koniec części drugiej, hurra!
      Dziękuję za świetny komentarz i pozdrawiam,
      Eskaryna

      Usuń
  2. nienienienienienienie... Jakim, kuhwa, cudem?!
    Właśnie przyszłam na twojego bloga, żeby przeczytać zaległą notkę, a tu niespodzianka! Mam zaległe cztery rozdziały! Matko... wciąż nie wiem, jak to się stało. Bardzo cię przepraszam, Eskaryno.
    Naprawdę cię przepraszam. Obiecuję, że nadrobię zaległości, jak najszybciej!
    Zażenowana swym karygodnym zachowaniem,
    Zośka Kasterwil

    OdpowiedzUsuń
  3. *komentarz do rozdziału dwunastego, części drugiej*
    Hej, Kocie!
    Jestem ciekawa o co konkretnie chodzi z tym listem od ciotecznego brata Dom-Dom, że się tak wzruszyła. Wciąż nie mogę uwierzyć, że znajdowały się tam tylko życzenia urodzinowe, bo główna bohaterka, na mój gust, zachowała się trochu zbyt emocjonalnie. Ale nie zwracaj na mnie uwagi.
    Ja wszędzie doszukam się jakiś intryg i tajemnic xD
    Kompletnie zakochałam się w imprezie urodzinowej Moon.
    W wielu blogach o roczniku 60, gdy jakaś dziewczyna z grona przyjaciółek ,,Lilusi" ma birzdej, to Huncwoci robią popijawę, że ho, ho. Cały Gryffindor się bawi (a nawet inne domy), Ognista Whiskey leje się litrami, ktoś prędzej czy później zarzyga dywan, a potem wszyscy mają kaca. U ciebie tego nie było i choć na początku podchodziłam do tego trochę sceptycznie (no co? Przyzwyczaiłam się do takich huncwockich imprez urodzinowych xD), ale natychmiast stwierdziłam, że nawet dobrze zrobiłaś. Uniknęłaś schematów, a urodziny Dom-Dom i tak były radosne, ciekawe. Najlepsze były fragmenty z pijaną Dom-Dom i Syriuszem. No po prostu kocham! <3
    ,,— Kurczę, ale ja was kocham — wybełkotała. — Kocham ciebie, i Petera. I Remusa. Pottera też kocham, a dziewczyny…" Praktycznie zawsze śmieszą mnie fragmenty z pijanymi ludźmi. Autorzy (choć najczęściej autorki) mają wtedy szansę wykazać się swoim banalnym bądź niebanalnym poczuciem humoru, a ty tą szansę wykorzystałaś i efekty mnie naprawdę zadowoliły.
    Ach, nie zapomnijmy też o wszechwiedzącej Lily Evans... matko, jak ja sobie wyobrażałam ją w momencie gdzie ,,przyłapała" Łapę z Dom-Dom i patrzyła na nich z tym uśmieszkiem (( ͡° ͜ʖ ͡°)), to co chwila parskałam śmiechem! ,,Nie, wcale jej nie podrywasz, Syriuszu. Tak, tak. Oczywiście, że ci wierzę. Mhm..." wyobraziłam sobie jak to mówi i... nie no, uwielbiam to jak wykreowałaś Lily! Dziewczyna mądra, przyjacielska, nieco kokieteryjna, ale przede wszystkim urocza.
    Z tak dobrą kreacją tej rudej dziewoi już dawno (żartuję, nigdy się nie spotkałam z żadną kreacją Lily, która podobałyby mi się w stu procentach) się nie spotkałam. Dzięki tobie, wciąż wierzę, że blogowa Evans nie zawsze musi być wydzierającą się na wszystkich gwiazdeczką o nienagannie czystym sercu.
    Bardzo zaciekawiłaś mnie końcowym fragmentem rozdziału.
    Zburzyłaś nam idealną, sielską atmosferę, którą stworzyłaś podczas urodzin Moon, a dodałaś tajemnice, intrygi i ,,mhrok". Bardzo dobre posunięcie. Po takim czymś, czytelnik jest bardziej zaciekawiony i ma jeszcze większą ochotę na następny rozdział. No, to do zobaczenia w następnym komentarzu, hani!
    Zośka Kasterwil Nadrabiająca Zaległe Rozdziały

    OdpowiedzUsuń
  4. CZĘŚĆ PIERWSZA:
    *komentarz do rozdziału trzynastego, części drugiej*
    To znowu ja! Tak, tak. Wiem jak się cieszysz, ale przejdźmy do cytowania xD
    ,,[...] wszystko, w czym maczają palce Huncwoci, musi skończyć się źle." Przesadzasz (tak, wiem. Nie jesteśmy na Zielarstwie, żeby przesadzać), Moon. Wszystkim tamta impreza się podobała, a w szczególności zagorzałym fanom Syniki (do których, ekhem, się zaliczam. Ale to już szczegół)!
    Niedługo będziesz wspominała tą imprezę z szerokim uśmiechem na twarzy (co z tego, że większości wydarzeń nie będziesz pamiętać? XD) i opowiadała swoim dzieciom, jakie to krejzi party urządzali Huncwoci. Tak, ja wciąż wierzę w szczęśliwe zakończenie tej historii! Pozwól mi marzyć!
    ,,— Wyglądacie okropnie. Obie. — Evans wodziła wzrokiem od jednej przyjaciółki do drugiej, dając upust okrutnej fascynacji." Już sobie wyobrażam jej minę w tamtym momencie... ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Btw. Wspominałam, że uwielbiam twoją kreację Rudej? *to było pytanie retoryczne, bo cały czas rozpływam się nad tym jak genialnie została urządzona w twoim opowiadaniu*
    ,,Lily była niewiarygodnie irytująca, kiedy przechadzała się po pokoju składając swoje ubrania w równą kosteczkę. Miała nienaganną fryzurę i kpiący uśmieszek na twarzy." Ja się wciąż zastanawiam jak ta mała, ruda zołza *mówię to z wyjątkowo dziwną dla siebie czułością* nie miała kaca po wczorajszej nocy. Ciekawe czym przekupiła Rogacza, że dał jej eliksir na kaca... ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    ,,— Może w takim stanie wzbudzę ich litość, a James akurat będzie zajęty podróżą na Alaskę i nikt mnie nie wyśmieje." ... Ona na serio wierzy, że Rogacz nie będzie się z niej śmiał? Serio? XD
    *wiem jaka jest odpowiedź, ale nie mogłam się powstrzymać, żeby tego nie napisać*
    Nie no, ale punkt za pomysłowość, Moon. Nie spodziewałam się, że posuniesz się do tego, żeby wzbudzić w Huncwotach litość, mając na sobie jedynie kusą piżamkę.
    Dominika, ty grzesznico... ( ͡° ͜ʖ ͡°) *nie zwracaj na mnie uwagi, zawsze byłam zboczona*
    ,,Wspięła się ciężko na spiralne schody, czując jak stopy w skarpetkach rozjeżdżają się jej na wypolerowanej powierzchni." Tylko nie popełnij takiego błędu jak Sophie i nie próbuj wykonywać przeskoków w powietrzu na schodach, bo ta zdradziecka, śliska podłoga ci nie daruje! I będzie głowa boleć bardziej niż po wczorajszej imprezie, a tylko jedna z tych dwóch blondynek nie odczuwa bólu.
    Także ten, uważaj, Moon. Wierzę w to, że nie będziesz taką łajzą jak Zośka.
    ,,— Pif paf — zamruczał Potter, ukradkiem wysuwając różdżkę z rękawa i celując nią w niskiego Puchona dźwigającego stosik woluminów." Rozjebało mnie to ,,pif paf" XD
    Btw. Dlaczego to zawsze Puchony muszą być takimi ciotami i ofiarami żartów? Dlaczego? *pyta zrozpaczonym głosem mimo, że jest ze Slytherinu. A raczej z Slufendoru. Taka tam niezgodna B)*

    OdpowiedzUsuń
  5. CZĘŚĆ DRUGA:
    ,,Na znak różdżki Blacka, jedna ze zbroi zeszła ze swego postumentu i zastąpiła drogę ponurej Ślizgonce, która wrzasnęła i na wszystkie strony rozrzuciła Fasolki Wszystkich Smaków."
    Cofam to co powiedziałam. W twoim opowiadaniu nie ma dyskryminacji i wszyscy dostają równo po dupie xD
    ,,— Nie ma jej tu. Przecież jak nie widzi, mogę robić co mi się podoba, no nie?" James, ty rebelu.
    Lepiej uważaj, bo noc poślubną spędzisz sam na kanapie. Lily nigdy ci tego nie zapomni... XD
    ,,— Nie może pani rozkazywać naturze, panno Moon. Proszę użyć wewnętrznej sugestii. Proszę zaufać swojej intuicji, no dalej." ... co? Ja pierdzielę, nie dziwię się Dom-Dom, że chce stamtąd zwiać. Ja nie rozumiem nic z tej Białej Magii, a co dopiero... rozmawiać z roślinami. O kurde, lecę dalej czytać.
    ,,— Rzeczywiście — odezwał się bezlitośnie Black, po czym dodał uprzejmie: — Wal." ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    Nie zwracaj na mnie uwagi, ja wszędzie doszukam się dwuznaczności. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    ,,[...] pomijając początkowe uczucia do Charliego, które w chwili obecnej wydawały się dziwnie nieprawdopodobne i żenujące." Boże, w końcu to przyznała! Mogę żyć w spokoju! <3
    Ale Charlie ,,Ogrodnik" Gordon tak łatwo nie odpuści mimo, że Dom-Dom, ma go teraz w swej zgrabnej dupce. Ten skurczybyk nie odpuści tak łatwo. Ja to wiem.
    ,,— Stoi — powiedziała Moon z uśmiechem i wtuliła się w niego na moment." Aww... soł kjat *-*
    Pamiętasz jak mówiłam, że Dom-Dom nabrała więcej pewności siebie?
    Właśnie w tym to się ukazuje ♥
    ,,[...] zezując na Pottera, który wybrał ten właśnie moment na jedzenie fondue. Bez pomocy rąk."
    Ja pierdzielę, kocham tego gościa! Po prostu kocham! ♥ XD
    Ty wiesz. Dopiero teraz zobaczyłam jak bardzo zmieniła się Dominika od pierwszego rozdziału. Nie jest już tą ciepłą kluchą, nieśmiałą dziewoją. Nabrała więcej pewności siebie i stała się nawet taka... drapieżna. Podoba mi się to. Nawet bardzo. Czuję, że Huncwoci mają w tym sporą zasługę, ale moce Dom-Dom też mogły maczać w tym ,,palce" czy jakiekolwiek odnóża. Robi się ciekawie.
    A jak już mówimy o zdolnościach głównej bohaterki. Jestem ciekawa, kiedy to wszystko w niej eksploduje. Jak sam tytuł twojego opowiadania mówi, wszystko jest na skraju. Chcesz pokazać jak cienka jest granica między dobrem, a złem i jestem niezwykle ciekawa jak to wszystko się potoczy.
    O, kolejna rzecz, której jestem ciekawa.
    Dlaczego i skąd Dom-Dom ma te moce? Przyznajmy szczerze. To dziwne, żeby zwykła dziewczyna z mugolskiej rodziny miała, AŻ TAK wielką moc magiczną. Nie dyskryminuje tu mugolaków czy cuś, ale dla mnie wydaje się to trochę podejrzane. Może jest adoptowana? Chociaż... nie, raczej w to nie wierzę. Oj, Eskaryna... tyle pytań mi się nasuwa, a tak długo muszę czekać na odpowiedzi.
    Ale to nawet dobrze.
    Dzięki temu ,,zmuszasz" czytelnika, żeby został na twoim blogu dłużej i bardziej zgłębił się w historię panny Moon, bo raczej nie można opuścić takiego opowiadania, nie wiedząc jak się zakończy.
    Nie pomyślałabym, że jesteś taka przebiegła, honey!
    Kolejna ważna rzecz. Jestem pod wrażeniem tego jak Dom-Dom radzi sobie z tą mocą. Jestem pewna, że mi nie poszłoby tak dobrze jak jej. Główna bohaterka niektórych rzeczy musi dowiadywać się sama, eksperymentować... trzeba mieć do tego waginę (pamiętasz mój wcześniejszy, wcześniejszy cytat dotyczący jaj i wagin, nie? *o matko, to rzeczywiście źle brzmi XD* Ja o tym nie zapomniałam!).
    Albo odwagę jak kto woli.
    Oczywiście, nie mogło się obejść bez uroczych momentów Syniki. Serwujesz nam tak dużo słodyczy z nimi w roli głównej, że znając ciebie, niedługo zakończysz tą sielankę w sposób gwałtowny, niespodziewany i jedyne co nam pozostanie, to wspominanie uroczych momentów tej dwójki.
    A nie, czekaj. To bardziej w moim stylu, ale cicho XD
    Do zobaczenia w następnym komentarzu!
    Zośka Kasterwil Nadrabiająca Zaległe Rozdziały

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ,,Ale Charlie ,,Ogrodnik" Gordon tak łatwo nie odpuści mimo, że Dom-Dom, ma go teraz w swej zgrabnej dupce." ...
      Właśnie zdałam sobie sprawę z tego jak dwuznacznie to zabrzmiało. Wybacz, niszczę ci psychikę XD
      PS: Za dzisiejszy rozdział wezmę się pewnie jutro.

      Usuń
    2. Hej, kochana!
      Patrz, ile się tego nazbierało :p Tym bardziej jestem w szoku, że przeczytałaś i skomentowałaś tyle za jednym zamachem! Dziękuję :)
      Uwielbiam Twoje komnetarze, zawsze są bardzo zabawne i szczegółowe. Chyba najbardziej podobała mi się wzmianka o nocy poślubnej Jamesa na kanapie xD Co za przerażający pomysł!
      Jeej, jak się cieszę, że zauważyłaś powolną i żmudną przemianę Dominiki! To niełatwe, żeby nie przesadzić, ale żeby jednocześnie wszystko podążało pewnym określonym torem. W każdym razie zmiany będą postępowały, ale naprawdę bardzo mnie cieszy, że są zauważalne już na tym etapie :)
      Kurczę, zaskoczyłaś mnie tą wątpliwością, skąd moce Moon wzięły się w mugolskiej rodzinie. To znaczy nie mówię, że jest adoptowana, ale ktoś w przyszłości zada to ważne pytanie i jestem mile zaskoczona, że jesteś tak uważna i taka wątpliwość pojawiła się już teraz :)
      Bardzo dziękuję i przesyłam całuski!
      Eskaryna

      Usuń
  6. CZĘŚĆ PIERWSZA:
    Sama się sobie dziwię, że dałam radę wyrobić się z komentarzami dla ciebie jeszcze tego dnia. Ale cóż, mam akurat wenę, więc korzystam, bo potem może znowu zniknąć!
    *UWAGA! NADCHODZĄ MOJE TEORIE SPISKOWE! <3*
    Coś musi się kryć za tym nagłym odejściem Corneliusa i ja chyba domyślam się co! Była taka jedna scenka pod koniec rozdziału o urodzinach Dom-Dom... myślę, że ma ona związek z nauczycielem głównej bohaterki. Może ktoś mu groził? Tak, tak. Na pewno kryje się za tym coś poważniejszego. A któż zajmie miejsce Imnifaya? Przecież Dumbledore raczej nie może zostawić Dom-Dom samej, z tak ogromną siłą, która może nad nią zapanować *kolejna teoria spiskowa*. Okej, nauczyła się mniej więcej z niej korzystać, ale to wciąż za mało. Ona nadal potrzebuje takiego ,,przewodnika duchowego".
    Jestem ciekawa jak rozwiążesz tą kwestię. A może jej nie rozwiążesz i Dominika zostanie opętana przez tą Białą Magię? Ach... fajnie by było! ♥ Dobra, nie zwracaj na mnie uwagi. Wiesz jaka jestem.
    ,,Tłumienie faktów i rzeczywistych uczuć to największy błąd, jaki może pani popełnić. One i tak w końcu wyjdą na jaw, być może w najbardziej nieodpowiednim momencie." Mówiłam. Mówiłam, że za którymś razem Dom-Dom może zostać opętana przez Białą Magię! Ha, ha! Bam, bam, byczys!
    Wiedziałam, że tak będzie.
    ,,Fakt, że pierwszą pani myślą było zabicie owada, bynajmniej nie świadczy o pani źle." Nie, wcale. Słuchaj, dziecię drogie. To pierwsze objawy opętania, wierz mi. Czytałam wiele internetowych poradników z bezsensownych stron bez sprawdzonego źródła, więc wiem co mówię.
    Btw. Mam wrażenie, że ten cały profesorek z Dom-Dom już więcej się nie spotka. On zginie. Znaczy, tak myślę. Dobra, nie zwracaj na mnie uwagi. Naprawdę coś mi dzisiaj odwala i mózg mi siada.
    ,,[...] jego pyszałkowaty sposób bycia nieodmiennie chwiał jej równowagą psychiczną." Znam ten ból, honey. Ja też nienawidzę osób, które ciągle się popisują i chwalą jakie to one nie są zajebiste.
    *pytanie: Dlaczego, więc lubię Syriusza? Nadal nie wiem, on jest po prostu zajebisty xD*
    ,,Lily podejrzliwie spojrzała na Pottera. Jego orzechowe oczy zwęziły się w uśmiechu." Oho. Ohoho!
    Coś się szykuje! Znam ten uśmiech, panie Jamesie Potterze! Coś się wydarzy! B)
    ,,— To szpital, Moon, szpital. Mają tam specjalny oddział dla świrów." Byłam tam B)
    A konkretniej, w Oddziale Zamkniętym. Trafiają tam najcięższe przypadki upośledzenia umysłowego, więc nikogo nie powinien dziwić mój pobyt w tamtym miejscu. A teraz wysłali za mną list gończy i wciąż mnie szukają, ale ja się nie poddam! Ha, ha! *wspominałam, że mi mózg siada? No, masz teraz idealny przykład tego, co się dzieje, gdy mózg ci siada*

    OdpowiedzUsuń
  7. CZĘŚĆ DRUGA:
    ,, Nie za bardzo wiem jak do niej zagadać, bo to chyba strasznie banalne gadać o książkach w bibliotece, no nie? Może mógłbyś mi powiedzieć czym ona się interesuje, podrzucić jakiś temat…"
    Aww... Co ja widzę? Dom-Dom, masz w końcu jakiegoś porządnego adoratora poza Blackiem!
    Oł jeah... Wyczuwam zazdrość Łapy *.* Spadam czytać dalej, chcę zobaczyć reakcję Syriusza ♥
    ,,Jako jej przyjaciel, Łapa [...]" No chyba cię bao-bao, dziecię drogie. On miał myśleć o niej jak o potencjalnej partii na DZIEWCZYNĘ, a nie kurde, wyskakujesz mi tu z jakimś friendzone!
    O nie, nie! Ja się na to nie godzę! Masz jeszcze w tym rozdziale naprawić tok myślenia Blacka, bo nie ręczę za siebie! *wymachuje swoimi tłustymi, krótkimi rączkami w stronę monitora*
    ,,— Hm — mruknął Black, żeby zyskać na czasie." O nie. Ja już wiem, co on zrobi. Ośmieszy Malcolma w oczach Moon i dalej będzie udawał, że jest jej przyjacielem! *mówię to, bez przeczytania późniejszego dialogu Syriusza, przyrzekam z ręką na sercu* Mówię temu stanowcze: NAJN!
    ,,Poza biblioteką ona często przebywa z taką jedną przyjaciółką. No wiesz, Macmillan, taka sobie brunetka. No i ona, wiesz… [...] Ma nieco inną orientację. Przykro mi." Gdybym piła soczek, najpewniej wylądowałby on teraz na monitorze laptopa, ale dzięki Bogu, nie piłam żadnego soczku.
    Rozjebałaś mnie tym momentem, tak jak szafka rozjebała matrycę mojego laptopa dwa miesiące temu, honey. Spodziewałam się wszystkiego, ale nie TEGO. Nie no, teraz jestem ciekawa jak zareagują Dom-Dom i Patrycja, gdy rozejdą się plotki o ich ,,miłości" XD
    Ale serio. Daję ci wielkiego plusa za ten fragment. Nikt się nie spodziewał, że Syriusz będzie zdolny do powiedzenia takiego czegoś, żeby ,,obronić" swoją ,,przyjaciółkę" przed potencjalnym ,,zagrożeniem". Aktualnie, czytając ten fragment, tarzałam się po podłodze jak mała, gruba świnka nie mogąc wytrzymać ze śmiechu. Dzięki, i tak mam już zakwasy brzucha.
    ,,— W tym rzecz, Moon. — Syriusz objął ją ramieniem. — Liczymy na zacieśnienie kontaktów."
    ( ͡° ͜ʖ ͡°) ( ͡° ͜ʖ ͡°) ( ͡° ͜ʖ ͡°) ( ͡° ͜ʖ ͡°) ( ͡° ͜ʖ ͡°) ( ͡° ͜ʖ ͡°) ( ͡° ͜ʖ ͡°) ( ͡° ͜ʖ ͡°) ( ͡° ͜ʖ ͡°) ( ͡° ͜ʖ ͡°) ( ͡° ͜ʖ ͡°) ( ͡° ͜ʖ ͡°)
    ,,Poczuła na sobie ciepło Syriusza, kiedy sięgnął za nią, żeby szczelniej zaciągnąć pelerynę. Wzdrygnęła się lekko i namacała różdżkę w kieszeni płaszcza." Pff... nawet nie próbuj udawać, że ci się nie podobało, Moon. Ja wiem o czym pomyślałaś. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

    OdpowiedzUsuń
  8. CZĘŚĆ TRZECIA:
    ,,Po chwili Syriusz ujął ją pod ramię i poprowadził w głąb lasu." Niby nic znaczący gest, ale ja się podniecam tym fragmentem tak, jakby ta dwójka odprawiała jakieś dzikie orgie na środku Zakazanego Lasu. No wiesz, taki tam fetysz. *Ja pierdzielę... Co ja zaczynam odpierdalać?! XD*
    ,,Syriusz poczuł się, jakby wyjątkowo celnie odbił tłuczka, decydująco wpływając na wynik meczu." Czy ten facet musi we wszystkim znaleźć nawiązania do Quidditcha? XD
    ,,— Nie obawiaj się, nie zrobię ci krzywdy. — Jego usta rozciągnęły się w jeszcze szerszym uśmiechu." Nie, wcale. Wiesz, to normalne, że spotykasz ciemną nocą w lesie psychicznego centaura, który zamiast cię wypędzić albo przynajmniej pogrozić i poużalać się jacy to czarodzieje są źli, uśmiecha się do ciebie... Bierz dupę w troki i spierdzielaj stamtąd jak najszybciej!
    ,,Mężczyzna nie odrywał od niej zamyślonego spojrzenia i nawet nie mrugnął powieką [...]" Mówiłam, że to psychol? Mówiłam?! Teraz za późno. Przyjdą jego kolesie, a potem nauczyciele znajdą cię rano w jakimś dole i tyle po tobie zostanie! *matko, serio. Powinnam kończyć ten komentarz, bo ze mną jest co raz gorzej...*
    ,,— Twoja gwiazda zawsze jasno płonie, skazana na wieczne spalanie." Spierdzielajcie stamtąd. I to w podskokach. Zaczynają się jakieś mhroczne przepowiednie, a ja nie chcę słyszeć o ich śmierci!
    Paszoł won, głupie centaury!
    ,,— Znajdźmy Jima i zmywajmy się stąd — powiedział cicho." W końcu.
    Dobra, nie chce mi się nic więcej pisać, ale wiedz, że rozdział bardzo mi się podobał. Tak jak zawsze, zresztą. W swoich notkach łączysz sielankę z poważnymi problemami, co mi się bardzo podoba, ponieważ sama tak robię.
    Życzę Ci, abyś utopiła się w morzu weny oraz z niecierpliwością oczekuję nn!
    Zośka Kasterwil Która Nadrobiła Wreszcie Zaległe Rozdziały

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze raz dziękuję! Aż mnie bolą mięśnie twarzy od uśmiechania się. Au!
      Genialne teorie spiskowe, ale oczywiście nic nie powiem :p Mogę tylko zdradzić, że Moon już w kolejnym rozdziale dowie się, co Syriusz nagadał Malcolmowi, i od razu wyciągnie odpowiednie konswekwencje.
      Właściwie to ciekawe, że zwykle nie lubi się zarozumiałych i przesadnie pewnych siebie osób, a jednak Huncwoci są tu dziwnym wyjątkiem. Muszę się nad tym głębiej zastanowić :p
      Dziękuję za niewiarygodnie długi i - jak zwykle - wspaniały komentarz!
      Eskaryna

      Usuń
  9. Przeczytałam wszystko. I to jest najlepszy huncwocki blog jaki znalazłam 😀 Każdy rozdział trzyma w napięciu i wszystko jest tak genialne że aż niemożliwe że to tylko blog. Książkę napisz 😊 czekam na rozwój sytuacji 😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Muszę potrenować zanim wezmę się za własną książkę, ale wszystko przede mną :)
      Z pozdrowieniami,
      Eskaryna

      Usuń
  10. Cześć!
    Smutno mi się zrobiło, jak przeczytałam, że nauczyciel Dominiki odchodzi. Wiadomo, że on sam nie wie aż tylu rzeczy, by móc poprowadzić te naukę w pełni, ale zawsze lepiej mieć przy sobie teoretyka, niż być skazanym na siebie. Dom może czuć się zagubiona i to zrozumiałe, ale istotna rzecz została jej już przekazana - to, jakie zaklęcia przychodzą do głowy nie świadczy o niej. tylko z drugiej strony... skoro magia jest biała, to cxy powinno się tam znaleźć zaklęcie usmiercające? wyjaśnij mi te kwestie bo jestem ciekawa jak to widzisz.
    lecimy dalej. shipuje Dominika i Syriusza. jego zachowania w jej obecnosci są po prostu... bezbłędne, a już na początku jego rozmowy z tym blondasem wiedziałam, że powie coś w tym stylu. i jego komentarz mnie rozbawił, cudnie pasuje do postaci!
    swoją drogą: fakt, że jest on pałkarzem (tak jak jest kanonicznie) jest dobrze zrobiony, to znaczy zachowujesz kanon i przy okazji ukazujesz, że na tej pozycji również może być gwiazdą 8D
    wyprawa do lasu trzymała w napięciu, choć ja nie odczułam niepokoju. może to ta wrodzona gryfońskość? w każdym razie nie można temu opisowi niczego odmówić. Dominika wydaje się być podobnie zaabsorbowana zbieraniem roślinek, co moja Lily B. - ale uważam, że to jest jedna z tych rzeczy, które mają ogromny urok, dlatego wyposażona w sznury fiolek Moon wywołała na mojej twarzy uśmiech.
    jak tylko uzmyslowilam sobie, że to centaury, pomyślałam, że będą traktować naszą Dom w szczególny sposób - i nie myliłam się! ciekawa jestem, jak to potem wytłumaczy chłopakom, albo raczej Syriuszowi. w szczególności te "córkę ziemi"... ale pewnie i tak Syriusz się z Jamesem podzieli tym wszystkim, to było zbyt dziwne, żeby tego nie zrobić, więc oboje będą się zastanawiać.
    no i jeszcze moment, w którym patrzyli sobie w oczy>>>
    cudni są razem!
    kończę, bo pisze z telefonu i z każdą chwilą nabieram coraz większych obaw co do tego, że komentarz mi się usunie. xd

    tymczasem u mnie 20 rozdział c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć!
      Cieszę się, że tak uważnie czytasz, bo to bardzo ciekawa kwestia. Nie wszystko mogę zdradzić na tym etapie, ale działa to tak - większość zaklęć, które podsuwa Dominice Biała Magia, to nie są prawdziwe zaklęcia. W sensie, nie potrzeba do nich różdżki ani formuły, większość z nich to teraz jedynie sugestie. Moon, będąc "nosicielką" Białej Magii, i tak nie może używać Zaklęć Niewybaczalnych, więc zabicie pszczoły byłoby w tym momencie niemożliwe. Cornelius wspominał o tym na ich pierwszym spotkaniu. To, co teraz pojawia się w jej myślach, to jakby cienie zaklęć, sugestie, nie wszystkie realne i nie wszystkie możliwe do kontrolowania.
      Dziękuję bardzo za pilnowanie kanonu! Ja sama zawsze zwracam na to uwagę :) Co do bycia gwiazdą i pałkarzem jednocześnie, to Syriusz Black Superstar będzie miał okazję popisać się już w najbliższym meczu... ;p
      Też zauważyłam ten punkt wspólny u naszych bohaterek! Na pewno dobrze by się rozumiały :)
      Cóż mogę powiedzieć - Twoje obawy są bardzo słuszne!
      Dziękuję za wspaniały komentarz i pozdrawiam,
      Eskaryna

      Usuń
  11. Cześć !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Bardzo bardzo bardzo przepraszam, że pojawiam się tutaj dopiero dzisiaj chociaż rozdział przeczytałam wcześniej ale po prostu gorąc na dworze odebrał mi chęci do czegokolwiek.
    Ale jestem teraz i już biorę się za komentarz. który jak zwykle jest długi i superowy za co masz oooooogromnego plusa.
    Po pierwsze po raz kolejny : super opisy tworzysz. Zazdroszczę ci tego bo ja nadal nad nimi pracuje i staram się je doszlifować.
    A teraz do rozdziału.
    Szkoda, że pan Cornelius odchodzi. Niby to tylko praktyk ale to zawsze lepsze od samodzielnego zderzenia się ze swoją mocą. Rozumiem Dom bo sama bym się denerwowała. Ale mam nadzieję, że ktoś inny wkrótce również jej pomoże.
    Syriusz .... eh. Widząc na ekranie to jak przegonił Malcolma ze swojego terytorium normalnie o mało się nie posikałam ze śmiechu. Brawo Łapa. ale jak dziewczyny się dowiedzą to nie będzie ci tak przyjemnie hihi.
    Jednak najciekawsza była wyprawa do lasu. Centaury mają jakiś fetysz Merkurego? hehe. Ale fajnie że wprowadziłaś taki wątek pokazując przy okazji siłą naszej blondyneczki.
    Pozdrawiam weny życzę jeszcze raz przepraszam za opóźnienie i zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Doskonale to rozumiem - niby cały rok czekam na lato i upały, a kiedy już je dostanę, to nic mi się nie chce :)
      Dziękuję za miłe słowa. Plotki szybko się rozchodzą, więc już niebawem Syriusz będzie musiał zmierzyć się z konsekwencjami swojego niewyparzonego języka :)
      Z pozdrowieniami,
      Eskaryna

      Usuń
    2. Ja nie przepadam za gorącem. Jestem zimnorodna :) uwielbiam jesień i zimę.
      Mam nadzieję że dziewczyny mu nakopią :D :D :D :D
      Pozdrawiam i zapraszam do mnie i do Max

      Usuń
  12. Droga Eskaryno, kiedyś już zaczęłam czytać Twoje opowiadanie. było to na samym początku, gdy jeszcze sama pisałam swoje i zostawiłaś u mnie na blogu przemiły komentarz. Nie jestem pewna, czy wcześniej komentowałam jakiś rozdział, ale bardzo możliwe, że tego nie robiłam, gdyż byłam pogrążona w nadchodzącej z każdej strony nauce.
    Teraz w końcu mam czas, dlatego powróciłam do Twojego bloga i zaczęłam czytać od początku, dlatego też komentarz będzie odnosił się do całości opowiadania, nie tylko do ostatniego rozdziału.

    Po pierwsze i najważniejsze, uwielbiam opowiadania o czasach Huncwotów, a już tym bardziej takie, które Huncwotów i całą resztę kanonu zawiera, ale nie opiera się tylko na tym. Twoje opowiadanie jest nieziemskie! Nie dość, że wykreowałaś bardzo ciekawą i intrygującą postać, która nie jest jednotorowa i monotonna, to jeszcze wplotłaś ją w kanon tak zgrabnie i idealnie, że to po prostu zakrawa o perfekcję.

    Po drugie, bardzo lubię czytać opowiadania, w których ciągle coś się dzieje, które nie opiera się tylko na jednym pairingu i nie jest skupiona tylko na głównych bohaterach. U Ciebie wszystko jest takie harmonijne. Spójne. Widać, że masz dobrze przemyślany pomysł. W dodatku sam pomysł na takie wręcz "ucieleśnienie" białej magii jest świetny! Wszędzie jest mowa o tej czarnej, złej magi, a biała jest całkowicie pomijana. W ogóle ten wątek jest niesamowicie ciekawy i wciąż wyczekiwałam kolejnych fragmentów z nim powiązanych.

    Po trzecie - Syriusz. Nie wiem czy wiesz, ale kocham tego bohatera. Wszędzie. Zawsze. Ale u Ciebie to już w szczególności. Ta postać jest cudownie przez Ciebie opisana i całkowicie oddałaś jej charakter, który jest idealnie zgodny z charakterem Syriusza Blacka wykreowanego przez JKR. Tak w ogóle to chciałam Ci powiedzieć, że każda postać kanoniczna ukazana w Twoim opowiadaniu świetnie oddaje jej pierwowzór wykonany przez autorkę sagi HP.

    Każdy rozdział opowiadania czytałam z uśmiechem na twarzy, bądź z innymi emocjami, które akurat obowiązywały w danej części. Błędów praktycznie nie było, co mnie bardzo cieszy, ponieważ czasami aż oczy mnie bolą od tych wszystkich byków na innych blogach. Zwroty akcji są wspaniałe. Uśmiałam się do łez, gdy przez swoje gapiostwo i chęć zobaczenia każdego zawodnika Dominika oberwała tłuczkiem. Rozczulił mnie fragment, w którym Syriusz przyznał sam przed sobą, że zakochał się w pannie Moon. Z rosnącą ciekawością oczekuję dalszego rozwoju akcji, w której Lily (która moim zdaniem już się domyśliła uczuć Blacka względem Niki) powie o wszystkim Syriuszowi albo komukolwiek i oczywiście czekam też na to, kiedy sam Black postanowi poinformować o tym samą zainteresowaną. Szkolna gazetka prowadzona przez Skeeter jest jak wszystko w późniejszych latach napisane przez Ritę pomówieniem i ogólnymi kłamstwami by wywołać niepotrzebne plotki (swoją drogą, ta Rita to musi mieć wyobraźnię). Nie mam pojęcia co teraz bez profesora Corneliusa uczyni Dominika. W końcu, tak jak samo to przyznała, nie umie dostatecznie panować nad Białą Magią. No i centaury mówiły coś o Merkurym... Ciekawe co to miało znaczyć? Oj no. Mam tyle pytań, jestem taka ciekawa tego co będzie działo się dalej. Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział ;-)

    Pozdrawiam, Cathleen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wspaniały komentarz! Już dawno nie czytałam nic tak motywującego i przyjemnego. Muszę powiedzieć, że skomplementowałaś (chociaż nie umiem przyjmować komplementów i zawsze w nie trochę powątpiewam) dosłownie wszystko, na czym mi zależy - kanoniczność, oryginalność, spójność, emocje. Cieszy mnie to tak bardzo, że aż brak mi słów :) Naprawdę, trudno o lepszą pochwałę dla kogoś, kto pisze fanfick.
      Jestem Ci bardzo wdzięczna nie tylko za te wszystkie ciepłe słowa, ale też za sam fakt, że zdecydowałaś się do mnie wrócić i opisać to wszystko. Bardzo dziękuję!
      Dobrze pamiętam Twojego bloga - planujesz może jakąś wakacyjną reaktywację? :)
      Z pozdrowieniami,
      Eskaryna

      Usuń
    2. Cóż prawda jest taka, że te wszystkie rzeczy, o których mówiłam (kanoniczność itd.) to są jedne z najwspanialszych i najbardziej poszukiwanych przeze mnie cech w opowiadaniach. Uwielbiam czytać coś co ma ręce i nogi, jest przemyślane i początek opowiadanie nie różni się drastycznie od najnowszych rozdziałów. A u Ciebie tak jest, więc nie doszukuj się w moich słowach pustych komplementów, bo całkowicie na nie zasłużyłaś ;-)
      Prawdę mówiąc nie miałam zamiaru wracać do pisania. Nie mam pojęcia dlaczego, ale nie idzie mi to od jakiegoś czasu (moje myśli chyba trochę za bardzo krążą wokół kryminalistyki i nie mogę przenieść się do świata fantazji). Ale! Nie mówię stu procentowego nie. Może jednak mi się uda. Postaram się ;-)
      Twoja, Cath ;-)

      Usuń
    3. Wiesz, zawsze możesz napisać kryminał :) Ten gatunek ma sens tylko wtedy, kiedy ma się solidne podparcie w rzeczywistości, a skoro Twoje myśli tak krążą, to może warto by je wykorzystać :)

      Usuń
    4. Właśnie moje poprzednie również niedokończone opowiadanie miało być kryminałem, ale wtedy zaczęłam studia i zagłębiłam się w sagę HP i tak wyszło, że jednak już nie napisałam dalej. Zastanowię się czy będę miała teraz czas na pisanie opowiadań i jeśli uda mi się napisać solidny plan to może się coś pojawi albo na jednym albo na drugim blogu ;)

      Usuń
  13. Bardzo cię przepraszam, że nie dawałam znaku życia na Twoim blogu! Postaram się to jak najszybciej zmienić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko-loko, ja cierpliwy człowiek jestem :)

      Usuń
  14. Droga Eskaryno,

    Lekcje teleportacji nigdy nie są łatwe, można to też wywnioskować z opisów J.K.Rowlig. Ce-Wu-En. Ale Huncwotom się udało! :) No i kolejne spotkanie i wielkie zaskoczenie. Czemu profesor odchodzi, przecież Moon wcale nie jest gotowa! Ach… Niby są inne obowiązki, jednak zostawiać ją samą z tym wszystkim jest nie w porządku… Dlatego nie dziwię się wybuchu Dominiki, na pewno była w szoku. Zdziwiłam się, że pierwsze co jej przyszło na myśl było zaklęcie zabijające, przecież istnieje tak wiele innych zaklęć…

    Lily i James, te momenty po prostu uwielbiam XD Naprawdę dziwię się, że osoby, które za sobą nie przepadają (co z tego, że jest tutaj to jednostronne), potrafią się w sobie zakochać.

    Ja też uwielbiam książki, dlatego gdybym to ja trafiła na szlaban do biblioteki zapewne moja praca wyglądałaby tak samo jak praca Moon. A Syriusza bierze zazdrość. Boże, Black, ty kretynie XD Żeby odstraszyć potencjalnego przeciwnika musiał oczywiście COŚ wymyślić. Jego pomysły czasami są dołujące :D

    Hmm, wyprawa do Zakazanego Lasu? Rozumiem, że Huncwoci mogą tam przebywać, bo znają ten las, ale żeby wciągać to w Dominikę? Miałam takie samo podejście do tej sprawy jak James, nie wiedziałam czy to dobry pomysł. Córka Ziemi? O co do jasnej ciasnej tutaj chodzi? :O

    Pozdrawiam,
    ~V

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, kochana :)
      I jak po takich dokonaniach Huncwoci nie mieliby być aroganccy? Pokora nie leży w ich naturze.
      Jeśli chodzi o kolejność pojawiania się zaklęć, to pozostawiam tę kwestię do domysłów własnych, nie wszystko może być podane wprost :)
      Haha, wydaje mi się, że przy silnych emocjach czasem ciężko oddzielić jedną od drugiej i czasem miłość zdarza się nawet mimo wieloletniej niechęci :)
      Dziękuję za komentarz,
      Eskaryna

      Usuń
  15. Hm... a może wróżbitka wie, kto ma predyspozycje na wróżenie i stąd te oceny?xD Nie wiem czy Dominika odnajdzie rozwiązanie. Aczkolwiek zdanie nauczycielki mnie rozśmieszyło ;D.
    Takich ludzi:zdolnych, ale leniwych, którzy umieją bez większego wysiłku osiągnąć więcej jest mało, a może i więcej. Jednak na pewno wszystko nie wpada im tak szybko do głowy.
    No to Syriusz poszalał z tym kłamstwem. Oj, gdyby Dominika to słyszała. Chyba już by nie żył. Prawdopodobnie dowie się. Prędzej czy później. Tylko czy odnajdzie bohatera plotki? A może zostanie potraktowany ulgowo, jako że zacznie zastanawiać się, czemu tak skłamał? Może pomyśli, że to nie jest jednak zwykły psikus. Swoją drogą mogłabym uznać to za jako przyjacielsko-ojcowskie zachowanie. Ale nie po tym, co robił i myślał wcześniej, oj nie ;p. Aż sama się sobie dziwię, że tak myślę. No, ale cóż nie można zaprzeczyć.
    Czyżby żaden nauczyciel nie musiał już uczyć Moon? Czyżby ona już musiała uczyć się sama tej magii? To trochę tak jak kończy się szkoła, a my musimy nagle samodzielnie żyć. Tylko proces Dominiki był zdecydowanie krótszy. Toteż rozumiem jej tak dużą obawę. W końcu ona sama nie wykazywała pewności, że już coś umie.
    Hmmm... a czy w rozdziale siódmym Dominika nie powinna skapnąć się, że James użył pelerynki niewidki? Jakoś rzuciła mi się w pamięć.
    Hm... ciekawe czy Syriusz zacznie wypytywać o co chodziło centaurom, a może Dominika go zbyje, udając że nie wie? No i do czego chłopakom potrzebne te zielska? Czyżby kombinują jakiś nieprzepisowy eliksir? Ciężko mi uwierzyć, że potrzebne im są do nauki. Oj, zbyt ciężko.
    A co do książek. Nie rozumiem ludzi, którzy uważają je za nudne. Wiadomo łatwiej obejrzeć film, bo patrzeć każdy umie... ale czytać, wyobrażać sobie? No to widocznie może stanowić dla niektórych kłopot ;p. Swoją drogą jestem dziwnym przypadkiem i nie przepadam za oglądaniem filmów, bo na większości zasypiam. Chociaż powoli się to zmienia, jednak wciąż przodują u mnie bajki - te mnie zawsze interesują. No i Harry Potter też nigdy nie nudził. Wolę też obejrzeć coś, co już znam, niż coś nowego. Przynajmniej wiem, że nie to zainteresuję ;d

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Podoba mi się Twoje porównanie sytuacji Moon do sytuacji, w jakiej znajduje się każdy absolwent :) Rzeczywiście, to takie przymusowe rzucenie się na głęboką wodę.
    Ja zawsze wolałam książki. Lubię czasem obejrzeć jakiś film, ale to od książek jestem uzależniona, zawsze mam przynajmniej jedną przy sobie :) Masz rację, oglądanie w porównaniu z czytaniem nie wymaga praktycznie żadnego wysiłku. Kocham Harry'ego, ale filmy o nim nigdy mi się nie podobały, nie znoszę ich po prostu - poza pierwszym i ostatnim te wyszły dobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Między Lily i Jamesem zaczyna się coś pojawiać... przy niej James zachowuje się jakoś mniej durnowato. Ale nie spodziewałam się, że to on będzie bardziej zazdrosny o ich paczkę. Zawsze wyobrażałam sobie Syriusza jako tego który nie może pogodzić się z obecnością Lily haha.

    Fajnie opisany moment podróży po Zakazanym Lesie, no i spodziewałam się tam tych centaurów i że nie będą źle nastawieni do Dominiki, w końcu włada białą magią.

    Chyba tyle ode mnie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lily ma na niego dobry wpływ :) Chociaż przede wszystkim James wciąż jest Huncwotem.
      Zagrożenie ze strony Lily jest dla Syriusza jeszcze zbyt odległe i nierealne, żeby traktować je poważnie. Oczywiście w pewnym momencie dojdzie do skutku i wtedy może być różnie :)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam
      Eskaryna

      Usuń