19 sierpnia 2016

Rozdział III - część III


„Wyspa Posępna”

– rozdział III –

Kiedy pierwszego wieczora w Walii Dominika kładła się do łóżka, zastanawiała się nad fenomenem tego miejsca. Wygląd miało deszczowy i ponury, a jednak ludzie kwitli w nim i promienieli tak jak kwiaty w ogrodzie panny Pettigrew. Ona sama czuła radosne podniecenie i trzepotanie serca w piersi, coraz bardziej oszołomiona własnymi uczuciami i rosnącą liczbą znaków zapytania, które piętrzyły się jak sterta nieodrobionych prac domowych. Pomijając kwestię Jeana, którą, na co liczyła, zostawiła za sobą w Marsylii, czekało ją rozprawienie się z tajemniczym depozytem w banku Gringotta, anonimowym obserwatorem (choć żywiła szczerą nadzieję, że był to jednorazowy przypadek, trochę ostrożności nie zaszkodzi), a także Syriuszem, który bywał naprawdę uroczy, na co nie mogła już dłużej pozostawać obojętna. Odkąd sprawa z listami wyjaśniła się, a przynajmniej wyjaśniła się jej część, Black wyraźnie się rozchmurzył, chociaż Dominikę pożerała ciekawość na temat treści tej korespondencji. Niestety, Syriusz milczał jak zaklęty i odmawiał jakiejkolwiek rozmowy na ten temat. Mogłaby teraz rozmyślać o tym całymi godzinami, ale przyjemność z wymyślania coraz to nowych hipotez psuł fakt, że rzeczywiście nastąpił jakiś problem z sowią pocztą. Rozmowa z Lily i Patricią upewniła ją tylko, że listy były wysyłane, ale nigdy nie trafiły do adresatki. Jak to możliwe? Macmillan powiedziała, że regularnie dostaje pocztówki od ciotki, która mieszka w Brazylii, więc zbyt duża odległość nie mogła być przyczyną. Nic innego nie przychodziło jej jednak do głowy.
Szybko doszła do wniosku, że nie ma sensu zastanawiać się nad pytaniem, na które nie tylko nie zna się odpowiedzi, ale też nie wiadomo gdzie jej szukać, dlatego wolała zająć się sprawami, które są przyjemniejsze i w naturalny sposób wychodzą na jaw pomiędzy kobietami.
— Ach, jak ja uwielbiam takie sytuacje! — westchnęła Patricia, unosząc oczy do sufitu, jakby był lazurowym niebem. — Wiedziałam od początku, że tak to się skończy. Czy nie uważacie, że najpiękniejsze są właśnie sytuacje, kiedy jeszcze nic nie wiadomo na pewno?
— Więc ta musi być szczególnie piękna, bo tu nie wiadomo nic — powiedziała kwaśno Dominika, leżąca na materacu pomiędzy przyjaciółkami. Była już ciemna noc – wąski sierp księżyca dawał tak niewiele światła, że ledwie dostrzegała zarys sylwetek przyjaciółek w mroku.
— Możemy wybadać chłopaków, no wiesz, ONI na pewno coś wiedzą — zaoferowała heroicznie Lily, świadoma faktu, że James wyśpiewałby jej wszystko za odrobinę serdeczności. W dodatku miałaby wymówkę, żeby porozmawiać z nim w jakichś przyjemniejszych okolicznościach… Wycieczka do ruin zamku wcale nie była irytująca ani nudna.
— Nie, nie trzeba. Jeżeli coś ma z tego wyjść, to tak się stanie. Chociaż może po prostu zapytam wprost…
— NIE! — zawołała ze zgrozą Patricia, siadając na łóżku. Zapadła pełna napięcia cisza, którą wprawna czytelniczka romansów stopniowała z premedytacją. — Nie możesz tego zrobić, nigdy, przenigdy. To zepsuje cały romantyzm sytuacji. Musisz być cierpliwa i czekać na jego ruch.
— A co jeśli on uzna, że listy były ruchem z jego strony i machnie na to ręką?
— To możliwe — poparła przyjaciółkę Lily.
— Nie, to jest mimo wszystko osobowość romantyczna, mówię to wam. Będzie jak pan Rochester, jak Heathcliff, pan Darcy…
Zapadła wymowna cisza.
— Pat, chyba trochę się zagalopowałaś, chodźmy już lepiej spać — zaśmiała się w końcu Moon i poprawiła poduszkę.
— Śmiej się, śmiej — zamruczała Macmillan znad kołdry w stokrotki. — Zobaczysz jak ja będę się śmiała już niedługo.

* * * * *  

— Musiałbym chyba obalić Ognistą Whisky, żeby to znieść — oświadczył kpiąco biedny młodzieniec, który kilkanaście godzin temu tak niesłusznie otrzymał miano pana Rochestera. — Nie ma mowy.
Peter zacisnął bezradnie wargi, co na moment upodobniło go do olbrzymiej żaby. Porozumiał się spojrzeniami z resztą towarzystwa, ewidentnie oczekując ratunku. W końcu na te żałosne prośby zareagował Remus, który westchnął z rezygnacją i stanął nad przyjacielem, który nonszalancko okupował drewnianą ławkę, zakładając przy tym ramiona na piersiach i uśmiechając się triumfująco. 
— Syriuszu, daj spokój, przecież obiecaliśmy. Dziewczyny bardzo chcą poznać tę historię, więc chyba możesz poświęcić się dla sprawy.
Peter zaczął gorliwie potakiwać, nawet James mruknął słówko aprobaty, ale Black pozostawał niewzruszony.
— Macmillan z pewnością ją zna — powiedział stanowczo. — Jak wszystkie dzieciaki, które mają nieszczęście pochodzić z rodzin czarodziejów. Dajcie spokój, ile razy można opowiadać te same brednie…
— Jestem za tym, żeby popłynąć — oświadczył nagle Potter, zwracając na siebie uwagę kolegów, co nieco wybiło go z rytmu. — Eee, no wiecie, Evans przyjechała tu, żebyśmy to zrobili, więc nie chciałbym jej zawieść.
— No to załatwione. — Remus pacnął lekko dłonią o blat stołu, jakby pieczętując decyzję. — Jeśli wolisz zostać, Syriuszu, to śmiało. Ale już jutro rano wraca ciocia Hortensja, a nasze drogie towarzyszki zbierają się do domu, więc to ostatnie chwile, żeby poświęcić im trochę czasu. —Uśmiechnął się lekko, widząc wyraz zafrasowania i chłodnej kalkulacji na twarzy Blacka.
— Dobra — mruknął w końcu, ostentacyjnie okazując bezmiar swej łaski. — Ale to wy będziecie wiosłować.

* * * * * 

— Tu jest niesamowicie! — zawołała Lily, spoglądając z uśmiechem na gęsto porośnięty krzewami brzeg i przenosząc wzrok na szaro-szafirową taflę wody. James uśmiechnął się pod nosem.
— Ta, jasne — mruknął ironicznie Black, z wyraźną przyjemnością przyglądając się wysiłkom Pottera i Lupina, którzy wiosłowali zawzięcie, rozdzierając spokojną powierzchnię wody. — Spójrz tylko na niebo, na pewno będzie lało.
— Syriuszu, jesteś niepoprawny. — Tymi słowy Patricia zamknęła usta Lily, która już szykowała się do wyrażenia stosownego sprzeciwu. — W dobrym towarzystwie pogoda nie ma znaczenia.
Chłopak rzucił jej przeciągłe spojrzenie, ale nie odpowiedział.
— Ścigamy się? — Potter uniósł wiosła, spoglądając wyzywająco na Remusa, który nie wyglądał na przekonanego. Mimo to, rękawica została podniesiona.
— Wreszcie mówisz z sensem — zawołał radośnie Syriusz i wetknął swoją różdżkę do wody. Łódź podskoczyła i pomknęła przed siebie, chlapiąc niemiłosiernie i unosząc za sobą zmieszane okrzyki Patricii, Petera i Remusa.
— Eej, to było oszustwo! — oburzył się James, odrzucając wiosła i czołgając się do drugiego końca łodzi, żeby mimo wszystko wykorzystać tę bezecną metodę.
— Potter, tylko nie… — zaczęła Evans drżącym głosem, zacisnąwszy kurczowo ręce na burtach, ale było już za późno, krajobraz wokół rozmazał się w poziome, pastelowe linie, a okularnik pokrzykiwał radośnie.
Moon podniosła głowę znad drewnianej ławeczki, w którą wpadła z impetem przy starcie i oparła się o nią łokciami.
— Potter! — wrzasnęła, przekrzykując szum wiatru, który miękko gładził ją po twarzy. — Pilnuj kierunku, okay?!
— Juhuu! — odparł chłopak, co bynajmniej jej nie uspokoiło. Przestała rozglądać się po bokach i spojrzała przed siebie, na szybko zbliżający się zielony ląd. Poklepała się po płaszczu w poszukiwaniu różdżki, ale kiedy ponownie poderwała głowę, zdążyła jedynie skulić się i zacisnąć powieki. Łódź zatrzymała się gwałtownie, ryjąc mokry piasek przed sobą i wyrzucając pasażerów na brzeg. Moon odkaszlnęła, czując ostre rwanie w plecach.
— Nic wam nie jest? — zapytał zaniepokojony Lupin, przenosząc wzrok z Lily otrzepującej włosy z piasku na Pottera, który krzywił się i trzymał za brzuch, z którego kapało coś gęstego. — Jim?!
— Do dupy hipogryfa z tym cholerstwem — odezwał się brzydko okularnik, ignorując obecność dam i strząsając kleistą ciecz z dłoni. Obrzucił Remusa ponurym spojrzeniem i wyjął spod kurtki resztki butelki. — Zwędziłem ciotce Hortensji jakąś nalewkę ze spiżarni i tyle z niej zostało.
Towarzystwo ryknęło zdrowym śmiechem, a po chwili rozchmurzył się też Potter, dołączając do ogólnej wesołości.
— Napędziłeś nam stracha, James — westchnął Peter, wciąż lekko zielony na twarzy.
— To nauczka za głupie pomysły — dodała Lily, zakładając ramiona na piersiach i uśmiechając się mściwie.
W czasie, gdy chłopak poszedł opłukać ręce i oczyścić ubranie różdżką, reszta Gryfonów miała okazję rozejrzeć się wokół. Znajdowali na rozległej wyspie o podłużnym kształcie, gęsto porośniętej krzakami i karłowatymi drzewami o poskręcanych pniach. Przybrzeżne skały były śliskie od glonów i mchu, podobnie jak skąpa, kamienista plaża. Dominika zastanawiała się, co może tu być tak ciekawego, że chłopcy zabrali je tu ostatniego dnia ich pobytu, w dodatku mimo nieba grożącego ulewnym deszczem.
— To Wyspa Posępna* — rzucił Remus, wychwytując jej zaintrygowane spojrzenie. — Wiecie, że jest nienanoszalna?
— Poważnie? — Dominika zadzierała głowę do góry, przyglądając się ciężkim obłokom, które przesuwały się za grubymi konarami drzewa kilka stóp wyżej. Wróciła spojrzeniem do twarzy Remusa. — Dlaczego?
— Och, to właśnie część naszej historii. — Zerknął na Pottera, który szedł ku nim powoli, otrzepując mokre dłonie. — Chodźcie, najpierw znajdźmy jakieś miejsce, gdzie można usiąść.
Moon pomaszerowała energicznie za samozwańczym przewodnikiem, coraz bardziej zaintrygowana nową tajemnicą. Czuła przyjemny dreszczyk na karku, podczas gdy jej spojrzenie kolejno przesuwało się po rozkołysanych i pokrzywionych drzewach, skalistych kopcach i wszędobylskich jaszczurkach. Lupin szedł przed nią niespiesznie i również rozglądał się uważnie. W końcu skręcił w lewo, ku nieco mniej zadrzewionemu terenowi i wskazał im kilka płaskich, jakby wygładzonych przez wodę kamieni.
— Niestety, jeszcze nie zadomowiliśmy się tu na tyle, żeby się tu jakoś lepiej urządzić — wyjaśnił prędko Peter, pojawiając się obok.
Macmillan przysiadła na jednym z głazów i uderzyła otwartymi dłońmi o kolana, spojrzawszy na nich wyczekująco.
— Opowiadajcie.
— No dobra — rzekł James, porozumiewając się spojrzeniem z kolegami. Usiadł na powalonym pniu drzewa i przybrał poważną minę mistrza ceremonii. — Ta wyspa nie zawsze była bezludna. Kiedyś mieszkały tu dwie rodziny czarodziejów  McClivertowie i MacBoonowie. Pewnego dnia głowy obu klanów spiły się jak skrzaty domowe i stanęły do pojedynku. Zginął McClivert.
— Jego rodzina postanowiła się zemścić — przerwał mu Pettigrew, zaciskając pulchne dłonie i drżąc z podniecenia. — Otoczyła dom MacBoonów i zamieniła ich w pięcionogie stwory. Włochate, straszne i w ogóle...
— Czyżby pająki? — Patricia uniosła brew w wyrazie uprzejmego niedowierzania.
— Niestety, McCliverotwie nie wzięli pod uwagę tego, że ci drudzy byli kiepscy w czarach, za to jako potwory okazali się znacznie groźniejsi — przerwał jej złowrogo Remus, kolejno zaglądając w oczy każdej z dziewcząt, które siedziały sztywno na swoich miejscach i z napięciem wysłuchiwały opowieści.
Syriusz odchrząknął, zwracając na siebie uwagę.
— Potwory wybiły McClivertów co do nogi, aż na wyspie nie pozostał ani jeden człowiek. Nie został nikt, kto mógłby odczarować MacBoonów lub opowiedzieć, co naprawdę się to wydarzyło. Stwory nazywane są dzisiaj kwintopedami i dostały piąty stopień klasyfikacji Ministerstwa Magii.
— Piąty stopień! — jęknęła Dominika, szeroko otwartymi oczami patrząc na Blacka.
— To jakaś bujda — ostrożnie powiedziała Evans, chociaż wyglądała na nieco bledszą niż zwykle. — Gdyby tak nie było, to te kwintopedy musiałyby…
— Wciąż być tutaj, zgadza się. — Potter rzucił jej twarde, bezkompromisowe spojrzenie i uśmiechnął się kącikiem ust.
— Jesteście stuknięci — skwitowała Patricia i wstała, otrzepując spodnie. — Wybaczcie, ale matka natura mnie wzywa, tymczasem wy możecie tu sobie siedzieć i opowiadać historie o duchach.
Uśmiechnęła się i zaczęła przedzierać się przez krzaki. Były niskie, ale gęste, sztywne i najeżone drobnymi kolcami. Kilka z nich zostawiło jasne, cienkie rysy na jej brunatnych spodniach, co spostrzegła ze zmarszczonymi brwiami. Krajobraz był dziki i zaniedbany, ale przynajmniej niezbyt przytłaczający – drzewa tylko nieznacznie przerastały krzaki, co pozwalało jej ogarnąć wzrokiem dużą część wyspy.
Kiedy głosy, które zostawiła za sobą, ucichły, przykucnęła w losowo wybranym miejscu.
— Cześć — powitała rodzinę błyszczących jaszczurek, które przemknęły tuż obok. — Gdzie tak pędzicie?
Zwierzątka okazały się niemagiczne albo na tyle nieuprzejme, że nie raczyły odpowiedzieć. Brunetka przeniosła wzrok na miejsce, z którego wyszły, a jej oczy rozszerzyły się ze zdumienia.
— Ooch — powiedziała, wstając szybko i zapinając guzik spodni. Spomiędzy ciernistych gałęzi patrzyły na nią dwa paciorkowate ślepia. Patricia zamrugała nerwowo, ślepia mrugnęły również. Dziewczyna cofnęła się o kilka kroków i natrafiwszy na zaokrąglony kamień, wdrapała się na niego. Zwierzę przysunęło się bliżej i stanęło w plamie światła. Macmillan wydała zduszony okrzyk, kiedy zobaczyła przed sobą stworzenie przypominające wyjątkowo dużego pająka porośniętego czerwono-brązową sierścią. Każda z jego pięciu nóg zakończona była małą, zdeformowaną stopą.
Czuła się, jakby nagle znalazła się w samym środku wyjątkowo dziwacznego koszmaru. Chyba tutejsze powietrze poważnie jej zaszkodziło, bo dopiero co Huncwoci opowiadali o kwintopedach, a jej pokręcona wyobraźnia już zrobiło z tego pożytek.
— Spokojnie — mruknęła do zwierzęcia i rozejrzała się wokół w poszukiwaniu drogi ewentualnego odwrotu. — Pewnie jesteś małą akromantulką, co? Poszłaś sobie na spacer, a mama została w domu i… Auć! — syknęła, kiedy stwór ukąsił jej wyciągniętą dłoń. — Ale z ciebie paskuda!
Pobliski krzak zadrżał i po chwili wyszło zza niego drugie, niemal identyczne stworzenie. Sytuacja zaczynała się komplikować, kiedy oba zaczęły ciekawie przyglądać się skałce, na której stała Patricia, jakby zastanawiały się jak ją pokonać przy pomocy swoich nieforemnych odnóży.
— Eee, chłopaki? — zawołała stłumionym głosem, starając się nie denerwować i tak już nadmiernie pobudzonych stworów. Odrzuciła wizję Pottera i Blacka wyśmiewających się z jej opresji przez najbliższe sto lat. — Lily! Dominika!
Nikt nie odpowiedział, musiała więc zajść na tyle daleko, że jej głos był dla nich niesłyszalny.
Przełknęła ślinę.

* * * * * 

— Gdzie ona się podziewa? — zapytała po raz kolejny Lily, przytupując nerwowo. Nie minęło wiele czasu, kiedy zorientowali się, że poza legendą wyspa jest dość nieciekawa i najlepiej będzie, jeśli wrócą już do domu, zwłaszcza, że ciężkie od deszczu chmury gęstniały nad ich głowami. Tymczasem po Patricii nie było śladu, a łódki kołysały się miarowo na wodzie.
— Może szuka papieru toaletowego — zakpił Syriusz. — Bądź co bądź, pochodzi z arystokratycznej rodziny…
— Och, zamknij się — mruknął Remus, ale na tyle cicho, że przyjaciel tego nie usłyszał. Rozglądał się niepewnie wokół, coraz bardziej przekonany, że coś musiało się stać. — Może rozdzielimy się i poszukamy jej — dodał już głośniej. — Mogła zajść za daleko i zapomnieć jak wrócić.
— Chodźmy — powiedziała zdecydowanie Lily i ruszyła przed siebie.
— Idę z tobą — oświadczył natychmiast James i dogonił ją lekkim truchtem. Evans zmierzyła go surowym spojrzeniem, ale Remus pokręcił głową i powiedział:
— Na wszelki wypadek nie powinnaś iść sama. Podzielmy się na pary.
— Czy nie byłoby lepiej, gdyby ktoś popilnował łódek? — zapytał nieco histerycznie Peter, nie ruszając się z miejsca.
— A chcesz, żeby kwintopedy dorwały cię samego? — zapytał sugestywnie Syriusz, na co chłopak natychmiast stanął obok niego, najwyraźniej ostatecznie przekonany.
Dominika i Remus spojrzeli po sobie.
— Lily i James, idźcie na lewo od drogi, Patricia szła chyba w tamtą stronę. Pete, Syriusz, wy przejdziecie wzdłuż brzegu, może zgubiła drogę i szuka nas przy łódkach. Dominika i ja pójdziemy w prawo.
Siła przywódczej charyzmy Lupina była na tyle sugestywna i naturalna, że wszyscy poddali się jej bez szemrania. Lily zaczęła nawoływać przyjaciółkę po imieniu, a Syriusz, który nie był nawet w połowie tak przejęty jak ona, podjął próby doprowadzenia Pettigrew do załamania nerwowego, poprzez popychanie go w stronę wody lub pozorowania ataku kwintopeda. Remus skwitował to tylko zrezygnowanym westchnieniem i ruszył przed siebie, rozglądając się uważnie.
— Mam nadzieję, że nic jej nie jest — zagaiła Dominika, roztrącając krzaki. — Ta historia o kwintopedach chyba nie jest prawdziwa?
— Właściwie to nawet nigdy się nad tym nie zastanawiałem — mruknął chłopak, marszcząc czoło w zamyśleniu. Stopniowo grupy oddalały się od siebie, tracąc się z pola widzenia. Krajobraz wyspy był porażająco jednolity, więc trudno było stwierdzić, czy idą we właściwym kierunku, czy też kręcą się w kółko. W oddali rozległ się głuchy grzmot, pogłębiając jedynie atmosferę niepokoju i niecierpliwości.
— Tam się chyba coś poruszyło. — Dominika szturchnęła lekko Remusa, wskazując kępkę trawy kilka stóp od nich. Lupin skinął głową i podszedł tam wolno, ściskając w dłoni różdżkę. Moon podreptała za nim. 
Chłopak szybkim ruchem rozgarnął trawę we wskazanym miejscu i cofnął się gwałtownie, ale spomiędzy źdźbeł wypełzła tylko niewielka żmija. Odetchnęli z ulgą i Dominika już miała odezwać się w celu rozluźnienia atmosfery, kiedy coś przemknęło przez trawę o dwie stopy od miejsca, w którym stali.
Drętwota! — krzyknęła Moon, ale chybiła i stworzenie pomknęło szybciej przed siebie. Przygryzła wargę i wymieniła zaniepokojone spojrzenia z Remusem. Skinęli ku sobie i ruszyli dalej.
Kiedy doszli sterty wielkich potłuczonych kamieni, które wyglądały, jakby były pozostałościami po średniej wielkości budowli, Remus złapał ją za łokieć, a sam wycelował różdżkę w niebo i wystrzelił z niej snop czerwonych iskier.
Widok, który ich umysły pochłaniały w przyspieszonym tempie, przejmował zgrozą. Półprzytomna Patricia siedziała na jednym z większych kamiennych kopców i łkając, ściskała nogę powyżej kolana, obficie broczącą krwią. Wokół miotało się kilka włochatych, ryjących ziemię kul. Moon wycelowała drżącą w jej ręku różdżkę i wystrzeliła czerwony promień w jedną z nich. Stwór nie tylko nie zatrzymał się, ale wręcz popędził ku niej z zastraszającą prędkością przebierając włochatymi odnóżami.
Drętwota! — wrzasnął Remus i ten drugi strzał okazał się wystarczający – zwierzę przetoczyło się na plecy i zadrgało konwulsyjnie. — Idź do Patricii — wydyszał, mocno ściskając jej ramię. — Spróbuję je unieszkodliwić, ale pospiesz się, długo to nie potrwa.
Moon pomknęła w stronę krwawiącej przyjaciółki. Krzyknęła, kiedy drogę zastąpił jej jeden z potworów, ale instynktownie zrobiła ostry zwrot w lewo i wskoczyła na wystający z ziemi kamień. W kilku długich susach, na które nigdy nie zdobyła się w normalnych okolicznościach, dopadła sterty kamieni, na której kołysała się Macmillan.
— Patty! — wydyszała, starając się nie mieć zbyt przerażonej miny, kiedy spojrzała na jej ranę. Spodnie były ciemne i lepkie od krwi. W dużym rozdarciu w prawej nogawce majaczyła szkarłatna miazga. Brunetka zanosiła się płaczem, ale kiedy zobaczyła przyjaciółkę, zarzuciła jej ręce na szyję. — Nic ci nie będzie, nie martw się. Możesz wstać? Och, nie, to chyba nie był dobry pomysł... Trzymaj się mocno. — Dominika oparła ciężar Patricii na swoich barkach i wstała chwiejnie. Rozejrzała się w poszukiwaniu bezpieczniejszego miejsca – to, w którym się znajdowały było nieustannie okupowane przez kwintopedy, które nie sprawiały wrażenia zbyt inteligentnych, ale nadrabiały to agresją i krwiożerczością. Jeszcze kilka chwil i mogły się do nich dostać. Odwróciła się, żeby zerknąć na Remusa. Chłopak wystrzelał strumienie różnokolorowych promieni spomiędzy niższych konarów drzewa, na które udało mu się wdrapać. Potwory jednak nie dawały za wygraną, poruszając się tak szybko, że trafienie w nie było niemal niemożliwe, nie mówiąc już o unieszkodliwieniu ich przy pomocy magii, na którą musiały być w pewnym stopniu odporne. Moon zacisnęła zęby i z wysiłkiem przesunęła Patricię do średniej wielkości zapadliny w stosie kamieni, która kształtem przypominała misę. Zmusiła umysł do wysiłku, ale niewiele jej z tego przyszło. Znała jedynie kilka prowizorycznych zaklęć pierwszej pomocy, ale żadne z nich nie wydawało jej się w jakikolwiek sposób użyteczne przy tak dużej ranie. W dodatku krew płynęła szerokim strumieniem, dziewczyna słabła, a czas mijał. Jak zawsze w ekstremalnych sytuacjach Moc samoistnie pojawiła się pośród jej myśli, jakby zachęcając do wykorzystania jej. Nadszedł czas na decyzję. Ale czy w ogóle miała jakiś wybór?
— Patricio, posłuchaj mnie teraz, dobrze? — powiedziała, starając się skupić na sobie zamglone spojrzenie przyjaciółki. Przyłożyła otwarte dłonie do rany. — Pomogę ci. Nie przestrasz się, zaraz poczujesz się o wiele lepiej. Nie zamykaj oczu, dobrze?
Dziewczyna wydała z siebie nieokreślony charkot, ale ociężale kiwnęła głową. Moon popatrzyła uważnie na krew przepływającą jej pomiędzy palcami i nieznacznie zmarszczyła brwi. Jeszcze nigdy nie musiała wykorzystać tak wiele energii na raz, ale w jakiś sposób wiedziała, że musi jej się udać. Biała Magia nie mogła służyć tylko do poprawy wzrostu kwiatków i likwidowania siniaków – musiała być czymś więcej, inaczej nie wywoływałaby takiego respektu. Zakręciło jej się w głowie, ale wytężyła wzrok. Przycisnęła dłonie mocniej do rany, gdzieś obok zabrzmiał wrzask Patricii, ale zignorowała go. Krew zgęstniała i przestała spływać na kamienie. Miazga pod jej palcami skurczyła się i rozprężyła, jakby była oddzielnym, oddychającym organizmem. Mięsień wybrzuszył się, a po chwili z obu stron rany zaczęły wyrastać wąskie paski skóry i szczelnie zarastać miejsce obrażeń. Nie minęła minuta, a po krwistej bruździe nie było śladu poza porwanymi spodniami i plamami krwi. Dominika odetchnęła ciężko i oparła się o kamień. Napotkała na bystre spojrzenie Patricii.
— Co… Co ty… Jak…
— Mam tylko jedną prośbę, Pat — odezwała się cichym, ale stanowczym głosem. — Ani słowa o tym, co zrobiłam. Nikomu, jasne?
Brunetka rzuciła jej przeciągłe spojrzenie i wolno skinęła głową. Patrzyły na siebie w milczeniu, z którego obie próbowały wyciągnąć niewymówione słowa.
— Nic wam nie jest?! — Potter jednym susem znalazł się na brzegu kamiennego zagłębienia i omiótł je błyskawicznym spojrzeniem. Chwilę później ponad jego ramieniem pojawiła się trupioblada twarz Lily, od której wyraźnie odcinało się krwiste zadrapanie.
— Wszystko dobrze — zapewniła ich Moon i wstała, podpierając się o zmurszałe kamienie. Minęła zaskoczoną i wystraszoną Lily i zeszła z kopca ku wielkim liściom łopianu. Schyliła się i oparła na kolanach dłonie, wciąż mokre od krwi Patricii. Udało jej się stłumić mdłości i opanować zawroty głowy. Niezgrabnie wytarła ręce o skórzastą powierzchnię liści. Wyprostowała się i z nagłym skurczem mięśni napotkała uważne spojrzenie szarych oczu Remusa Lupina. Patrzył na nią bez słowa spod zmarszczonych w zamyśleniu brwi.

* * * * *

Późnym wieczorem tego samego dnia cała grupa siedziała w ogrodzie panny Hortensji, stłoczona wokół dużego, sypiącego pomarańczowe iskry ogniska. Prawie wszyscy zdążyli już uporać się z przytłaczającymi emocjami, które tak niespodziewanie na nich spadły – niebagatelny wpływ miał na to alkohol, nie wiadomo skąd zdobyty przez chłopców, któremu tego wieczora nie odmówił nikt, oraz szczęśliwe zakończenie niefortunnej wyprawy na Wyspę Posępną. Jedynie Remus miał zasępioną minę i z zamyśleniem dźgał kijem stos drew pochłoniętych przez ogień. Dominika starannie unikała jego spojrzenia.
— Ale przyznajcie, że fajnie jest przeżyć taką wakacyjną przygodę — powiedział nagle James, podnosząc wzrok znad pieczonej kiełbasy. — To miłe urozmaicenie przy naszych wyprawach w Hogwarcie, nie, chłopaki?
Lupin chrząknął z powątpiewaniem.
— Taa, zabawa była przednia — mruknęła kwaśno Patricia, wciąż nieco osłabiona przez upływ krwi i ciężki szok, jaki wywołał w niej sam fakt istnienia kwintopedów.
— Dajcie spokój, skończmy wreszcie ten temat. — Moon upiła łyk z plastikowego kubeczka, w którym znajdował się drink niewiadomego pochodzenia. Roztrząsanie wydarzeń, które rozegrały się na wyspie, a zwłaszcza jej w nich udziału, wzbudzało w niej niepokój, że ktoś wreszcie zada jej pytanie o to, w jaki sposób uleczyła Patricię, a ona złamie się w końcu i powie im więcej, niż powinna. Ponadto uratowanie życia przyjaciółce wzbudzało w niej więcej wyrzutów sumienia niż dumy i wolała do tego nie wracać. Lepiej byłoby, gdyby zrobiła to w jakiś powszechniejszy i niewymagający tłumaczenia sposób. Bo że Macmillan w końcu przyprze ją do ściany, tego była pewna. Co jej wtedy powie?  — Taki przyjemny wieczór, a wy ciągle to samo…
Potter nie zdążył nic odpowiedzieć, bo od strony domu nadszedł Peter, taszczący wielki, podniszczony magnetofon. Syriusz i James spojrzeli na niego ze zdumieniem, a Lily ożywiła się i przystąpiła do uruchamiania sprzętu. Po chwili z głośników popłynęły znajome dźwięki.
— Beatlesi! — zawołała Evans, a jej zielone oczy zabłysły jaśniej w świetle płomieni. — Mama ich ubóstwia.
— Założę się, że nie tylko ona — mruknął James z przekąsem. Chcąc, nie chcąc, po chwili dołączył do chóru niezbyt umiejętnych i powściągliwych śpiewów. Dwa drinki później Evans, zarumieniona po czubki uszu, pozwoliła mu zaprosić się do tańca, więc i tak wszyscy byli zadowoleni. Patricia, którą trudno było wyprowadzić z równowagi na dłużej, bardzo umiejętnie i z wielkim zaangażowaniem symulowała brawurową solówkę gitarową, za co otrzymała entuzjastyczne brawa i kilka gwizdów.
Spokój wolno spływał na Dominikę. Wprawdzie wciąż nie wymyśliła, jak się wytłumaczy, kiedy ktoś zacznie dopytywać się o uleczenie Patricii, ale wraz z kolejnymi łykami drinka coraz mniej się tym przejmowała. Co więcej, powoli dojrzewała do decyzji o wyjawieniu swojej tajemnicy przyjaciółkom. Sprawdziły się już w wielu sytuacjach, dlaczego teraz miałoby być inaczej? Dumbledore niespecjalnie pomógł jej do tej pory, więc nie powinien też decydować, co będzie dalej z jej Mocą. Miała chyba prawo być szczera wobec najbliższych osób, prawda?
— Chyba Jim nareszcie oczarował tę rudą złośnicę — powiedział Black, przysiadając się do niej i niemal siłą wyrywając ją z zamyślenia. Moon powędrowała wzrokiem za jego sugestywnym spojrzeniem i zobaczyła jak Potter mówi coś szybko prosto do ucha Lily, która chichotała szaleńczo w odpowiedzi. — Chyba, że jest pijana, to wtedy udusi go rano warkoczem.
Dziewczyna zaśmiała się.
— Nie sądzę.
— Może przejdziemy się kawałek, co? — wypalił nagle Syriusz, poprawiając stos gałęzi, które płonęły jasnym, pewnym płomieniem. — Trochę tu gorąco.
Rzuciła mu szybkie, spłoszone spojrzenie. A jeśli chciał ją wypytywać o jej udział w aferze z kwintopedami? Jeśli Remus rzeczywiście coś zauważył, pewnie mu powiedział. Nie było jednak możliwości wymigania się od tej rozmowy; Syriusz patrzył na nią wyczekująco.
— Eee, jasne.
Wstała i poszła za chłopakiem, który niespieszne kroki skierował w stronę frontu domu. Black zdawał się patrzeć na wszystko, tylko nie na nią. Przed drzwiami wejściowymi zwolnił jeszcze bardziej i niespokojnie poruszył rękami w kieszeniach. Moon z napięciem czekała na jego pierwsze słowa, z których miała nadzieję odczytać treść rozmowy i intencje chłopaka.
— Nie wiedzieliśmy, że te kwintopedy tam będą — powiedział w końcu, szturchając czubkiem buta kamyk, który potoczył się po trawie. Mówił szorstko, niemal ofensywnie, jakby sprawiało mu to trudność. — Chcieliśmy tylko trochę was nastraszyć, poważnie. Ale kiedy zobaczyłem Macmillan… To znaczy… Znakomicie sobie poradziłaś, naprawdę. — Spojrzał na nią spod czarnych kosmyków, opadających mu na czoło. Moon uśmiechnęła się z wysiłkiem, przezwyciężając odrętwiałe nagle mięśnie twarzy. Jej umysł pracował szaleńczo, przeczuwając, że oto nadchodzi seria pytań, której tak bardzo się obawiała.
— Drobiazg. W Beauxbatons co druga osoba potrafiłaby to zrobić. — Kłamstwo zaczerwieniło jej policzki, które osłoniła jasnymi włosami, lekko pochylając głowę. Nagle zrobiło jej się zimno zatęskniła za rozkosznym ciepłem buchającym z ogniska za domem i już otworzyła usta, żeby zaproponować powrót, kiedy Black ponownie się odezwał.
— Jesteś za skromna — powiedział cicho, dotykając jej ramienia i wzbudzając nową falę dreszczy. — Jesteś o wiele, wiele za skromna.
Przystanął w odległości zaledwie kilku cali i popatrzył na nią poważnie. Serce Dominiki biło mocno, niemal sprawiając jej ból. Spojrzenie Blacka było dziwne, brakowało w nim radości, wesołych iskierek. To nie o kwintopedach chciał mówić.
— Jesteś najbardziej wyjątkową osobą, jaką w życiu spotkałem — ciągnął chłopak, nie zmieniając wyrazu twarzy. Sprawiał wrażenie, jakby usilnie próbował rozwiązać jakiś problem, który ciążył mu od dłuższego czasu. — Nie obraź się, ale nie mam na myśli twojego wyglądu czy osobowości, chociaż oczywiście niczego ci nie brakuje, po prostu… Kiedy patrzę na tłum, to widzę ciebie, rozumiesz? Czuję się, jakbym od zawsze czekał aż przyjedziesz do Hogwartu i to się zacznie.
Przez ściśnięte gardło Moon nie przedostał się żaden dźwięk. Zastanowiła się, czy Syriusz byłby w stanie wymyślić coś takiego, gdyby był pijany. Jak inaczej mogłaby wytłumaczyć to dziwne wyznanie? Ale Black najwyraźniej nie wyrzucił jeszcze z siebie wszystkiego, bo ciągnął, tym razem z nagłym przypływem entuzjazmu.
— Pamiętasz te diamentowe żyrandole w Wielkiej Sali? — zapytał, wprawiając ją w jeszcze większe zdumienie. — Marzę, żeby to było tak samo lśniące, przejrzyste, osłupiające… To jeszcze nie to, ale wiesz… Chcę właśnie tego.
Nawet nie zdążyła zastanowić się, o czym on właściwie mówił i dlaczego zakładał, że ona będzie tego słuchać. Jakkolwiek chaotyczne były jego słowa, pocałunek chwilę później wydawał się najbardziej oczywistą i naturalną rzeczą na świecie. Był inny niż te poprzednie  niespieszny, delikatny i zupełnie na miejscu. Zaczynała chyba rozumieć, co miał na myśli Syriusz, kiedy otaczał ją ramionami, gładził łagodnie po plecach i po raz pierwszy był tak blisko, jakby ta chwila miała trwać bez końca. Ostatecznie jednak to ona ją przerwała – cofnęła głowę o cal i uśmiechnęła się mimowolnie. Popatrzyła w jego ciemne oczy, po czym przeniosła roziskrzone spojrzenie na niebo upstrzone gwiazdami. A gwiazdy wyglądały jak diamenty.


* Historia o kwintopedach pochodzi z książki "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" J. K. Rowling



Hejhej! Zdecydowałam ostatecznie, że nie połączę dwóch krótszych rozdziałów, bo to wprowadziłoby zbyt wiele zamieszania, ale za to kolejny pojawi się już za tydzień, a będzie się w nim naprawdę sporo działo – między innymi panna Moon w końcu odwiedzi bank czarodziejów, a Syriusz podejmie męską decyzję :))

18 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. O mój Boże! Nie mogę, czy mogę dać upust emocjom? Okej, więc zaczynam:
      kjdsfiujdsboidsubefgvuseobgvipuwgbeuvoigeufuwbnceohgfyuredjn02o4jfgh803h8erg0hgiwefg0-rh3wegheri8hgi3g0934hg24hg08ih
      ...
      Dziękuję, jest mi już lepiej :)
      Może zacznijmy od tego, że rozdział zapowiadał się tak niewinnie, a wyszła z niego taka petarda! Nie, przepraszam, ale ja idę po Nutellę, bo nie mogę wytrzymać!
      Dobra, już mi lepiej. Zaczynam komentarz :)
      Jejku xD Jak ja lubię momenty, gdy dziewczyny mają takie swoje pogaduchy. To jest taka naturalna rzecz, która charakteryzuje każde przyjaciółki :D Jestem całym sercem za Patricią, która z rozdziału na rozdział coraz bardziej mnie intryguje :)
      Pomysł z wyspą był teoretycznie bardzo dobry :D Taka miła odmiana i ciekawa wyprawa. Nie wiem, jak Ty to robisz, ale zawsze Twoje dialogi są takie... naturalne. Jakby pisanie nie sprawiało Ci żadnego wysiłku. Bardzo, bardzo ładnie!
      Historia o kwintopedach była naprawdę ciekawa i miło było ją usłyszeć. Ja na przykład nie czytałam tej książki Rowling, ale po tej opowieści zapowiada się ciekawie.
      Kurczę, nie myślałam, że na wyspie rzeczywiście będą te stwory! Biedna Patty - mogła zginąć :/ Było niebezpiecznie...
      Z góry podziwiam za to, że nie połączyłaś Dominiki i Syriusza, bo gdyby oboje mieli szukać Patricii, to by w ogóle jej nie znaleźli :D
      Jejku, a ja już myślałam,że wszyscy się dowiedzą o Białej Magii! Serio, aż tego chciałam :/ Chociaż, sądzę, że Remus już się czegoś domyśla ;)
      Tak po za tym to podziwiam Dominikę, że potrafiła dotknąć krwi... ja bym już dawno zeszła i po drodze zwymiotowała :D
      Ognisko było urocze. Powoli zapominają o tym, co się stało i po prostu korzystają z młodości. I teraz, w tym momencie pragnę powiedzieć, ze dostałam najlepszy kawałek, najlepszej czekolady, jaką kiedykolwiek mogłaś mi dać! O Bożenko, jakie to było cudowne! Czułam się dokładnie jak Dominika, czytając ostatni fragment. Nogi miałam jak z waty, serce mi biło szybciej i uśmiech wkradł mi się na usta. Dziewczyno, to było najpiękniejsze wyznanie miłosne, jakie kiedykolwiek czytałam! Tak mnie kupiło, że musiałam na chwilę przerwać czytanie i odetchnąć. Boże, WSPANIAŁE!!!
      I wiem, ze zachowuję się jak psychofanka, ale kocham ten parring i po prostu ten rozdział był ukoronowaniem całej mojej miłości do Twojego bloga!
      I jeszcze ten niesamowity opis:
      "Nawet nie zdążyła zastanowić się, o czym on właściwie mówił i dlaczego zakładał, że ona będzie tego słuchać. Jakkolwiek chaotyczne były jego słowa, pocałunek chwilę później wydawał się najbardziej oczywistą i naturalną rzeczą na świecie. Był inny niż te poprzednie – niespieszny, delikatny i zupełnie na miejscu. Zaczynała chyba rozumieć, co miał na myśli Syriusz, kiedy otaczał ją ramionami, gładził łagodnie po plecach i po raz pierwszy był tak blisko, jakby ta chwila miała trwać bez końca. Ostatecznie jednak to ona ją przerwała – cofnęła głowę o cal i uśmiechnęła się mimowolnie. Popatrzyła w jego ciemne oczy, po czym przeniosła roziskrzone spojrzenie na niebo upstrzone gwiazdami. A gwiazdy wyglądały jak diamenty."
      Nie napisałaś: "pocałowali się pod niebem pełnym gwiazd". Ubrałaś ten sam sens w najpiękniejszy materiał, jaki chyba dla nas trzymałaś. Ja jestem oczarowana i w tym momencie czuję taką podjarkę, jaką czuję, gdy czytam dobrą historię miłosną ^^
      Jako, że jestem wielbicielką cytatów, mam swój zeszyt, w którym je właśnie zapisuję. Czy nie przeszkodziłoby Ci, gdybym zapisała w nim ten właśnie fragment, gdy Syriusz wyznał Dominice swoje uczucia? To jest dla mnie tak piękne, że teraz będę o tym cały czas myśleć ;)
      Eskaryno, jako Twoja największa fanka: dziękuję za ten wspaniały rozdział, który wynagrodził mi rok czekania na tę parę. Przepraszam za niekontrolowaną ekscytację, ale ten rozdział był po prostu MISTRZOWSKI! Mam nadzieję, że zawarłam w komentarzu wszystko, co miałam. Chociaż słowa chyba nie mogą w pełni wyrazić mojego podekscytowania :D
      Najsłodsze pozdrowienia!
      Oczarowana Natalia

      Usuń
    2. Na skaczące plumpki, przez Twój komentarz uśmiechałam się tak bardzo, że aż bolą mnie policzki! Czy można mieć zakwasy policzków? Bo chyba jutro mnie to czeka :D
      Jak zwykle oszałamia mnie takie stężenie komplementów, bo przy kolejnych rozdziałach z obawą czytam każdy komentarz. Może tu przesadziłam, może tu wyszło sztucznie, może czegoś nie dopracowałam... Twoje opinie są dla mnie szczególnie ważne, więc tym razem po prostu pękam z dumy :)
      Może się jakoś ogarnę i dodam swoje uwagi w sensownej kolejności :D
      Po pierwsze bardzo się cieszę, że doceniasz Patricię. Trudno jest wyprodukować niekanoniczną postać od zera (chociaż komu ja o tym mówię - Ty masz takich postaci dziesiątki i jesteś mistrzynią w ich kreacji :D) i z Macmillanówną zawsze mam trochę problem, zwłaszcza że mozolnie opisuję sytuację czarodziejskich nuworyszy, a to jest coś, z czym nie spotkałam się wcześniej, więc muszę użyć mózgu, żeby to jakoś wyglądało xD
      Poważnie dialogi tak wyglądają? Prawdę mówiąc, ten rozdzia powstawał w mękach, więc miło mi widzieć, że nie rzuca się to tak w oczy xD Mam wrażenie, że jestem bardzo oszczędna w dialogach, ale może to dlatego, że zwracam dużą uwagę na słowa (wciąż pamiętam Twoją tralkę!) i mocno je filtruję.
      "Fantastyczne zwierzęta..." na pewno warto przeczytać i to nie tylko w kontekście najnowszego filmu - to kopalnia inspiracji, Twoja Mary na pewno byłaby zachwycona :)
      Haha, tak myślałam, że wszyscy będą spodziewać się podziału w poszukiwaniach Patty według wątków romansowych, więc taka bzdura jak przyklejenie Dominiki do Remusa sprawiło mi trochę radości :D Masz rację, gdyby na miejscu Lupina był Black, mogłoby wyjść znacznie (gorzej) inaczej :D
      I ta część Twojego komentarza dotycząca pocałunku... Czuję się dumna i zawstydzona jednocześnie, bo mam wrażenie, że to było takie nic, właśnie taki pocałunek pod gwiazdami, a Ty potrafiłaś odczytać nie tylko to, co napisałam między wierszami, ale także to, o czym myślałam, a czego nie napisałam. Niesamowite uczucie! Rybko, użyj te fragmentu jak Ci się żywnie podoba - to chyba największy komplement tutaj, jaki kiedykolwiek otrzymałam. Zapamiętam sobie, to na pewno :)
      To naprawdę był rok? Jeju, mnóstwo czasu! Moje plany na przeszłe rozdziały są dosyć konkretne, ale będę się bardzo starać, żeby Cię nie zawieść :)
      Dziękuję za najlepszy, najbardziej motywujący, najsłodszy i najbardziej bolesny dla moich policzków komentarz jaki kiedykolwiek otrzymałam,
      Eskaryna

      Usuń
  2. Hej :)
    Nadal jestem i wiernie czuwam, ale na komentarze brak mi czasu :p
    Rozpoczęcie świetne - podejrzewam, że to Jean przechwytywał listy. Mam co do niego mieszane odczucia. Historia o kwintopedach również wspaniała. W końcu Moon powiedziała komuś (w tym przypadku pokazała), co potrafi! Martwię się jednak, że Patricia coś wygada - ja na miejscu Dominiki, tak ważną sprawę chciałabym przekazać osobiście.
    Co do końcówki - Awww! Wreszcie ♡ Shippuje ich całym sobą!
    Pozdrawiam i czekam na następny rozdział! Kto wie, może skomentuje :D
    Nicolette

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej!
      Bardzo się cieszę, że Ci się podobało.
      O tak, cieszmy się, póki możemy :D
      Będę czekała ;)
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam,
      Eskaryna

      Usuń
  3. Przybylam i rozdział przeczytalam ale komentarz dodam wieczorem. Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej słońce. Baaaaaardzo cie przepraszam bo miałam napisać komentarz w piatek. Niestety wzięło mnie przeziębienie i na nic nie miałam siły. Jeszcze kiepsko się czuje ale przybylam.
      Po pierwsze lubie to jak opisujesz Patty i jej rodzinę. Widać to jak czarodzieje czystej krwi traktują mugoli. Państwo McMillan nie sa takimi palantami jak rodzice Syriusza ale jednak.
      Dobrze że nic poważnego jej się nie stalo. Ciekawe czy wygada reszcie o umiejętnościach Dominiki. Oby ona sama powiedziała reszcie. Powinna być z nimi szczera.
      Ogólnie pomysł z wyspa i wplecenia historii o kwintopedach był genialny i kiedy tylko padła nazwa owych zwierząt juz wiedziałam że nasi bohaterowie się z nimi zmierza i balam się że cos się wydarzy. Niestety nie pomylilam się ....
      Ale najważniejsze. Syriuszzzzzzzz ty mój romantyku!!!! W końcu!!!!!! W końcu!!!!!!! To było takie piękne a zarówno urocze i .... awwww. Domi ma takie szczęście iz Black się w niej zakochał. Opisalas to w.tak niesamowity sposób że czulam się jak dziesieciolatka pisząca wypracowanie a nie ,,profesjonalna blogerka,,. Wielki szacunek moja droga.
      Pozdrawiam życzę oceanu weny i zapraszam do mnie. No i jeszcze raz przepraszam.

      Usuń
    2. Lepiej późno niż później :))
      Cieszę się, że podoba Ci się wątek rodziny Macmillanów. Pomyślałam, że zwykle, kiedy mówimy o rodach czystej krwi, to mamy na myśli rodziny z wielkim majątkiem i arystokratycznym pochodzeniem. Tymczasem historia podpowiada nam, że te dwie kwestie nie zawsze szły ze sobą w parze i postanowiłam to wykorzystać :) Równie ciekawy wydaje mi się pomysł rodziny czystej krwi bez knuta w kieszeni (trochę jak Gauntowie).
      Haha, spodziewałam się, że nagłe przejście z jednej strony na drugą w przypadku Syriusza i Dominiki wzbudzi jakieś emocje, ale nie myślałam, że aż takie :p Ale spokojnie, spokojnie, nie wyobrażam sobie Blacka zupełnie ujarzmionego, więc tak łatwo nie będzie.
      Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam,
      Eskaryna

      Usuń
  4. Cudowny rozdział, zarówno ten, jak i poprzedni! <3
    U ciebie zawsze się tyle dzieje, ciągle akcja, a nawet jak nie ma akcji, to jest bardzo ciekawie. Zacznę od końcówki, bo niesamowicie się cieszę, że Moon i Syriusz nareszcie będą razem - no bo po takim wyznaniu z jego strony to już muszą być razem :D
    Na miejscu Patricii to bym wrzeszczała wniebogłosy i w ogóle pewnie dostała tam zawału, więc dziewczyna podeszła dość spokojnie do sprawy atakujących ją wielkich pająków ;p Dobrze, że przyjaciele ją w porę znaleźli. Już od początku tej akcji przeczuwałam, że Dominika będzie musiała użyć swojego talentu i nie myliłam się. Oj, Pat będzie mieć mnóstwo pytań...
    Naprawdę dobrze napisany rozdział, wspaniale się go czytało, widać, że miałaś dużo weny :)
    Co do poprzedniego, to tak samo jak Moon nie ufam Jean'owi. Bardzo dziwne, że nie dostał listu z żadnej szkoły. Czuję, że mogą z nim być problemy, bo na pewno jeszcze kiedyś się pojawi (:
    Życzę mnóstwo weny i z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, kochana :) Ha, jak do tej pory była akcja, to teraz tempo znacznie przyspieszy! Mam całe mnóstwo pomysłów do zrealizowania.
      To prawda, w tej kwestii impas został przerwany, ale każdy, kto mnie choć trochę zna, wie dobrze, że nie przepadam za sielankami. Mimo to, nie trzeba obawiać się telenoweli, żadnych zdrad albo tego typu problemów nie przewiduję ;)
      Dziękuję za te wszystkie miłe słowa, to bardzo, bardzo motywujące.
      Z pozdrowieniami,
      Eskaryna

      Usuń
  5. No no no nareszcie coś się dzieję :) Brawo Syriusz :* A co do Białej Magii to chyba najwyższy czas na odrobinę szczerości :)
    Luella

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażeniem, że wszystkim tu przydałaby się choć odrobina szczerości :D

      Usuń
  6. Boże, ten Syriusz to jest zwariowany jednak. Chciałabym, żebyś napisała kiedyś dłuższy fragment z jego perspektywy. Czasem zupełnie go nie rozumiem, dlaczego miał obiekcje przed mówieniem tej opowieści dziewczynom? Dlaczego udawał niezadowolonego, ale pozniej, jak doszło do wyścigów, to juz przestał? I dlaczego ogolnie sie tak dziwnie zachowuje? Wlasciwie to w jakims sensie rozumiem idee podpytania innych Huncwotow, chociaż nie wiem, czy to byłoby pomocne :D sam Syriusz sie nie ogarnia. Chciałabym wierzyć, ze sie ogarnie i następnego dnia nie bedzie sie dziwacznie zachowywał, ale sama nie wiem. Chociaż może jak ten pocałunek był taki wolny i jak tak ładnie, choc nie do konca udolnie powiedział o swoich uczuciach, to moze jest jakas szansa? Szczegolnie,ze ma podjąć męska dezycję! To mi sie podoba. Mam nadzieje, ze podejmie ja z własnej perspektywy, ze tak powiem.
    No i jestem zachwycona tym,ze Dominika zmieniła nastawienie :p swietna ta dyskusja z dziewczynami. No i Lily zmienia nastawienie wobec Jamesa Cool :p
    Nie czytałam książki o bestiach, a moze powinnam :D w każdym razie te potwory były dość potworzaste! No i wlasciwie czułam, ze Domi bedzie musiała użyć białej magii. Ciesze sie z tego, bo uwazam, ze powinna powiedzieć przyjaciółkom, a moze i kiedyś Syriuszowi, o swojej mocy! Z niecierpliwoscia czekam na ciąg dalszy;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W mojej wizji Syriusz jest humorzasty, rozkapryszony, impulsywny i w pewnym sensie dziecinny. Te cechy całkowicie tłumaczą jego zachowanie :) Dlaczego nie chciał opowiadać o kwintopedach? Bo trzyma swoją fasadę, jęczy, że jest zimno, mokro i nudno, a o kwintopedach nikt nie będzie chciał słuchać, bo to oklepane i nieciekawe, z pewnością lepiej zorganizować jakiś paskudny żarcik. Dlaczego początkowo był niezadowolony, a później chętnie się ścigał? Bo Syriusz lubi rywalizację, jest impulsywny, często jego chęć przeżycia przygody przezwycięża wspomnianą wcześniej fasadę obojętności i wieczne znudzenia. Dlaczego się dziwnie zachowuje? W mojej perspektywie ten Syriusz, którego opisuje, jest młodszą wersją Syriusza Rowling. To chłopak, który ma spore problemy ze swoją rodziną (jakkolwiek by się jej nie wypierał), ze swoimi emocjami, z konfliktem tego, czego by chciał, a na co w swoim mniemaniu zasługuje.
      Mam nadzieję, że chociaż częściowo objaśniłam swoją wizję, bo nie zawsze jest do tego okazja w tekście :)
      Syriusz rzeczywiście podejmie męską decyzję w kolejnym rozdziale, ale wydaje mi się, że to nie ta decyzja, której się spodziewasz :))
      Moon na pewno musi coś zrobić ze swoją tajemnicą, to pewne, ale co konkretnie i w jakich okolicznościach - tego jeszcze nie mogę zdradzić.
      Z pozdrowieniami,
      Eskaryna

      Usuń
  7. hej!
    podobała mi się ten motyw z podróżą lodkami. dobrze oddał charakter chłopaków, szczególnie Syriusza, który niby narzekał, ale i tak się w końcu wkręcił :) czytałam kiedyś te książkę, więc motyw z kwintopedami momentalnie skojarzyłam i uznałam, że to fajny pomysł.
    no, Dominika wreszcie musiala użyć białej magii... tak coś czułam, że to się stanie, w każdym razie nie było na to lepszego momentu. wydaje mi się, że Pat nie wygada się z tego tak po prostu, mam wrażenie, że jest godna zaufania - z drugiej strony tak czy siak nadchodzi czas, że to samo wymyka się spod kontroli i dziewczyna będzie musiała wszystko powiedzieć. w końcu Remus też nabiera podejrzeń... nawet jeśli oni się nie wygadają, to ona sama podejmie te decyzje.
    wątek Syriusza i Dominiki, jakkolwiek słodki by nie był, nie do końca mi pasował. to znaczy, wszystko wyszło tak, jak powinno, ale słowa Syriusza nieco mi zgrzytaly, jakby nie były jego. na pewno nie powiedziałby ich na poczekaniu, więc uznaje, że były po prostu przez niego misternie układane wcześniej xd
    ale fajnie, że wreszcie się to tak potoczyło i wreszcie było "na miejscu". teraz tylko gromada dzieciaczków i będzie wszystko w porządku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć!
      Dziękuję za miłe słowa.
      Rzeczywiście, kwestia Białej Magii ciąży Dominice coraz bardziej, zwłaszcza że łączy się z problemem zaufania. Dlatego właśnie ci, którym Moon ufa najbardziej, dowiedzą się pierwsi... chociaż chyba nie jest aż tak oczywiste, kto to będzie :)
      Tak to zwykle bywa, że kiedy mamy do wygłoszenia przemowę, układamy ją wcześniej, wyobrażamy sobie jak to będzie, a kiedy przychodzi co do czego, wszystko się sypie :)
      Oj, to chyba nie będzie w porządku, niestety :))
      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam,
      Eskaryna

      Usuń
  8. Ciekawe skąd chłopaki znali tę legendę. No i czy tylko opowiadali ją, aby wystraszyć kogoś? Niemniej jednak teraz powinni się opanować i nie mówić. Chociaż w sumie to jednak jest ostrzeżenie, więc może jednak powinni? Wtedy ludzie będą trzymać się razem i może unikną samotnego ataku. Gorzej jakby z Patty nikogo nie było. Na szczęście przyjaciele w porę sobie o niej przypomnieli i szybko znaleźli. Hm... nie rozumiem chyba trochę tego, dlaczego Dominika tak bardzo boi się, że ktoś się o tym dowie. Zwłaszcza przyjaciele. Czy ktoś to wykorzysta czy jak? Weźmie za niewolnika? Ale nie przyjaciele. Nie rozumiem :D. Chyba że po prostu chce być fair wobec Dumbledore'a.
    Podobała mi się ostatnia scena, mimo że do mnie ciężko trafić z takimi scenami. No ale widać, że to płynęło prosto z syriuszowego serca i było naprawdę miłe. Coś się tu skroiło. Byle by nie przeminęło, gdy procenty opuszczą organizm, ale może tym razem nie? Może nie stwierdzą, że to pomyłka? Może w końcu coś będzie jasnego? Tylko jak na to reszta? Dziewczyny pewnie nie będą miały nic przeciw, ale James? On chyba nie do końca ją lubi. Chociaż no nie wiem. Chyba rozumie uczucia, skoro sam pokłada nadzieje w związku z Lily.


    "Patrzył na nią słowa spod zmarszczonych w zamyśleniu brwi" - chyba zgubiłaś "bez"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opis tej legendy jest publicznie dostępny w "Fantastycznych zwierzętach..." :) Myślę, że podobnie jak Baśnie Barda Beedle'a, tego typu historie były znane czarodziejom od najmłodszych lat.
      Dumbledore zabronił jej mówić o Białej Magii, a że Dominika sama nie do końca jeszcze wie, o co w tym wszystkim chodzi, sytuacja trochę się komplikuje. Niestety, w najbliższej przyszłości tylko przybędzie jej argumentów do zachowania milczenia :)
      W takim razie doceniam ten komplement szczególnie :) Jamesowy brak sympatii to tylko poza, zwykłe przekomarzanie się, a nie faktyczna wrogość, więc tu akurat nie szykuje się konflikt. Nie znaczy to jednak, że wszyscy będą zadowoleni z takiego obrotu spraw, to na pewno :)
      Z pozdrowieniami,
      Eskaryna

      Usuń